Zarębiście Moturem

Zarębiście Moturem Opis wycieczek, głównie motocyklowych ale nie tylko. Na luzie , bez polityki i innych bzdur .

Pojechać nad morze to jedno , trzeba jeszcze wrócić.  Co prawda wróciłem tydzień temu w czwartek ale jakoś dopiero siada...
23/07/2026

Pojechać nad morze to jedno , trzeba jeszcze wrócić.
Co prawda wróciłem tydzień temu w czwartek ale jakoś dopiero siadam do relacji.
W czwartek z rana poszedłem jeszcze zażyć bałtyckich fal, i w drogę powrotną. Plan był żeby pobłądzić po Żuławach i Mazurach ,tak żeby na 20 dotrzec do ZDROWO NAGRZANI - sauna w Józefowie nad rzeką Świder do roboty. I naprawdę warto przyjechać przez "polską holandię " masę kanałów , rowów i rowków. Domy pobudowane na delikatnych sztucznych wzniesieniach tzw: terpach, które to chronią przed zalaniem podczas podnoszenia wód ,zastawki i małe śluzy, rzeki które płyną wyżej niż okoliczne łąki. A po drodze w Raczkach stanąłem w najniżej położony miejscu w Polsce, 1,8 mppm. Okolica przypomina nieco widoki holenderskie, co prawda mniej zadbane i bez tulipanów i wiatraków ale warto. Po drodze telefon :
-Panie Piotrze, to my jesteśmy u Pana na tym spływie firmowym, gdzie pan jest.
- hm. Spływ firmowy?
- tak 10 os . Kajaki ,catering,pifko.
- no ja jestem pod Elblągiem i zapomniałem o waszej imprezie, ale dajcie mi 10 min i zaraz to ogarne.
Ogarnąłem!!!
Dzięki wielkie dla mojego brata Robert Zaręba i dla merano w Otwocku.
Można jechać dalej

Wyraźnie wiadomo kiedy zaczynają się Mazury,krajobraz zaczyna być pagórkowaty, oczywiste że pojawiają się jeziora , no i słynne ciasne kręte drogi z drzewami przy samej jezdni. Niestety stan nawierzchni przeważnie słaby, i moja 51 honda i mój 48 letni kręgosłup dostaliśmy po dupie.
Plan był żeby jechać od jednej większej do następnej większej miejscowości, ale nie miast tylko bardziej miejscowości gminne. I to był plan idealny. Naprawdę super widoki , zaniedbane dwory szlacheckie i obok nich bloki PGRowskie , bo wiadomo że po wojnie było upaństwowienie i pracownicy musieli gdzieś mieszkać. Bloki przeważnie w stanie średnim. Po drodze tankowanie na malutkiej stacji i krótka rozmowa z obsługującym Panem który z dumą mówi że stacja działa już 65 lat. Owszem i tak wygląda, ale czysta i zadbana. Zajechałam jeszcze na ruiny zamku krzyżackiego w Przezmarku, nic szczególnego. I dalej lokalnymi w stronę Iławy. I tu po drodze chyba najfajniejsza niespodzianka , Jerzwałd. A to za sprawą fortepianów I pianin porozstawianych po okolicznych łąkach lub na pobocznych dróg. A to za sprawą mieszkającego tu stroiciela i remontującego pianina . Od 2011 roku, za sprawą Mirosława Mastalerza, lokalnego pasjonata i przedsiębiorcy, w czerwcu w Jerzwałdzie odbywa się plenerowy koncert muzyczny pod nazwą „Raz w roku w Jerzwałdzie”, a w sierpniu impreza jazzowa „Jazzwałd”.
Na wyjeździe z wioski znajduje się pole strachów na wróble, i wszystkie (strachy nie wróble, chociaż wróble też) mają serca. No i oczywiście towarzyszy im pianino. Nie wiem co ta instalacja oznacza ,ale robi duże wrażenie.
Jako że niestety jechało się bardzo fajnie ale wolniutko zapadła decyzja że z Iławy ,gdzie był przegląd nie opłaconych grobów na miejskim cmentarzu, czyli jednak święty spokój nie jest za darmo,więc z tej Iławy lecę na Ostródę I tu wskakuje na S7 I trzeba zdążyć na 20 do roboty. Niestety po drodze odezwały się bardzo bolesne korzonki. Na szczęście bardziej dokuczały przy chodzeniu niż przy jeździe moturem. Zajechałem na "CPN" I jak ruszałem pękło mi cięgno hamulca tylnego. Aż mi nóżka odbiła. Co się się stało i jak to naprawiłem zobaczcie na filmie w komentarzach. W sumie to miałem farta że to przy predkosci t na godzinę a nie jak grzałem 120, bo pewnie były by fikołki po zablokowaniu tylnego koła.
Po "fachowej" naprawie ,trochę z "pietrem" ruszyłem co moje 51 letnie 27 koni mechanicznych wyskoczy w stronę warszawy. Po drodze znowu kilka samochodów pozdrawiało "nas" serdecznie. Udało się zdążyć do roboty.
To był super wyjazd.
Plan zrobiony w 100% i tak jak był "planowany" czyli improwizacja.
Po naprawie hamulca chcę jeszcze gdzieś ruszyć moją "babcią" ,a jak się znajdzie chętny jeździec to mogę pożyczyć ciut młodszą Hondę CJ 250 T. I ruszymy razem.
Dziękuję za uwagę.
Ps. każdy motur jest turystyczny ,ale nie każdy kierowca.
Szerokości LWG

Plan był taki. Klasykiem klasycznie. Plan w zasadzie spontaniczny. Do wyboru miałem Hondę i Hondę.  Obie 250 taki.  Jedn...
15/07/2026

Plan był taki.
Klasykiem klasycznie. Plan w zasadzie spontaniczny. Do wyboru miałem Hondę i Hondę. Obie 250 taki. Jedna z 1978r druga z 1975 . Wybór padł na 51 łatkę.
Zapakowałem majty w stary plecak , do tego stary namiot i ognia w stronę Bałtyku.
Jako że ma być klasycznie to "omijaj autostrady " na nawigacji i to był strzał w 10.
Z domu przez Nieporęt, Pultusk, Ciechanów aż do Mławy droga prowadziła przez wioski i miasteczka. Piękne mazowieckie pejzaż wspomagane zapachem lipy, suszonego siana i gnojowicy , to rozkosz jak dla mnie.
Niestety od Mławy nawigacja prowadziła mniej atrakcyjnie ,bo w zasadzie cały czas wzdłuż S7. Zobaczyłem jeszcze do Nidzicy na obiad i kawe. Świetna rozrywka podczas jazdy to czytanie nazw miejscowości, szczególnie tych dwuczłonowych. Dalej kiwając się z S7 zboczyłem na Grunwaldzkie pole bitwy z 1410 roku. Nawet nie patrzyłem w kalendarz i okazało się że trafiłem na obchody tej uroczystości no i oczywiście na tabory rycerskie. Ekstra wygląda taki średniowieczny zlocik.
Nawet udało mi się zerknąć na potyczki rycerzy, i powiem wam oni się na serio napier..alają tymi mieczami.
Z Grunwaldu dociągnolem do S7 i wskoczyłem na hajłeǰ. Po drodze wile osób pozdrawiało mnie z aut ,jednak klasyk robi pozytywne wrażenie. Doleciałem do Elbląga i uciekłem z eski w stronę Krynicy. Nawet nie wiedziałem że Elbląg ma ciałkiem fajną starówkę.
Do Jantaru zostało mi z Elbląga 30 min jazdy. Niestety im bliżej morza tym więcej tandetnych bilbordów.
368 km z domu do Jantaru zajęła mi 8.30 h.
Honda spisała się perfekcyjnie. No może trochę d**a I kolana ucierpiały ale to już chyba nie wina 51 letniego motura tylko 48 letniego drajwera.
Pamiętam jak kilka lat temu rozmawiałem z jednym kolesiem. Twierdził ze zbiera na motura marzeń, i wtedy będzie jeździł.
D**a blada niema na co czekać , każdy motur jest turystyczny .
Ciekawe jak jutro powrót?

Te letnie zachody słońca aż się  proszą o jazdę klasykiem.  Tym razem Honda CB 250 J ,motocykl  wyprodukowany w 1978r .
02/06/2026

Te letnie zachody słońca aż się proszą o jazdę klasykiem.
Tym razem Honda CB 250 J ,motocykl wyprodukowany w 1978r .

Klasycznie też jest bardzo fajnie.. Honda CB 250. 1975rok
22/05/2026

Klasycznie też jest bardzo fajnie..
Honda CB 250. 1975rok

Dzień 25 . Wycieczka skończona.  Ale mandat z Amsterdamu był szybszy odemnie.!!
19/10/2025

Dzień 25 . Wycieczka skończona.
Ale mandat z Amsterdamu był szybszy odemnie.!!

Dzień 24.  Rano mówiłem na przywitanie Ola, w południe za rogala dziękowałem Mercy, a wieczorem po 12h jazdy w hotelu pr...
18/10/2025

Dzień 24.
Rano mówiłem na przywitanie Ola, w południe za rogala dziękowałem Mercy, a wieczorem po 12h jazdy w hotelu przywitali mnie Guten Abend.
3 kraje w jeden dzień, 1230km .
Nawet nie myślałem ze dojadę az do Niemiec, planowałem z Barcelony do domu w 3 dni, ale jak narazie idzie super , I dziś zrobiłem poł całego dystansu.
Trasa to autostrada, i klasyczna trójpolówka motocyklisty, czyli Benzyna, kawa, kupa.
Wyjechałem o 7,30 ,było jeszcze ciemno. Z hiszpami do Francji bardzo gładko pos lo, po Francji również, gdzieś w połowie pojawiły się pagórki i kolory jesieni, bardzo miło sie jechało, ruch spory ale kultura. Jedno co mogę doradzić na autostradach Europy, to jeśli nie musisz i masz wybór to absolutnie nie tankując na stacji Shell. Benzyna 95 jest droższa od innych stacj też na autostradzie nawet o 70 centów, taaak około 3 zł.
No ale zdarzyło się i tankowałem.
Szlo tak dobrze ze w zasadzie niespodziewanie wjechałem do Niemiec, nawet nie zdążyłem zrobić zdjęcia tablicy granicznej. Niemcy z Francją w tym miejscu graniczą przez rzekę Ren. I o dziwo jest wyrywkowa kontrola. Ale szło bardzo sprawnie, obserwują z daleka przez lornetkę i zatrzymują za ryj , chyba. Ja mimo śniadej opalenizny nie bylem zatrzymany. Po stronie niemieckiej ruch stał się bardziej chaotyczny. Lewy pas zajęty, a prawy wolny, jak we Włoszech. No noe takie autostrady kojarzę z Niemcami. No trudno, ciemno sie robi trzeba gdzieś jednak spać, chociaż żeby nie noc to jeszcze z 300 bym pojechał. Jednak Yamaha Tracer 900Gt to dobry motur. 1230 km za mną a ja jeszcze poszedlem na spacer, na kolację, I na zakupy, i w zasadzie troche tylko w uszach s umi ale zmęczony nie jestem. .
Jutro druga połowa odcinka Barcelona - dom , zostało 1200km, nawigacja pokazuje 11h. Ale korci mnie jeszcze jutro zajechać w jedno super motoryzacyjne miejsce. Zobaczę jak wyjdzie . Dobranoc.

Dzień 23. I pokazała się Barcelona. Milion turystów.  No ale musiałem wymienić olej w moturze, I z tym też fu**up mam wr...
17/10/2025

Dzień 23. I pokazała się Barcelona.
Milion turystów.
No ale musiałem wymienić olej w moturze, I z tym też fu**up mam wrażenie. Kolesie co prawda zrobili to szybko , ale skasowali 720zł !!!! . W Polsce dużo taniej, a z tego co pamiętam to na Sycylii w zeszłym roku zapłaciłem 450zł .
Czekając na wymianę 3h połaziłem po mniej turystycznych miejscach i tu było calkiem fajnie. Stata nieczynna kotłownia, z trzema kominami nad samym morzem , extra urbex. Plaże przy samej kotłowni sa mocno zaniedbane i zaśmiecone, często strzykawkami czy prezerwatywami. Na plażach namioty bezdomnych. Widok dosyć przykry .
Na ulicach z kolei budujący widok osób na wózkach którzy tutaj jak w całej Hiszpani nie sa stygmatyzowani, tylko uczestniczą w życiu.
No ale być w Barcelonie i nie zobaczyć dzieł Gaudiego, chociaż nie za bardzo sie interesowałem tym człowiekiem i jego twórczością, myślę ze podobnie jak 90% osób które tu sie plączą. Tak czy siak, Gaudi mistrzem był i basta. Katedra ma mase smaczków i ukrytych przekazów w elewacji, I na wierzący, wierzyczkach. . Pełno symboli nie do końca oczywistych. Robi kolosalne wrażenie, I działa na wyobraźnię. Do środka nie odważyłem sie wejść ze względu na tłumu.
Następnie pojeździłem po mieście I obejrzałem Casa Batilio i Casa Milla, oczywiście z zewnątrz, I też działają na wyobraźnię. Niestety tłumy ludzi mocno mnie zmęczyły, i w zasadzie to mam już dość Barcelony, 1 dzień wystarczy. Po raz kolejny ust see to nie dla mnie.
Wróciłem wzdłuż plaży Barcelonetta która nie robi żadnego wrażenia na osiedle gdzie mieszkam. I tu zaczęła sie "magia" , normalna kawiarnia i tapas dla mieszkańców nie turystów . Tak lubię, akurat były grupy rodziców i dziadków z dziećmi wracającymi z szkoły. Wszyscy razem przy stolach, na placach zabaw , gwarno i wesoło. Naprawdę widać życie. Jedyny niesmak to koleś w bluzie Grupy Wagnera, która to "zasłynęła" okrucieństwami na wojnie na okrainie.
Mimo to , mam wrażenie ze to było najlepsze miejsce w Barcelonie jakie widziałem. Zatem Barcelone mam odchaczoną 2 razy, pierwszy I ostatni.
Jutro czeka mnie trópolówka motocyklowa.
BKK :
-BENZYNA
-KUPA
- KAWA .
Do domu 2400 km.
Myślę ze w 3 dni dam radę. Ale korci mnie "po drodze" zajechać do kumpli w Sloveni .
Dobranoc.

22 dzień, zaczynam 4 tydzień wycieczkia do domu jeszcze 2400km, I trzeba pomyśleć o wymianie oleju.  Ruszyłem dosyć rano...
16/10/2025

22 dzień, zaczynam 4 tydzień wycieczkia do domu jeszcze 2400km, I trzeba pomyśleć o wymianie oleju.
Ruszyłem dosyć rano 8.40. Nawigacja pokazała do celu 777km, a celem była Barcelona. Okazalo sie ze zrobilem 850. Wyjechałem na autostradę jeszcze przez paskudne szklarnie, I myślałem że to będzie ich koniec ale nie!! Ciągnęły sie jeszcze z 50 km, a później zaczyly sie wielkie centra logistyczne.
Tą część Hiszpani nazywają sadem i szklarnią europy , I faktycznie ciągnie się to z 150km na szerokość z 10km. Na autostradach pełno, dosłownie 2,a nawet czasem 3 pasy same tiry. Oni chyba faktycznie żywią cała Europe tymi fruktami. Od czasu do czasu mijam też "ramble" , wyschnięte rzeki, widok mocno przygnebiajacy , tym bardziej ze często walają się w nich masy śmieci. W tym tłoku tirów, osobówek i kamperow jedzie sie dosyć ciężko. Dodatkowo od jakiegoś czasu świecie mi sie rezerwa, zatrzymuje motura, I do najbliższej stacji mam 11km , a paliwa według moich obliczenie na 6'7 km. No trudnobzjezdz z autostrady i i i ... jakoś sie udało. Bardzo dobrze zrobilem , bo na autostradzie na tym odcinku najbliższą stacja jest za 60km.
W Barcelonie mam nocleg u znajomej więc jeden problem z głowy.
Umawiamy sie w knajpie w centrum. Fajnie sie składa bo ona jest z koleżanką ktora jest przewodniczka po mieście już od 12 lat. Zna wszystkie zakamarki. Zjedlismy , I teraz kawa , ale już w innym miejscu. Trafiliśmy do fajnej knajpki na placu Króla (jeśli dobrze pamietam) , knajpa El Tranvestit , prowadzona przez dwóch bardzo uroczych panów którzy osobiście witają gości.
Po kawce , poszliśmy jeszcze na pokaz tańczących fontanny. Co ciekawe fontanny te tańczą już od roku 1929, co a tamtych czasach było szokiem i finansową ekstrawagancją, dla mieszkańców.
Ale mi już wystarczy, jade do mieszkania.
Moje pierwsze wrażenie Barcelony, to miasto z fajna starą architekturą, wąskie uliczki z mnóstwem cudownych kabajp i knajpek, niektóre z nich sa tak cudowne że ludzie stoją w 50m kolejkach do nich, (jprdl , nigdy tego nie zrozumiem) , to by chyba trzeba kanapki z domu wziąć żeby dotrwać do swojej kolejności.
Pozatym jak jechałem przez miasto to na każdym roku sa te knajpy, w jednych mniej innych więcej ludzi. Czasami przejeżdżając czuć zapach Amsterdamu. Miasto mocno imprezowe z milionem turystów. No trudno zobaczymy jutro jak pokażę sie ta Barcelona.
Dobranoc .

21 dzień wycieczki. Oczko. . A dzisiejszy dzień wygrywa dziewczyna (Myślę ze lat 70) ,która spotkałem na MV Augusta 800 ...
15/10/2025

21 dzień wycieczki.
Oczko. . A dzisiejszy dzień wygrywa dziewczyna (Myślę ze lat 70) ,która spotkałem na MV Augusta 800 RR Brutale, w Sierra Nevada, na przełęczy La Ragua. Zatrzymałem sie żeby zrobić pamiątkowa fotę, I słyszę ze coś konkretnego jedzie, okazało się ze to 2 Augusty, a na nich dwoje "nastolatków około 70 siatki ".
Bylem pełen podziwy, ze względu na ich wiek, I na motury jakimi przyjechali.
Ale nim tu dotarłem to po drodze nawigacja zgubiła trop, I jak się połapałem to bylem już 150km od spektakularnej trasy przez przełęcz na 2500m. No trudno nie wracam. Zerknolem na mapę I jest jakaś serpentyna przez góry, z której wyjadę nad ocean. No to siup. Po drodze mijałem jeszcze fajny zamek w miasteczku w którym jakieś świętokrzyskich było lub ma być bo przystrojone w "łapacze snów" było, następnie przez Gaudix, jedno z najstarszych miast w Hiszpani, gdzie są jeszcze domy w jaskiniach, ale nie zajeżdżałem, wyskoczyłem na drogę A337 i tu wlasnie spotkałem tą parę na Augustach. Droga super, widoczki extra, asfalt też bardzo fajny. Miło i przyjemnie, I nie duży ruch. W malutkiej wiosce Picena znalazłem bar, więc obiad. I tu fajna sytuacja, wchodzę i pytam o menu, seniorita mówi że nie ma menu, ale jaktko , a no takto, proszę powiedzieć co chcesz zjeść a ja to przygotuję. !! Proste? Proste!
Zrobila mi zajebiste jedzenie, z super świeżą sałatką z oliwkami i oliwa z miejscowych gajów. No palcem lizać, I jeszcze widoki na góry.
Nawet zastanowiłem sie przez chwilę czy nie zostać w tej wiosce, ale nie , jade nad ocean. Dalej też był motocyklowy raj zakrętów. Aż do momentu gdy za jednego z wzgórz pojawił się ocean. Hm, le to nie ocean. Kiedyś na mapach Google widziałem to miejsce jako wielka biała plama nad oceanem, i okazało sie ze to olbrzymi obszar szklarni!! Nawet nie wiem jak wielkim, ale jechałem z 20km i wszedzie dookoła szklarnie. Do tego wyglada to tragicznie, mase śmieci, szok.
Z jednej strony góry a z drugiej ocean. Szok.
Jade dalej I trzeba znaleźć jakiś nocleg gdzieś dalej bo tu to raczej nie chcę . Całe to zagłębie szklarniowe nazywane jest "sadem europy" , po przejechaniu przez ten Eden nie wiem czy będę kupował jeszcze warzywa z Hiszpani.
Zerknijcie na screen w fotkach, to jest naprawdę gigantycznym obszar. SMe szklarnie. Udało się jednak uciec , i wylondowałem 15km dalej nad samym oceanem . Miasteczko Pujaire, nic szczególnego. Miasteczko mocno turystyczno- noclegowe. Duża plaża a w mieście kwadratowe ,bloki pod wynajem. Jest deptak, spacerują nim teraz chyba sami miejscowi, raczej brak turystów, w sumie nawet fajny klimat. Ale przyjechać tu w sezonie to masakra . No coż, w sumie to cieszę sie ze tu zajechałem, wolę takie klimaty niż "must see".
Jutro plan żeby dolecieć do Barcelony, nie na "must see" , ale bardziej na wymianę oleju w silniku,. No zobaczę jak to jutro wyjdzie.
Dobrej nocy.

Dzień 20, jutro oczko. Dzień dzisiejszy to dzień idealny.  Zaczęło sie od "wypasionego" śniadania, 2 kromki chleba, mase...
14/10/2025

Dzień 20, jutro oczko.
Dzień dzisiejszy to dzień idealny.
Zaczęło sie od "wypasionego" śniadania, 2 kromki chleba, masełko ,dżemik, jogurcik, ale wiadomo w cenie hotelu, więc pycha, dopchać kielbasą w pokoju i w drogę.
Plan aby zobaczyć kanion del Rey . North Access , i sie pokręcić motorem po okolicy. Juz sam dojazd z Rondy do kanionu daje super widoki na plantacje oliwek na zboczach gór, a to po fajnych winkielkach. Rano było dosyć rześko na samą bluzę, więc nieco zmarzłem. Podjechałem moturem pod sam szlaban na szlak, dalej pieszo. Jest kasa , 10€ bez przewodnika, 18€ z przewodnikiem , ale teraz jest szczyt sezonu i bilety tylko z przewodnikiem są, bez rozeszły się na miesiąc z wyprzedzeniem, ale i tak dobrze że sa wogole, bo bywa że niebywa. Ok , bilet, kask i w drogę, oczywiście olewam przewodnika i idę sam.
Naprawdę imponująca ścieżka zawieszona na zboczu stromych ścian kanionu, na wysokości, cholerna wie 50/ 80 m nad dnem gdzie płynie pieniącą sie woda. Ścieżka jest nowa, i fajnie zrobiona, nie czuć strachu wysokości, ale pod nią sa jeszcze pozostałości po starej ścieżce, zamkniętej 20lqt temu, i spacer tamtą to musiała być adrenalina. Jeśli ktoś będzie w Rondzie lub Maladze , moturem czy innym transportem, to mimo dużej ilości turystów polecam tą atrakcje. Ścieżka kończy sie w miejscu gdzie autobusy odwożą spacerowiczów (2,5€) spowrotem do miejsca startu. Siedziałem zaraz za kierowcą, i bylem pewny że ta droga którą jedziemy jest jednokierunkowa, wąska na często wiszącej półce skalnej, a tu cyk , drugi autokar turystyczny z przeciwka. Chwila zastanowienia, cofanko, i mijanko, lusterko w lusterko, kierowcy otworzyli okna i podali sobie część. No pięknie.
Wróciłem do motura, kiełbasa i bułka popita zeróweczką, i w drogę . Zerknolem na mapę i na chybił trafił ustawiłem na Burgo, i to był kolejny po kanionie , strzał w 10!! Najpierw drogą MA 5403 wzdłuż Jeziora, a później w Ardales na drogę MA 5402 ,i tu już po górach i górkach. Świetny asfalt, mały ruch, fajne widoki, jazda to przyjemność.
Miasteczko El BURGO widać z daleka, jest to jedno z białych jak śnieg miasteczek Andaluzyjskich, aż razie w oczy ta biel. Z El Burgo bore kurs na Ronde , polecam drogę A366 ,jest świetna, trochę mi przypomniała tą P14 w Durmitorze czarnogóskim.
A366 wspina sie też na przelęcz, tylko niższą, bo na 1190 Puerto del Viento. Odcinek z El Burgo do przełęczy to raj, czy może być coś piekniejszego jak dobry asfalt, krętą droga, i tak sobie jedziesz a tu nagle znak że zaraz dopiero sie zacznie krętą droga, nosz w mordę , tak to lubię, no chyba wszyscy lubią, może poza rowerzystami, no chyba że jadą z górki!!
Po drodze kilka punktów widokowych, i 1 akwedukt.
Wróciłem do Rondy, i zabawne jak słyszysz w kasku nawigacje, w Ro dzieci, "na rondzie" drugi zjazd.
Prysznic i lecę jeszcze moturem zobaczyć wizytówkę miasta, mianowicie most łączący dwie części miasta. Z dołu wyglada naprawdę imponujaco, cały czas zastanawiam się jak dobrze znali fizykę dawni budowniczy.
No dobra na dziś koniec, do knajpy na steka (dosyć słaby) , I do chałupy. Zerkam na mapę , i do domu jest 3400km. No powoli wracam.
Dobranoc.

Adresse

Karlsruhe

Webseite

Benachrichtigungen

Lassen Sie sich von uns eine E-Mail senden und seien Sie der erste der Neuigkeiten und Aktionen von Zarębiście Moturem erfährt. Ihre E-Mail-Adresse wird nicht für andere Zwecke verwendet und Sie können sich jederzeit abmelden.

Verknüpfungen

Teilen