14/07/2026
CZĘŚĆ 1️⃣
„Jeszcze dam radę…”
W ostatnich dniach w mojej okolicy wydarzyły się dwie tragedie. W ciągu zaledwie dwóch dni dwie osoby straciły życie na drodze. Jak zwykle po takich wydarzeniach pojawiły się komentarze. Jedni napisali, że zawiniła prędkość, inni wskazywali na brawurę, jeszcze inni na nieuwagę kierowcy. I pewnie w wielu przypadkach mają rację.
Od kilku dni nie daje mi jednak spokoju jedno pytanie. 🤔 Czy naprawdę to tylko prędkość zabija kierowców?
Coraz częściej dochodzę do wniosku, że wypadek bardzo rzadko zaczyna się w chwili uderzenia. On zaczyna się dużo wcześniej. Czasami kilka godzin przed wyjazdem. Czasami od jednej, z pozoru niewinnej decyzji.
🚗 Jeszcze dam radę.
🚗 Jeszcze tylko jeden kurs.
☕ Jeszcze kawa.
⚡ Jeszcze energetyk.
🏠 Jeszcze tylko do domu.
To właśnie od tych kilku słów zaczyna się więcej tragedii, niż jesteśmy w stanie sobie wyobrazić.
Policyjne statystyki odpowiedzą nam jak doszło do wypadku. Powiedzą, że kierowca nie ustąpił pierwszeństwa, jechał zbyt szybko, nieprawidłowo wyprzedzał albo nie dostosował prędkości do warunków. 📊 To wszystko będzie prawdą. Ale statystyki nigdy nie odpowiedzą na pytanie dlaczego do tego doszło. Czy kierowca był wyspany? Czy od rana ratował się kawą i energetykami? Czy spieszył się do domu, bo czekała na niego rodzina? Czy bał się odmówić kolejnego zlecenia? Tego nie znajdziemy w żadnym policyjnym raporcie. A właśnie tam bardzo często zaczyna się prawdziwa historia.
Kiedy kończyły się lata dziewięćdziesiąte, na polskich drogach każdego roku ginęło ponad 7️⃣0️⃣0️⃣0️⃣ osób. Dzisiaj ta liczba spadła do około 1️⃣6️⃣6️⃣0️⃣ rocznie. To ogromny sukces. Samochody są bezpieczniejsze niż kiedykolwiek wcześniej. Drogi są lepsze. Ratownictwo działa szybciej. Elektronika potrafi uratować kierowcę w sytuacjach, które kiedyś kończyły się tragedią. A mimo to... każdego dnia ktoś nadal nie wraca do domu. 📉 To oznacza, że problem nie leży już wyłącznie w samochodach i drogach. Coraz częściej zaczyna się... w głowie człowieka.
Przez ostatnie lata poznałem setki kierowców. Kierowców busów, ciężarówek, samochodów osobowych. Ludzi, którzy mają za sobą setki tysięcy, a czasami nawet miliony kilometrów. Wiecie, czego nigdy od żadnego z nich nie usłyszałem❓
"Dzisiaj specjalnie spowoduję wypadek."
Za to bardzo często słyszałem coś zupełnie innego.
💬 „Ja po dwóch energetykach mogę jechać całą noc.”
💬 „Nie opłaca mi się spać dwie godziny. Lepiej w ogóle nie spać.”
💬 „Jak sobie powiem, że nie zasnę, to nie zasnę.”
💬 „Jeszcze tylko ten jeden kurs i wracam.”
Brzmi znajomo❓
Ja też to słyszałem. Wielokrotnie. Widziałem kierowców klepiących się po policzkach, otwierających okna w środku zimy, robiących przysiady na parkingach, oblewających twarz zimną wodą i pijących kolejną kawę czy następnego energetyka. Wszystko po to, żeby tylko nie zasnąć. 😴
Tylko jest jeden problem. 🧠 Organizmu nie oszukasz.
I tutaj nie chodzi już o moje doświadczenie. Tutaj zaczyna mówić nauka.
Badania pokazują, że już po około 17–19 godzinach bez snu sprawność człowieka może być porównywalna do osoby prowadzącej samochód z poziomem alkoholu we krwi zbliżonym do dopuszczalnego limitu. Po około 24 godzinach bez snu jest jeszcze gorzej. Co więcej, naukowcy zwracają uwagę, że kawa często poprawia nasze samopoczucie, ale nie przywraca organizmowi pełnej sprawności. Człowiek czuje się lepiej, ale jego reakcje nadal są wolniejsze, a ryzyko popełnienia błędu pozostaje wysokie.
Jest jeszcze coś, o czym mówi się zdecydowanie za mało. Mikrosen. Potrafi trwać zaledwie sekundę, dwie, czasami kilka sekund. Niby niewiele. Ale jadąc 9️⃣0️⃣ km/h w ciągu jednej sekundy pokonujesz około 2️⃣5️⃣ metrów. Przy 1️⃣2️⃣0️⃣ km/h to już ponad 3️⃣3️⃣ metry. Kilka sekund oznacza setki metrów przejechanych praktycznie bez świadomości. I najgorsze jest to, że kierowca często nawet nie pamięta, że na chwilę „zniknął”.
To właśnie ten fragment chcę zostawić Wam do przemyślenia.
Bo gdyby ktoś powiedział, że kierowca, który wiezie Waszą rodzinę, wypił alkohol przed jazdą, większość z nas natychmiast odebrałaby mu kluczyki. 🍺❌
A co, jeśli ten sam kierowca nie spał całą noc❓
Dlaczego wtedy tak często słyszymy:
"Daj spokój... przecież da radę."
Przecież zmęczenia nie czuć w oddechu. Nie pokaże go alkomat. Nie zobaczy go policjant podczas zwykłej kontroli. A mimo to potrafi odebrać kierowcy to, co za kierownicą jest najcenniejsze. Koncentrację.
I właśnie tutaj chciałbym, żeby każdy z nas zatrzymał się na chwilę. Nie po to, żeby kogokolwiek oskarżać. Nie po to, żeby szukać winnych. Tylko po to, żeby zadać sobie jedno bardzo niewygodne pytanie.
Ile razy sam powiedziałeś sobie: „Jeszcze dam radę…”?
CZĘŚĆ 2️⃣
Powiem Wam coś szczerze. Przez te wszystkie lata za kierownicą zrozumiałem jedną rzecz. Największym zagrożeniem dla kierowcy bardzo często nie jest drugi kierowca. Nie jest deszcz. Nie jest śnieg. Nie jest nawet prędkość.Największym zagrożeniem bardzo często jest... on sam.
To właśnie kierowca podejmuje decyzję, czy jedzie dalej. Czy zatrzyma się na parkingu. Czy odmówi kolejnego kursu. Czy powie sobie: „Dość. Dzisiaj już nie jadę.” I wbrew temu, co niektórzy myślą, powiedzenie „nie” wcale nie jest takie łatwe.
Wiele razy słyszałem historie kierowców, którzy mówili: „Jak odmówię, to następnym razem nie dostanę zlecenia.” Inni bali się, że dyspozytor się obrazi, że uzna ich za leniwych albo po prostu zadzwoni do kogoś innego. Presja nie zawsze wygląda jak rozkaz. Czasami to jedno niewinne zdanie: „Weź jeszcze ten jeden kurs...” I właśnie to jest najgorsze. Bo przecież to tylko jeden kurs. Tylko kilkadziesiąt kilometrów. Tylko godzina czy dwie. Tyle, że historia zna wiele tragedii, które zaczęły się właśnie od słowa „tylko”. ⚠️
Nie chcę jednak wrzucać wszystkich dyspozytorów do jednego worka. Sam współpracuję z ludźmi, którzy potrafią powiedzieć: „Krystian, jedź do domu. Odpocznij. Zrobimy to jutro.” I za takie podejście mam do nich ogromny szacunek. Ale znam też drugą stronę tej branży. Taką, w której liczy się zamknięcie zlecenia, a odpowiedzialność kończy się w momencie wyłączenia komputera. Kierowca zostaje z nią sam. To on przekręca kluczyk. To on wciska gaz. To on bierze na siebie życie swoje i pasażerów.
Kilka dni temu sam odmówiłem krótkiego kursu. Nie dlatego, że mi się nie chciało. Nie dlatego, że byłem obrażony. Po prostu czułem, że organizm powiedział „dość”. Byłem po długiej trasie i jedyne, o czym marzyłem, to wrócić do domu i się położyć. Dyspozytor odpowiedział krótko: „Jasne, jedź odpocząć.” I wiecie co❓ Właśnie tak powinno to wyglądać.
Bo cała moja wcześniejsza praca mogła nie mieć żadnego znaczenia, gdybym dla tego jednego, krótkiego kursu podjął złą decyzję. To zdanie od kilku dni siedzi mi w głowie.
Cała Twoja wcześniejsza praca może nie mieć żadnego znaczenia przez jedno ostatnie zlecenie.
Możesz przez miesiąc jeździć perfekcyjnie. Możesz przejechać dziesiątki tysięcy kilometrów bez najmniejszego błędu. Możesz być kierowcą, którego wszyscy chwalą. A potem przyjdzie jeden dzień. Jedna chwila. Jedna decyzja. I wszystko, na co pracowałeś przez lata, może zniknąć w ciągu kilku sekund.
Dlatego coraz częściej dochodzę do wniosku, że doświadczenie za kierownicą nie daje nieśmiertelności. Wręcz przeciwnie. Czasami jest bardzo zdradliwe. Im więcej kilometrów przejedziesz, tym łatwiej uwierzyć, że nic Cię już nie zaskoczy. Pojawia się rutyna. A rutyna usypia czujność. 😴
Znałem historię kierowcy, który przez lata uchodził za świetnego fachowca. Woził ludzi, jeździł po Polsce i za granicą. Wieloletnie doświadczenie. Setki tysięcy
kilometrów. Jeden błąd wystarczył, żeby doszło do wypadku. Pasażer początkowo przeżył, ale po kilku dniach zmarł w szpitalu wskutek powikłań. Wystarczyła jedna chwila. Jedna decyzja. Jedno zmęczenie. Jedno „dam radę”.
Wiecie, co jest w tym wszystkim najgorsze❓
Że zmęczenie nie przychodzi z syreną alarmową. Nie zapala czerwonej kontrolki na desce rozdzielczej. Ono przychodzi po cichu. Najpierw częściej ziewasz. Potem zaczynasz mrugać coraz dłużej. Po chwili łapiesz się na tym, że nie pamiętasz kilku ostatnich kilometrów. I właśnie to przeraziło mnie kiedyś najbardziej.
Miałem sytuację, w której nagle uświadomiłem sobie, że... nie pamiętam fragmentu trasy. Samochód jechał. Wszystko wyglądało normalnie. Ale mózg jakby na chwilę się wyłączył. Nie zasnąłem. Po prostu nie pamiętałem. I wtedy zrozumiałem, że organizm wysyła sygnały dużo wcześniej, niż nam się wydaje
Od tamtej pory nauczyłem się jednego. Nie ma nic wstydliwego w zatrzymaniu samochodu. Nie ma nic wstydliwego w godzinie snu. Nie ma nic wstydliwego w odmówieniu kursu. Wstyd byłby wtedy, gdybym wiedział, że jestem zmęczony... a mimo to pojechał.
Bo prawdziwy profesjonalizm kierowcy nie polega na tym, że zawsze mówi „tak”. Prawdziwy profesjonalizm polega na tym, że potrafi powiedzieć:
„Dzisiaj już nie jadę.” 🚗💙
CZĘŚĆ 3️⃣
Im dłużej pracuję w transporcie, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że kierowcy nie zabija jedna rzecz. To nie jest wyłącznie prędkość. To nie jest wyłącznie zmęczenie. To nie jest wyłącznie presja czasu ani pieniędzy. To wszystko zaczyna się ze sobą mieszać. Brak snu odbiera koncentrację. Rutyna usypia czujność. Presja sprawia, że chcemy zrobić jeszcze jeden kurs. Potrzeba pieniędzy podpowiada, żeby się nie zatrzymywać. A organizm... organizm w pewnym momencie przestaje pytać o zdanie. Po prostu mówi: dość. 🧠
Jest jeszcze coś, o czym mówi się zdecydowanie za rzadko. Zdrowie kierowców. Transport to piękny zawód i mimo wszystko nadal go lubię. Dzięki niemu poznałem mnóstwo ludzi, zobaczyłem kawał Polski i Europy. Ale za każdą pracę płaci się jakąś cenę. Godziny spędzone za kierownicą odbijają się na kręgosłupie, kolanach i całym organizmie. Dochodzi jedzenie w biegu, szybkie obiady na stacjach paliw, kawa zamiast śniadania, energetyk zamiast odpoczynku, brak ruchu i coraz mniej czasu dla siebie. Najgorsze jest jednak to, że po kilku latach człowiek zaczyna uważać taki styl życia za coś normalnego. A przecież normalny nie jest.
Kilka lat temu pracowałem w Norwegii i właśnie tam zobaczyłem coś, co do dziś siedzi mi w głowie. Kiedy pojawiały się nadgodziny, większość Polaków bez zastanowienia zostawała dłużej. Więcej godzin oznaczało większe pieniądze. Norweg bardzo często odpowiadał spokojnie: „Nie. Jadę do domu. Mam rodzinę. Mam swoje życie.” Wtedy wydawało mi się to dziwne. Dzisiaj coraz bardziej ich rozumiem. Mam wrażenie, że my, Polacy, bardzo często żyjemy po to, żeby pracować. Oni pracują po to, żeby żyć. Nie piszę tego po to, żeby kogokolwiek krytykować. Sam prowadzę firmę. Sam wiem, czym są rachunki, ZUS, leasingi, paliwo i odpowiedzialność za rodzinę. Wiem, że pieniądze są potrzebne. Ale coraz częściej zadaję sobie pytanie... czy każde dodatkowe zlecenie naprawdę jest warte ryzyka? ❤️
Coraz więcej mówi się również o obowiązkowych tachografach w busach. I dobrze. Osobiście uważam, że każda forma kontroli czasu pracy w transporcie zawodowym zwiększa bezpieczeństwo. Nieważne, czy kierowca prowadzi ciężarówkę, busa czy samochód osobowy. Jeżeli przewozi ludzi albo wykonuje transport zarobkowy, powinny istnieć jasne granice. Nie po to, żeby utrudniać życie kierowcom. Po to, żeby chronić ich przed nimi samymi. Bo największym wrogiem kierowcy bardzo często nie jest dyspozytor, policjant ani inny uczestnik ruchu. Największym wrogiem bywa własna ambicja i trzy słowa: „Jeszcze dam radę.”
Nie chcę też, żeby ten tekst był atakiem na dyspozytorów. Znam takich, którzy potrafią powiedzieć: „Jedź do domu. Odpocznij.” I znam takich, którzy będą namawiać na jeszcze jeden kurs. Ale prawda jest taka, że kiedy telefon milknie, komputer zostaje wyłączony, a zlecenie jest wpisane do systemu, za kierownicą zostaje tylko jeden człowiek. To on przekręca kluczyk. To on wciska gaz. To on bierze odpowiedzialność za siebie, pasażerów i wszystkich, których mija na swojej drodze.
Pisząc ten felieton, nie chciałem nikogo pouczać. Nie chciałem nikogo oceniać. Chciałem jedynie zadać pytania, które od kilku dni nie dają mi spokoju. Bo może problemem nie jest wyłącznie prędkość. Może problemem jest zmęczenie. Może rutyna. Może presja. Może przekonanie, że jesteśmy niezniszczalni. A może wszystko po trochu. Wiem jedno. Wypadek bardzo rzadko zaczyna się w chwili uderzenia. Najczęściej zaczyna się dużo wcześniej. Od jednej decyzji. Od jednego zlecenia. Od jednej nieprzespanej nocy. Od jednej źle ocenionej sytuacji.
Jeżeli po przeczytaniu tego tekstu choć jeden kierowca następnym razem zamiast powiedzieć „Jeszcze dam radę”, zjedzie na parking, napije się wody, prześpi godzinę albo po prostu odmówi kolejnego kursu, to znaczy, że warto było usiąść i napisać ten felieton. Bo nie interesują mnie zasięgi ani liczba polubień. Interesuje mnie to, żebyśmy wszyscy — kierowcy, dyspozytorzy i pasażerowie — zaczęli trochę więcej rozmawiać o odpowiedzialności. Bo samochód można naprawić. Firmę można odbudować. Pieniądze można zarobić jeszcze raz. Ludzkiego życia nie da się odzyskać. 💙🚐
SAWA TAXI | Kryzos | Karta paliwowa E100 | Pracuj w GTV BUS | GTV BUS | WeNet Group | Kaczmarski Group | Rzetelna Firma | ChronPesel Transport Zza Biurka