02/07/2023
Rano postanawiamy odwiedzić szczebrzeszyńskiego świerszcza. Google mapa pokazuje nam "najlepszą trasę". Niestety wkrótce urokliwa polna droga wśród łąk i tyczek z fasolą zaczyna nam doskwierać. Po porannych opadach cienka warstewka mokrego błoto-piachu okropnie oblepia nam koła. Szczególnie w dużym rowerze gdzie warstwa błota ze słomą zaklinowana pod błotnikami i między szczękami hamulca prawie uniemożliwia jazdę. Po rozpięciu szczęk przedniego hamulca jedziemy dalej bez zahamowań. Docieramy do szosy i próbujemy trochę opłukać koła jadąc przez kałuże, ale chyba jednak trzeba będzie nawiązać kontakt z tubylcami I skorzystać z węża ogrodowego u kogoś na podwórku.
Podobno w Szczebrzeszynie chrząszcz brzmi w trzcinie, ale pomnik przedstawia świerszcza a nie chrząszcza. Za to na przeciwko pomnika nad Wieprzem jest młyn i też całkiem nieźle brzmi.
Na rynku spotykamy kolejne świerszczo-chrząszczowe kreatury i po gofrowo-kawowym śniadaniu wracamy w stronę Zwierzyńca.
Zu naciska na mycie rowerów, więc rozglądamy się na mijanych podwórkach za podłączonym wężem ogrodowym i kimś kogo można poprosić o skorzystanie z niego. Tuż przed wąwozem w Topólczy dostrzegamy panią, węża i psa. Pani zgadza się na opłukanie rowerów, ale pies nie wygląda na przekonanego i nie wita nas przyjaźnie, za to jego właścicielką gdzieś znika. Zastanawiamy się czy iść czy nie iść, pani nie ma, pies na nas szczeka. W końcu kobieta wyłania się zza domu i pyta zniecierpliwiona
-no wchodzicie czy nie?
-no wchodzimy, tylko trochę się psa obawiamy
- no przecież jakby miał ugryźć to by tu tak nie biegał luzem przy otwartej bramie, to chyba oczywiste
-no tak
-a gdzie to po takim błocie jeździć? Co to szos u nas nie ma?
- no są, ale mapa nam pokazała taką trasę i na początku ta polna droga była całkiem niezła a potem to już nie opłacało się zawracać
- a tam, te wasze mapy, no ale jak się nie zna okolicy to wiadomo, skąd ma człowiek wiedziec. Pani przytrzyma tu ten wąż palcem to będzie większe ciśnienie. Pani się nie boi tego błota (kobieta zaczyna wydlubywac ręką błoto spod blotnika)
-nie boję się błota tylko jedną ręką muszę cały czas trzymać rower żeby się nie przewrócil bo tam jest plecak i namiot
- a to ja przytrzymam
-dziekuję bardzo (teraz udaje się wydłubać błoto z zakamarków)
Z jako tako oplukanymi rowerami i ponownie zapiętym przednim hamulcem ruszamy do wąwozu Topólcze, a później dalej do Zwierzyńca :D
Po drodze śpiewany i odkrywamy że kiedy jedzie się pod wiatr można suszyć mokre gacie na kierownicy.