11/07/2026
Nikt i nic mnie nie zmusi, żeby pisać o tym inaczej.
Latem 1943 roku, gdy na froncie wschodnim szalała bitwa na Łuku Kurskim, a alianci lądowali na Sycylii, na Kresach rozegrała się jedna z najokrutniejszych zbrodni II wojny światowej. Uzbrojone oddziały UPA i OUN-B zaczęły masowo mordować polską ludność cywilną. I nie było to tylko na Wołyniu. To była zaplanowana czystka etniczna na całym obszarze Kresów: Wołyń, Galicja Wschodnia, Lubelszczyzna, Podkarpacie. Cel był jasny: wypędzić albo wymordować wszystkich Polaków, żeby te ziemie stały się „czysto ukraińskie”.
Mordowali ukraińscy sąsiedzi. Ludzie, którzy znali ofiary z imienia, mówili po polsku, uspokajali za dnia, że nic się nie stanie. A w nocy otaczali wsie, wyprowadzali rodziny i zabijali siekierami, widłami, nożami i kosami. Gwałcili kobiety, rozpruwali brzuchy ciężarnym, wrzucali dzieci do studni, rozbijali głowy o ściany, palili żywcem. Nie oszczędzali nikogo, ani niemowląt, ani starców, ani tych, którzy schronili się w kościołach. To nie była żadna wojna partyzancka. To było ludobójstwo.
Zginęło około 100 tysięcy Polaków. W wielu wsiach wymordowano wszystkich - nie zostało nikogo, kto mógłby opowiedzieć, co się stało. A tam, gdzie później udało się przeprowadzić ekshumacje, 60-80% ofiar to były dzieci, kobiety i starcy.
UPA mordowała nie tylko Polaków. Drugą największą grupą ofiar byli sami Ukraińcy - ci, którzy odmawiali zabijania Polaków, którzy ich ukrywali albo po prostu nie chcieli się podporządkować. UPA zabiła więcej takich Ukraińców niż Sowietów, Niemców i polskich żołnierzy razem wziętych. Głównym katem Ukraińców na Kresach było UPA, a nie AK.
Mordowano też Czechów wołyńskich i Żydów, którzy ukrywali się w polskich wsiach.
Tak, były akcje odwetowe Armii Krajowej. Były zbrodnią wojenną i nie da się ich usprawiedliwić. Ale to była bezpośrednia odpowiedź na ludobójstwo. I tam, gdzie AK uderzyła mocno, rzeź Polaków albo się skończyła, albo wyraźnie osłabła. UPA rozumiała tylko jeden język. W polskich akcjach odwetowych zginęło kilkukrotnie mniej Ukraińców niż Ukraińców zabitych przez samą UPA za to, że nie chcieli mordować Polaków.
Przed wojną polityka II RP wobec Ukraińców była twarda i często niesprawiedliwa. Ale nigdy nie była to polityka eksterminacji. Nie było masowych mordów na Ukraińcach. W tym samym czasie Sowieci zagłodzili i wymordowali kilka milionów Ukraińców. Różnica jest ogromna.
Po wojnie Akcja „Wisła” przesiedliła około 140 tysięcy osób i całkowicie rozbiła struktury UPA na terenie Polski. Podczas tego przesiedlenia zginęło kilkaset osób. To też nie było nic dobrego, ale fakt jest taki, że UPA na tych terenach przestała istnieć.
Dzisiaj, gdy na Ukrainie znowu gloryfikuje się Banderę i UPA, trzeba mówić wprost: NIE MA NA TO ZGODY. To tak samo, jakby ktoś gloryfikował SS. My nie gloryfikujemy zbrodniarzy. Oni niestety tak.
I jeszcze jedno - do dziś blokują poważne ekshumacje polskich ofiar. Zgadzają się na ekshumacje niemieckich żołnierzy, ale polskich już nie. Boją się, co świat zobaczy, jak zobaczy skalę tego, co się tam naprawdę działo.
Pamiętajmy o tych ludziach. O Polakach, którzy zginęli tylko dlatego, że byli Polakami.
11 lipca. Pamiętamy.