Historia w Drodze

Historia w Drodze Możesz wesprzeć moje działania symboliczną kawą: https://buycoffee.to/historiawdrodze

Kwatera Główna gen. Sosabowskiego w Driel | General Sosabowski's Headquarters in Driel
10/08/2026

Kwatera Główna gen. Sosabowskiego w Driel | General Sosabowski's Headquarters in Driel

Moja ulubiona metoda poznawania historii to odkrywanie jej bezpośrednio w miejscu, gdzie się wydarzyła.Pozdrawiam z Houf...
08/08/2026

Moja ulubiona metoda poznawania historii to odkrywanie jej bezpośrednio w miejscu, gdzie się wydarzyła.

Pozdrawiam z Houffalize!

Szpital Polowy (GPO) w Driel: Główny Punkt Opatrunkowy 1. Samodzielnej Brygady SpadochronowejPodczas operacji Market Gar...
07/08/2026

Szpital Polowy (GPO) w Driel: Główny Punkt Opatrunkowy 1. Samodzielnej Brygady Spadochronowej

Podczas operacji Market Garden we wrześniu 1944 roku budynek rzymskokatolickiej szkoły dla chłopców w Driel przy Molenstraat (obecnie Kortemolenstraat) został zaadaptowany na Główny Punkt Opatrunkowy (GPO) 1. Samodzielnej Brygady Spadochronowej. Był to najważniejszy ośrodek medyczny Polaków w rejonie Driel.
Jak opisuje Aleksander Rutkiewicz w książce „Szpital na Spadochronach”:

„Korytarz łączący wszystkie pomieszczenia stał się poczekalnią, gdzie ranni mieli czekać na konsultacje lekarskie. Jedna z sal została przeznaczona na pomieszczenie segregacyjne i izbę przyjęć, ze stałą obsadą jednego lekarza, kancelisty, podoficera sanitarnego i czterech noszowych. Obok ulokowano salę resuscytacyjną, która miała jednocześnie pełnić funkcje sali przedoperacyjnej i sali drobnych zabiegów. W systemie zmianowym miało tu pracować trzech lekarzy (dwóch pracuje, jeden odpoczywa) i czterech sanitariuszy. W pomieszczeniu tym rozłożono także sterylizatory palnikowe. Sąsiednie pomieszczenie stanowiło salę operacyjną z personelem składającym się z trzech chirurgów, lekarza dentysty w roli anestezjologa i ośmiu sanitariuszy. W sali pooperacyjnej nad pacjentami czuwał podoficer sanitarny z czterema sanitariuszami, a lekarz miał być wzywany tylko w razie potrzeby. Ranni przebywający w sali ewakuacyjnej mieli pozostawać pod opieką podoficera sanitarnego i trzech sanitariuszy. W małym budynku oddzielonym od szkoły podwórkiem zlokalizowano pomieszczenia administracyjne, skład materiałów sanitarnych i kuchnię, której szefował podoficer żywnościowy kpr. Bolesław Anioł. Urzędował tam też oficer gospodarczy i gońcy”.

Mimo że na dachu szkoły wywieszono ogromną białą flagę z czerwonym krzyżem, budynek był nieustannie ostrzeliwany przez niemiecką artylerię. Personel medyczny pracował w ekstremalnie trudnych warunkach, narażony na ciągłe zagrożenie.
Budynek szkoły nie przetrwał do naszych czasów. Niedługo po wojnie został rozebrany, a na jego miejscu powstały budynki mieszkalne.

Na głównym zdjęciu widzimy ambulans Austin K2 I rzutu morskiego spadochronowej kompanii sanitarnej przed zniszczonym budynkiem szkoły w Driel, w której zorganizowany był punkt opatrunkowy. W wyniku ostrzału artyleryjskiego 25 września 1944 r. zginęli jeden z kierowców ambulansu strz. Michał Niedźwiedzki oraz sanitariusz kpr. Bolesław Anioł.

Jeśli ktoś chce naprawdę zrozumieć, jak wyglądała służba zdrowia 1. Samodzielnej Brygady Spadochronowej, powinien sięgnąć po książkę Aleksandra Rutkiewicza „Szpital na spadochronach” (Wydawnictwo Tetragon). Autor - lekarz i historyk medycyny, nie ogranicza się do suchych faktów. Pokazuje krok po kroku, jak powstawała i funkcjonowała ta służba: od organizacji i szkolenia, przez logistykę, aż po dramatyczne realia walk pod Oosterbeek i w Driel. Czytałem ją z dużym zaangażowaniem, a przy tym z poczuciem, że stoją za tym solidne źródła. Zdecydowanie polecam!

Podczas mojej niedawnej wizyty na Śląsku zatrzymałem się w Nieborowicach - niewielkiej wsi niedaleko Gliwic. To właśnie ...
03/08/2026

Podczas mojej niedawnej wizyty na Śląsku zatrzymałem się w Nieborowicach - niewielkiej wsi niedaleko Gliwic. To właśnie tutaj, 23 marca 1909 roku, urodził się ks. Hubert Misiuda OMI.

Był misjonarzem, kapelanem 1. Samodzielnej Brygady Spadochronowej generała Sosabowskiego i pierwszym polskim kapelanem, który ukończył kurs spadochronowy. We wrześniu 1944 roku wziął udział w operacji Market Garden. Zginął w nocy z 25 na 26 września podczas dramatycznej przeprawy przez Ren, pozostając do końca ze swoimi żołnierzami. Spoczywa na cmentarzu wojennym w Oosterbeek pod Arnhem.

Zabrałem z Nieborowic garść ziemi z jego rodzinnych stron i zawiozłem ją na jego grób. Niech choć w ten symboliczny sposób wróci do ojczyzny ziemia, z której wyszedł.

Cześć jego pamięci

01/08/2026

1 sierpnia 1944 roku wybuchło Powstanie Warszawskie.

Dziś obchodzimy 82. rocznicę. Pamiętamy o bohaterach, którzy walczyli o wolność naszej stolicy.

W tym filmie zobaczycie 20 niezwykłych fotografii z okresu Powstania, zestawionych ze zdjęciami, które zrobiłem dokładnie w tych samych miejscach – dziś, po ponad ośmiu dekadach.

To wyjątkowa podróż w czasie.
Warszawa – zniszczona, nieugięta, i wciąż pamiętająca.

Zobaczcie, jak wyglądały ulice, budynki i miejsca, gdzie toczyły się walki – i jak wyglądają dzisiaj.

Pamięć trwa. Cześć i chwała bohaterom.

Już jutro 82. rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego. Dla mnie to wydarzenie niezwykle ważne.Urodziłem się w Warszawie...
31/07/2026

Już jutro 82. rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego. Dla mnie to wydarzenie niezwykle ważne.

Urodziłem się w Warszawie na Mokotowie. Przez większość życia mieszkałem w podwarszawskim Piasecznie. W wolnym czasie bardzo często jeździłem śladami Powstania po Śródmieściu, Starym Mieście, Woli, Czerniakowie… Szukałem miejsc takich jak Pałacyk Michla, kamienic, w których Niemcy dokonywali rzezi na Woli, śladów kul i odłamków na elewacjach budynków. Wtedy jeszcze nie przyszło mi do głowy, żeby prowadzić bloga „Historia w Drodze”, więc nie robiłem zdjęć - musiałbym jeździć z aparatem cyfrowym. Smartfony nie miały wtedy jeszcze tak profesjonalnych aparatów. Te miejsca miałem na wyciągnięcie ręki - niemal na każdej trasie natrafiałem na jakieś miejsce pamięci. A w Warszawie jest ich bardzo dużo.

Z czasem wraz z chłopakami z Legijnego Piaseczna zaczęliśmy organizować Godzinę „W” na rynku w Piasecznie. Cieszy mnie, że ta inicjatywa wciąż trwa i z każdym rokiem gromadzi coraz więcej ludzi.

Miałem też okazję spotykać się z Powstańcami Warszawskimi. Na jedną z pierwszych randek moją obecną żonę (wtedy jeszcze dziewczynę) zaprosiłem właśnie na takie spotkanie – z Barbarą Kulińską-Żugajewicz (ps. „Zula”, sanitariuszką) i Andrzejem Budzyńskim (ps. „Aleks”, żołnierzem Pułku „Baszta”). To była niezwykła historia, która później doczekała się filmu dokumentalnego „Odnaleziony walc”.

Od kilku lat mieszkam za granicą. Tutaj staram się kultywować pamięć o Powstaniu wśród młodzieży w szkole, wśród Polonii i wśród Holendrów. Jutrzejszą Godzinę „W” spędzę tak samo jak przez ostatnie lata w Driel na Polen Plein (Placu Polskim), pod pomnikiem Surge Polonia („Powstań, Polsko”), na którym znajduje się Syrenka Warszawska. Z białoczerwoną flagą w ręku. Chyba najbardziej wymowne miejsce na zachód od Odry…

Coraz rzadziej mówi się o konkretnych historiach, o konkretnych bohaterach Powstania. Coraz rzadziej o niemieckich zbrodniarzach, którzy w większości nie ponieśli żadnych konsekwencji. Zamiast tego najwięcej miejsca zajmuje gdybanie: co by było gdyby, czy to było potrzebne, ja bym zrobił tak albo inaczej…

Cześć i chwała Bohaterom! Pamiętamy.

Pewnie większość z was wie, ale nie wszyscy - słynny film „O jeden most za daleko” wcale nie był kręcony w Arnhem. Sceny...
30/07/2026

Pewnie większość z was wie, ale nie wszyscy - słynny film „O jeden most za daleko” wcale nie był kręcony w Arnhem. Sceny na moście powstały jakieś 42 kilometry dalej, w Deventer, na moście Wilhelminy.

Arnhem po Operacji Market Garden leżało w gruzach. Niemcy wygnali mieszkańców, splądrowali mieszkania i podpalili sporą część miasta. Po wojnie wszystko mocno przebudowano i wokół Rijnbrug pojawiła się nowoczesna zabudowa. W latach 70. to miejsce absolutnie nie wyglądało jak w 1944. Producent filmu uznał, że będzie niewiarygodne na planie, za bardzo współczesne i „odbudowane”.

Ekipa pojechała szukać czegoś lepszego w Holandii i trafili na Deventer. Wilhelminabrug nad IJssel bardzo przypominał oryginalny most, a stare, trochę zaniedbane centrum z pustkami i śladami zniszczeń o wiele lepiej oddawało klimat tamtych czasów. Przy moście było też sporo miejsca na budowę tymczasowych drewnianych domów, które potem można było spokojnie zniszczyć w scenach walk. Po prostu Deventer wyglądało bardziej jak Arnhem z 1944 niż samo Arnhem.
Film nagrywano w 1976 roku, wtedy Deventer na kilka miesięcy zamieniło się w wielki plan filmowy. Sean Connery, Robert Redford, Michael Caine, Gene Hackman, Anthony Hopkins i cała masa innych gwiazd, tysiące statystów, czołgi (nie do końca właściwe), eksplozje. Premiera miała miejsce rok później, w 1977.

Na zdjęciu scena z majorem Digby Tatham-Warterem z parasolką tuż po rozbiciu niemieckiej kolumny pancernej na moście. To legendarna postać - ekscentryczny brytyjski oficer, który do walki w Arnhem brał parasol, bo nigdy nie mógł zapamiętać haseł. Mówił, że tylko id**ta Anglik nosiłby parasolkę na froncie, więc nikt go nie pomyli. Raz w trakcie walk zobaczył kapelana przyciśniętego ogniem na ulicy i spokojnie przeprowadził go na drugą stronę, trzymając nad nim parasol i rzucając tylko: „Nie bój się pocisków, mam parasolkę”.

Mimo upływu lat moim zdaniem to wciąż jeden z najlepszych filmów historycznych bez niepotrzebnych pobocznych wątków miłosnych.

Nikt i nic mnie nie zmusi, żeby pisać o tym inaczej.Latem 1943 roku, gdy na froncie wschodnim szalała bitwa na Łuku Kurs...
11/07/2026

Nikt i nic mnie nie zmusi, żeby pisać o tym inaczej.

Latem 1943 roku, gdy na froncie wschodnim szalała bitwa na Łuku Kurskim, a alianci lądowali na Sycylii, na Kresach rozegrała się jedna z najokrutniejszych zbrodni II wojny światowej. Uzbrojone oddziały UPA i OUN-B zaczęły masowo mordować polską ludność cywilną. I nie było to tylko na Wołyniu. To była zaplanowana czystka etniczna na całym obszarze Kresów: Wołyń, Galicja Wschodnia, Lubelszczyzna, Podkarpacie. Cel był jasny: wypędzić albo wymordować wszystkich Polaków, żeby te ziemie stały się „czysto ukraińskie”.

Mordowali ukraińscy sąsiedzi. Ludzie, którzy znali ofiary z imienia, mówili po polsku, uspokajali za dnia, że nic się nie stanie. A w nocy otaczali wsie, wyprowadzali rodziny i zabijali siekierami, widłami, nożami i kosami. Gwałcili kobiety, rozpruwali brzuchy ciężarnym, wrzucali dzieci do studni, rozbijali głowy o ściany, palili żywcem. Nie oszczędzali nikogo, ani niemowląt, ani starców, ani tych, którzy schronili się w kościołach. To nie była żadna wojna partyzancka. To było ludobójstwo.

Zginęło około 100 tysięcy Polaków. W wielu wsiach wymordowano wszystkich - nie zostało nikogo, kto mógłby opowiedzieć, co się stało. A tam, gdzie później udało się przeprowadzić ekshumacje, 60-80% ofiar to były dzieci, kobiety i starcy.
UPA mordowała nie tylko Polaków. Drugą największą grupą ofiar byli sami Ukraińcy - ci, którzy odmawiali zabijania Polaków, którzy ich ukrywali albo po prostu nie chcieli się podporządkować. UPA zabiła więcej takich Ukraińców niż Sowietów, Niemców i polskich żołnierzy razem wziętych. Głównym katem Ukraińców na Kresach było UPA, a nie AK.

Mordowano też Czechów wołyńskich i Żydów, którzy ukrywali się w polskich wsiach.
Tak, były akcje odwetowe Armii Krajowej. Były zbrodnią wojenną i nie da się ich usprawiedliwić. Ale to była bezpośrednia odpowiedź na ludobójstwo. I tam, gdzie AK uderzyła mocno, rzeź Polaków albo się skończyła, albo wyraźnie osłabła. UPA rozumiała tylko jeden język. W polskich akcjach odwetowych zginęło kilkukrotnie mniej Ukraińców niż Ukraińców zabitych przez samą UPA za to, że nie chcieli mordować Polaków.

Przed wojną polityka II RP wobec Ukraińców była twarda i często niesprawiedliwa. Ale nigdy nie była to polityka eksterminacji. Nie było masowych mordów na Ukraińcach. W tym samym czasie Sowieci zagłodzili i wymordowali kilka milionów Ukraińców. Różnica jest ogromna.

Po wojnie Akcja „Wisła” przesiedliła około 140 tysięcy osób i całkowicie rozbiła struktury UPA na terenie Polski. Podczas tego przesiedlenia zginęło kilkaset osób. To też nie było nic dobrego, ale fakt jest taki, że UPA na tych terenach przestała istnieć.

Dzisiaj, gdy na Ukrainie znowu gloryfikuje się Banderę i UPA, trzeba mówić wprost: NIE MA NA TO ZGODY. To tak samo, jakby ktoś gloryfikował SS. My nie gloryfikujemy zbrodniarzy. Oni niestety tak.
I jeszcze jedno - do dziś blokują poważne ekshumacje polskich ofiar. Zgadzają się na ekshumacje niemieckich żołnierzy, ale polskich już nie. Boją się, co świat zobaczy, jak zobaczy skalę tego, co się tam naprawdę działo.

Pamiętajmy o tych ludziach. O Polakach, którzy zginęli tylko dlatego, że byli Polakami.

11 lipca. Pamiętamy.

🇺🇸 250 lat Niepodległości Stanów Zjednoczonych!Dziś mija dokładnie 250 lat od podpisania Deklaracji Niepodległości.W tym...
04/07/2026

🇺🇸 250 lat Niepodległości Stanów Zjednoczonych!

Dziś mija dokładnie 250 lat od podpisania Deklaracji Niepodległości.

W tym roku razem z żoną mieliśmy ogromną przyjemność odwiedzić miejsca, w których zaczęła się historia USA. Byliśmy w Independence Hall w Filadelfii - tam, gdzie wszystko się zaczęło. Spacerowaliśmy po Nowym Jorku (drugiej stolicy młodego państwa po Filadelfii), staliśmy pod Białym Domem i gmachem Kongresu w Waszyngtonie - trzeciej i obecnej stolicy.

Zobaczyliśmy wiele twarzy Ameryki, od gigantycznych wieżowców Manhattanu po spokojne farmy amiszów w Pensylwanii. Jeździliśmy rowerem po zielonym Waszyngtonie, tłoczyliśmy się w nowojorskim metrze, jedliśmy kultowe hot-dogi z budki przy World Trade Center i soczysty stek w prawdziwej amerykańskiej restauracji w Marylandzie. Te kontrasty na każdym kroku robiły ogromne wrażenie.

Dodałem też kilka wpisów z tej podróży: o wizycie na lotniskowcu USS Intrepid, muzeum lotniczym (Steven F. Udvar-Hazy Center) w Wirginii oraz wczoraj o polu bitwy pod Gettysburgiem.

Bardzo poruszające były jednak polskie akcenty, których znaleźliśmy całkiem sporo. Największe wrażenie zrobił imponujący Pomnik Katyński w Jersey City z pięknym widokiem na Lower Manhattan oraz polska Msza św. w kościele św. Stanisława na East Village na Manhattanie.

Historia Polski i USA ma wiele wspólnego. Już podczas wojny o niepodległość USA dwaj polscy bohaterowie: Tadeusz Kościuszko i Kazimierz Pułaski, walczyli u boku George’a Washingtona. Pułaski jest uznawany za „Ojca Amerykańskiej Kawalerii”, a Kościuszko zaprojektował kluczowe fortyfikacje m.in. pod Saratogą i w West Point. W czasie I wojny światowej gen. Józef Haller przejechał pół Ameryki, zagrzewając Polonię do wstępowania do formującej się Armii Polskiej we Francji. Polscy i amerykańscy żołnierze walczyli ramię w ramię także podczas II Wojny Światowej, a współpraca trwa do dziś - nasi żołnierze wspólnie operują na misjach m.in. w Iraku i Afganistanie.

Sam od lat mam ogromny sentyment do serialu „Kompania Braci”, który oglądałem niezliczoną ilość razy. A teraz los tak pięknie się ułożył, że mieszkam zaledwie 7 km od pomnika Easy Company przy kwaterze Estate Schoonderlogt koło Elst (tego słynnego miejsca z odcinka „Crossroads”). Często jeżdżę tam rowerem, żeby oddać hołd.

Moja żona spisała zresztą nasze amerykańskie inspiracje w formie e-booka. Jeśli jesteś zainteresowany i chcesz go otrzymać – napisz w komentarzu hasło "USA250", a wyślemy Ci link do pobrania!

W tym szczególnym dniu serdecznie pozdrawiam wszystkich obserwujących i przyjaciół z USA!

God bless America!

Adres

Driel

Meldingen

Wees de eerste die het weet en laat ons u een e-mail sturen wanneer Historia w Drodze nieuws en promoties plaatst. Uw e-mailadres wordt niet voor andere doeleinden gebruikt en u kunt zich op elk gewenst moment afmelden.

Snelkoppelingen

Delen