Mrs. Driver

Mrs. Driver Po latach pracy w korporacji zmieniłam swoje życie i od niedawna jestem kierowcą: obecnie jeżdżę śmieciarką, a wcześniej cysterną z paliwem lotniczym.

Chcę pokazać tę pracę z innej perspektywy, kobiecym okiem, a czasem z tego oka przymrużeniem :)

Ten post dedykuję wszystkim Dziewczynom pracującym w biurze, które codziennie odbierają setki telefonów i maili, cierpli...
10/08/2026

Ten post dedykuję wszystkim Dziewczynom pracującym w biurze, które codziennie odbierają setki telefonów i maili, cierpliwie pochylając się nad każdym zgłoszeniem, każdą reklamacją.

Są takie adresy, które siłą woli po prostu się zapamiętuje. To są takie adresy specjalnej troski.

Razu pewnego szukałam jednego adresu i choć podjeżdżałam tak, jak nawigacja prowadziła, nijak nie mogłam tej posesji znaleźć. Po kolejnej nieudanej próbie dotarcia do celu i reklamacji, w której autor napisał, że „uporczywie” śmieci mu nie odbieram, poprosiłam o jego numer telefonu, co by mnie pan objaśnił, z której flanki podejść do tematu, czy też raczej podjechać. Bo jedyne, co uporczywie robiłam, to podjeżdżałam nie tam, gdzie trzeba.

Rozmowa przebiegła tak:
-A to pani nie wie, że nawigacja czasami źle prowadzi?
Tak, wiem. Przekonałam się o tym wielokrotnie podczas mojego już nie tak krótkiego życia, a parokrotnie w ciągu tego tygodnia, próbując znaleźć pańską posesję.

-A to pani nie wie, żeby do mnie dojechać, zamiast wpisać 30G, trzeba wpisać C?
Nie wiedziałam, no nie domyśliłam się. Ale teraz już wiem, że „G” to czasami „C”. Jak Obywatel GC – teraz już na pewno pana zapamiętam.
Przepraszam, że na to nie wpadłam. Tak jak pan nie wpadł na to, by przekazać tę drobną, ale jakże istotną informację, jak można go znaleźć. Co zrobić, czasami po prostu człowiek na coś nie wpadnie. Chyba że na dziurę w drodze, bo tych zawsze pod dostatkiem.

Mam też takie adresy, które doskonale znam i pamiętam o nich zawsze. Pod jednym z nich pan gra z nami w podrzucanie śmieci. Na szczęście do swojej własnej wiaty. Pracujemy w ten sposób, iż jeden z moich ładowaczy idzie przodem i zbiera worki z odpadami układając je w jednym miejscu. Oszczędza nam to masę czasu – nie muszę zatrzymywać się dziesięć razy przy dziesięciu posesjach, tylko zatrzymuję się raz i zbieramy wszystkie worki za jednym zamachem. Ot, takie nasze usprawnienie.

Ale pod tym jednym adresem mamy prawdziwego fana – pan bacznie obserwując okolicę zza firanki czeka, aż ładowacz przejdzie i zabierze od niego worek ze śmieciami, po czym dorzuca drugi, którego ładowacz już nie widzi, bo poszedł dalej. Ja zaś z drugim ładowaczem jestem kilka minut wcześniej i to jest to okno czasowe, które pan ma opanowane do perfekcji i wie, że to jest jego chwila, ten moment, kiedy można zagrać w podrzucanie.

Nauczona doświadczeniem pod tę posesję podjeżdżam zawsze i ba, zaglądam dodatkowo do tejże wiaty, czy coś tam podrzucone nie zostało. Ostatnio było, ale pan zamknął wiatę na klucz, jak mniemam przez pomyłkę i w pośpiechu nie przemyślał sprawy więc niestety, ale przez płot jeszcze nie skaczę, także worka nie zabrałam. Ale może trzeba było, bo reklamacja, a jakże, wpłynęła.

Muszę chyba pójść na jakiś trening sprawnościowy czy coś – bo my zawsze frontem do klienta. Choćby i przez płot.

Więc jeśli ktoś myśli, że praca na śmieciarce jest nudna – śmiem zaprzeczyć. To wspaniałe doświadczenie uczące pokory, cierpliwości, a nade wszystko pozwalające poznać niezwykłe ścieżki, jakimi niekiedy chadzają myśli ludzkie. I nie tylko – poznaję ścieżki i dojazdy, o których istnieniu nie miałam, pojęcia, a które w razie inwazji mogą okazać się wiedzą bezcenną. Jak tu nie lubić tej roboty?

Do zobaczenia na rejonie.

31/07/2026

Jak opisać pracę śmieciarza? Według niektórych określają ją trzy słowa. Smród. Patologia. Hałas. Dlaczego tak? Już wyjaś...
29/07/2026

Jak opisać pracę śmieciarza? Według niektórych określają ją trzy słowa. Smród. Patologia. Hałas. Dlaczego tak? Już wyjaśniam.

Po pierwsze: smród.

Kiedy przejeżdżasz koło Szadółek – śmierdzi. Kiedy przejeżdża śmieciarka – śmierdzi. Kiedy jedziesz, a częściej stoisz za śmieciarką – śmierdzi. Śmieci to w ogóle taki smrodliwy temat. Idziesz je wyrzucić do swojego śmietnika – często wstrzymujesz oddech na ten moment, bo śmierdzi. Albo jak kto woli, brzydko pachnie.

Może i tak, tylko uświadom sobie, że ten smród wygenerowałeś Ty, Ty sam, nikt inny. To Twój smród, jakby nie patrzeć. Ewentualnie Twój i sąsiadów, jeśli mieszkasz w bloku. Więc co tak Cię odrzuca? My z Twoim smrodem, Twoimi śmieciami stykamy się codziennie – taka praca. Zdarza mi się zbierać z chodnika Twoje podpaski, bo nie zawiążesz worka ze śmieciami, który wystawiasz do odbioru. Albo maszynki do golenia. Tak wiem, taka moja praca.
Więc zbieram myśląc sobie, czemu zawiązanie worka jest takie trudne. Jest taka bajka pt. Koń Rafał. I ten koń zadaje takie pytanie:
-Czy musiało do tego dojść?
Po czym odpowiada sam sobie:
-Widocznie musiało, skoro do tego doszło.
Dziękuję Rafale, że mi to wyjaśniłeś.

Po drugie: patologia.

Kiedy mocujesz się z pojemnikiem na śmieci, bo jest połamany, albo ma uszkodzone kółka, a jego właściciel uważa, że nadal świetnie spełnia swoją rolę i wcale nie trzeba go wymieniać – zdarza się, że puszczają nerwy. Ale według kogoś patrzącego z boku to zachowanie patologiczne. Kiedy chwytam worek pełen potłuczonych szyb, który rwie się w rękach i kaleczy w ręce i nogi, a mi wyrywa się z ust słowo potocznie uważane za wulgarne – dla osoby postronnej zachowuję się jak patologia.
Bo przecież nigdy, przenigdy prowadząc swój samochód nie przeklinasz ani nie złorzeczysz na innych uczestników ruchu drogowego. Bo przecież kiedy coś Cię zirytuje w pracy, jakiś plik się zawiesi albo dane nie zapiszą – zawsze cierpliwie wzdychasz i nic nie jest w stanie zakłócić Twego spokoju. A jeśli nawet – to przecież zrozumiałe – Tobie wolno. Ty nie jesteś patologią.

Po trzecie: hałas.

Wstaję o 4:10. Jadę na bazę, wsiadam w śmieciarkę, by od 6:00 zacząć pracę. Znaczy, umownie, bo czasem okazuje się, że była 5:58 i zakłóciłam Twój spokój. Okazuje się, że moja 6:00 u Ciebie będzie za dwie minuty. Widać, że czas liczony według południka Greenwich jest względny nawet na tej samej szerokości geograficznej. Bardzo żałuję, że nie mam możliwości określać czasu bardziej precyzyjnie niż po prostu za pomocą zwykłego zegarka. Jak mniemam, masz łączność z satelitą i doskonale wiesz, że odebrałam Twoje śmieci o dwie minuty za wcześnie. Co zakłóciło ciszę nocną o całe 120 sekund. Niedopuszczalne.

Te śmieci to takie kukułcze j**o: najchętniej by się je podrzuciło sąsiadowi, albo do lasu. O czym przekonuję się, spotykając pewnego dnia panią zarządcę (zarządczynię?) pewnej wspólnoty mieszkaniowej, która zwróciła się do mnie tymi słowy:
-Proszę koniecznie zamykać śmietnik, bo nam to ktoś przyjeżdża i podrzuca swoje odpady.
Jakie to nasze, swojskie, absolutnie nie patologiczne.
Albo j**o zepsute – w końcu też śmierdzi i każdy omija z daleka.

My nie omijamy, choć czasem zdążą się zalegnąć w nich larwy. Nieważne, skąd je odbieramy – śmieci dyrektora generalnego i bezrobotnego niczym się nie różnią, śmierdzą dokładnie tak samo. Ale nie zawsze muszą walać się po chodniku – tu wystarczy zawiązać worek.

Do zobaczenia na rejonie.

PS. Na zdjęciu jacht zaparkowany na drodze pożarowej. To też przecież zupełnie normalne.

Komu te upały przeszkadzały? No, komu? I mamy teraz lipcopad za oknem. Tak sobie myślę, że ta pogoda w naszym pięknym kr...
21/07/2026

Komu te upały przeszkadzały? No, komu? I mamy teraz lipcopad za oknem. Tak sobie myślę, że ta pogoda w naszym pięknym kraju jest dokładnie taka, jak my: albo wieje złem i zimnem, albo gotujemy się w ekstremalnym upale. Nie ma nic pośrodku.

Żeby nie było, ja nie mam nic przeciwko deszczom – niech padają, są potrzebne – ale dlaczego wraz ze spadającym deszczem temperatura również spada do zawrotnych stopni trzynastu, a odczuwalnych dziewięciu? Bo, tu na północy wieje zawsze, jakby ktoś świadom nie był i to co na termometrze, na skórze zgoła inaczej się czuje.

Pamiętam, jak pewnego dnia pojechałam na audyt do pewnego sklepu, na Mazurach moich drogich i lubianych. Przyjechałam, zanim sklep się faktycznie otworzył, ot, taka niespodzianka z rana. Drzwi otworzyła mi jego ówczesna kierowniczka i przywitała słowami:
-Nie…Wiola, proszę Cię, bardzo Cię proszę, wyjdź tymi drzwiami i wejdź nimi jutro. Proszę!

Pokrzepiona tą mazurską gościnnością bardzo podziękowałam za ciepłe przyjęcie mej skromnej osoby. Gdy pierwsze fale entuzjazmu opadły, pani kierownik wyszła przed magazyn i mocno, tak z całego serca, czy też raczej płuc, zaciągając się papierosem, rzekła:
-No dobra, od razu powiem Ci, co jest zj.bane.

Bardzo cenię sobie takie szczere i otwarte relacje. Bardzo szanuję, gdy ktoś szanuje mój, i swój zresztą, czas. Audyt przebiegł nam sprawnie i w miłej atmosferze wzajemnej współpracy i zrozumienia.

Teraz, gdy przyjeżdżam moją śmieciarką, też tak mnie serdecznie witają. Wczoraj na jednej z uliczek czekała na nas mama ze swoim synkiem, który dzierżąc w rączce żółty worek na plastik bacznie się przyglądał naszej pracy. Pani zwróciła się do mnie:
-On kocha śmieciarki. Nie straż pożarna, nie policja, tylko śmieciarki. O, tu widzi pani, nawet worek trzyma w ręku, bo on wie, że to na śmieci. On nawet wie, gdzie sąsiedzi mają wiaty śmietnikowe – bo tam podjeżdża śmieciarka i ja muszę koniecznie po tej trasie z nim spacerować.
-Synek wie co dobre – odparłam. Przybiliśmy z młodym piątkę, dostał gadżet firmowy ode mnie, ale worek na śmieci i tak był najlepszy. Prawdziwy koneser z tego malucha. Bo co tam policja czy straż, jedzie i wyje na całe miasto. A śmieciarka…no, tu się niekiedy dzieje więcej w pięć minut niż przez cały tydzień przeciętnego życia.

Niektórzy chcą mnie, znaczy moją śmieciarkę widzieć nie tylko dziś, ale najchętniej i jutro, a nawet pojutrze, prawie tak jak na audytach. Tak jak pewien pan, którego spotykam czasami na ulicy Nowatorów:
-Na pani widok to mi szybciej serce bije!

Zupełnie jak kiedyś, mój przyjazd nadal wzbudza emocje. W sumie, to i cel mojej wizyty się nie zmienił: oczyszczanie to moje powołanie. Emocje zaś zupełnie jak pogoda za oknem: albo cieplutko albo „cieplutko”, nie ma nic pośrodku.

To pozdrawiam cieplutko – a woda w Bałtyku wcale nie jest zimna i prawie nie pada.

PS. Miejscowości, w której był wspomniany sklep nie wymieniam celowo, ale Ci co wiedzą, o który to sklep chodzi, to wiedzą. Pozdrawiam serdecznie tamtą ekipę – byliście (jesteście), super.

I drugie PS: zdjęcie ku pokrzepieniu serc, że zawsze może być gorzej w kwestii pogody.

Niedawno miałam okazję uczestniczyć w spotkaniu z maluchami w jednym z gdyńskich przedszkoli. Muszę przyznać, że było to...
17/07/2026

Niedawno miałam okazję uczestniczyć w spotkaniu z maluchami w jednym z gdyńskich przedszkoli. Muszę przyznać, że było to naprawdę wspaniałe doświadczenie. Dzieci zasypały nas gradem pytań. Jedno utkwiło mi w głowie do dziś, a brzmiało ono tak:

"Ile jest śmieci na świecie?"

Powiem szczerze, że uderzyła mnie głębia tego pytania. Ono było tak pozornie proste, a jednocześnie niezwykle trudne i wielowymiarowe. Przyznam, że rzadko nie wiem, co powiedzieć, tak tym razem musiałam się zastanowić, jak odpowiedzieć. I szczerze mówiąc, moja odpowiedź brzmiała po prostu "nie wiem, ale za dużo." Jakkolwiek by na to nie spojrzeć.

Dzieciaki mogły wejść do kabiny mojej królowej szos, co wywołało masę radości i było chyba najlepszym momentem całej wizyty. Bo przecież wiadomo, dzieci kochają śmieciarki 😁

Jeszcze raz dziękuję za to zaproszenie - dla mnie to też była prawdziwa frajda!

17/07/2026

W życiu dobrze wiedzieć, do czego się jest powołanym. Czasami człowiek wie to szybciej, czasami przychodzi to z wiekiem,...
17/07/2026

W życiu dobrze wiedzieć, do czego się jest powołanym. Czasami człowiek wie to szybciej, czasami przychodzi to z wiekiem, niekiedy dopiero z wiekiem trumny. Nie ważne kiedy, ważne że w końcu człowiek znajduje swoje miejsce. W ziemi lub na, mniejsza o przyimki.

Do mnie dotarło to całkiem niedawno, w zasadzie niecały tydzień temu. Siostra zadzwoniła i poprosiła mnie o pomoc w swoim ogródku. Ubrałam więc stylowe gumaki i ochoczo przystąpiłam do pielenia piwonii. W trakcie tej jakże relaksującej czynności dotarło do mnie, że ja oczyszczam, głównie oczyszczam. Najpierw wyrywałam chwasty w korpo, teraz wyrywam chwasty w ogródku. A jeżdżąc śmieciarką też oczyszczam – tyle że gdańskie śmietniki i posesje.

Ostatnio pewna pani rozjechała wystawiony do odbioru worek ze szkłem, artystycznie roznosząc odłamki potłuczonych butelek po chodniku i ulicy. Bardzo ją to zdenerwowało, że go nie zauważyła, więc postanowiła pokrzyczeć najpierw na mojego ładowacza, a potem również na mnie. Rozumiem nerwy – wszak nie jest fajnie wjechać w worek z butelkami – ale nie rozumiem, czemu potem miał służyć potok niemiłych słów. Ale to dotarło do mnie po chwili – pani też musiała się oczyścić. Po słownym wypróżnieniu się na nas, wskazała palcem na porozbijane na ulicy szkło mówiąc:
-A teraz to posprzątajcie!

Oczywiście, posprzątamy – w końcu rolą naszą sprzątać i oczyszczać. Obserwujący zajście pan, pod którego posesją dramatyczna sytuacja się rozegrała, przyniósł nam nawet grabie, co byśmy sprawniej wszystko oczyścili.
-Ona nie miała racji – powiedział. Co ja tam wiem, ja tu tylko sprzątam.

Ostatnio także, gdy próbuję pokazać, z czym mierzy się przeciętny kierowca śmieciarki na ulicach pewnie każdego miasta dowiedziałam się, że facet to by filmików nie nagrywał, tylko wjechał. Albo że przesadzam, tam jest tyyyyle miejsca, że trzy razy by wykręcił i nie takim tam wjeżdżał. Nie śmiem wątpić i gratuluję umiejętności. Poza tym, nie posiadam przyrodzenia, które, w razie gdybym jednak jakiegoś manewru nie wykonała, mi zmaleje, więc tam gdzie nie muszę, zbędnego ryzyka nie podejmuję. Jednak rozumiem troskę panów, że to co małe, jeszcze mniejsze już być nie powinno i walczą jak lwy pokonując każdą przeszkodę i wjeżdżając choćby z narażeniem życia i mienia.

Ja pozostanę przy moim oczyszczaniu – po latach różnych zawodowych i życiowych doświadczeń stwierdzam, że to jest mój cel i powołanie. Wyrywanie chwastów wszelakich daje mi wystarczającą satysfakcję, i wystarczająco często moje umiejętności jako kierowcy śmieciarki są testowane w ciągu każdego dnia pracy – już nic nie muszę sobie udowadniać i to jest bardzo oczyszczające.

Do zobaczenia na rejonie.

16/07/2026

09/07/2026

Ul. Łapalicka w Gdańsku prezentuje nowatorski sposób naprawy nawierzchni. Jak Wam się podoba?

Adres

Rumia
84-230

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Mrs. Driver umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skróty

Udostępnij