Marzeniem przez Afrykę

Marzeniem przez Afrykę podróże niekonwencjonalne

Są miejsca, które są czymś więcej niż tylko restauracją.I są ludzie, którzy z kolacji potrafią zrobić spotkanie, a ze sp...
11/03/2026

Są miejsca, które są czymś więcej niż tylko restauracją.
I są ludzie, którzy z kolacji potrafią zrobić spotkanie, a ze spotkania — opowieść.

Nasi przyjaciele, od kilku lat prowadzący wspaniałą restaurację i tworzący wokół niej piękną inicjatywę kulturalną, zaprosili tym razem 50% starszej połowy naszej wyprawy, żeby podzieliła się tym, co przywieźli z drogi.

Jeszcze nie wspomnieniami.
Na wspomnienia czasem potrzeba trochę czasu.

Raczej wrażeniami.
Obrazami z pustyni.
Historiami z drogi.
Tym wszystkim, co wciąż jeszcze układa się w głowie po 17 tysiącach kilometrów.

Wygląda więc na to, że ta podróż… nadal trwa. 🚗✨

6:55.Dojechali.Nie było fanfar.Nie było przemówień.Silnik zgasł. Cisza.I to jedno, najważniejsze słowo — dom.Miesiąc w d...
01/03/2026

6:55.
Dojechali.

Nie było fanfar.
Nie było przemówień.
Silnik zgasł. Cisza.
I to jedno, najważniejsze słowo — dom.

Miesiąc w drodze.
Ojciec i syn.

17 577 kilometrów.
Ponad 10 000 bez wspomagania kierownicy — po awarii maglownicy.
Ręce bolały. Plecy bolały.
Ale nikt nie odpuszczał.

Pustynia w Mauretanii.
Zielone góry Maroko.
Prom do Hiszpanii.
Medytacja w Karma Guen.
Lody w Ronda.
Jurta u Filipa we Francji.

Mandaty.
Śmiech.
Zmęczenie.
Rozmowy, które zaczynały się od „halo, słyszysz mnie?”
I cisza, która mówiła więcej niż słowa.

Jeszcze wczoraj francuska wiocha.
Jeszcze chwilę temu boczne drogi i kawa z termosu.
A dziś — własny próg.

I jeszcze jedno.
Oni wiadomo...ale że Subaru dało radę?
Elegancko 😎

17577 km.
Kontynenty.
Góry.
Piasek.
Bez wspomagania.

Kilometr po kilometrze...
Aż nagle — meta. 🏁🚗


-------------------------------------- 💧❄⚡🌬🌒🌫🌪🌩🌨🌧🌦🌥🌤⛈⛅☁🌋💨🌍🚗

6:55.
They made it.

No fanfare.
No speeches.
The engine shut off. Silence.
And that one, most important word — home.

A month on the road.
A father and a son.

17,577 kilometers.
More than 10,000 without power steering — after the steering rack failed.
Arms aching. Backs aching.
But no one gave up.

The desert in Mauritania.
The green mountains of Morocco.
A ferry to Spain.
Meditation at Karma Guen.
Ice cream in Ronda.
A yurt at Filip’s place in France.

Fines.
Laughter.
Exhaustion.
Conversations that started with, “Hello? Can you hear me?”
And silence that said more than words ever could.

Just yesterday — a small French village.
Just a moment ago — back roads and coffee from a thermos.
And today — their own doorstep.

And one more thing.
The two of them — sure.
But the Subaru making it all the way?
Classy. 😎

17,577 km.
Continents.
Mountains.
Sand.
No power steering.

Mile by mile…
And suddenly — the finish line. 🏁🚗

„Dzień dobry Kochanie 😚”Prawdziwa francuska wiocha.Kamienne domy. Cisza. Pola jeszcze senne po zimie.I oni — gdzieś pośr...
01/03/2026

„Dzień dobry Kochanie 😚”

Prawdziwa francuska wiocha.
Kamienne domy. Cisza. Pola jeszcze senne po zimie.
I oni — gdzieś pośrodku tego wszystkiego.

Mieszkają w nieotynkowanym domu.
Prosto. Surowo. Prawdziwie.
Internet słaby, zasięg ucieka, zdjęcia wysyłają się z opóźnieniem.
Ale może właśnie o to chodzi — żeby nie patrzeć w ekran.

Ojciec i syn.
Jeszcze jeden spokojny poranek przed dalszą drogą.

„Dzień zaczął się od zwiedzania kaplicy wykutej w skale 😚”
Chłód kamienia. Cisza.
Miejscowość? „Fountaine… chyba.”
Nazwy przestają być ważne.
Zostają obrazy.

Potem znowu w drogę.
„Kulamy się przez Francję bocznymi drogami i jest bardzo malowniczo 😘”

Małe wioski.
Winnice.
Wąskie drogi wijące się między wzgórzami.
Bez autostrad. Bez pośpiechu.
Tak jakby chcieli jeszcze chwilę przedłużyć tę podróż.

„Smacznego 😘”
Kanapka na postoju.
Kawa z termosu.
Rozmowy, które toczą się już inaczej niż miesiąc temu.

Bo coś się zmieniło.
W nich.
Między nimi.

Francja przyjęła ich spokojem.
Bez pustyni. Bez radarów. Bez promów.
Tylko droga i czas.

Późnym wieczorem 00:17 wiadomość-niespodzianka:
„Będziemy rano 😘”
„Tak jakoś między 7 a 8.”

Powrót przestał być planem.
Stał się godziną na zegarku.

Jeszcze kilka kilometrów.
Jeszcze jedna noc w aucie.
A rano — dom.

Ojciec i syn.
Miesiąc w drodze.
Tysiące kilometrów, setki rozmów, chwile ciszy.

I teraz już naprawdę —
ostatnia prosta.

Kilometr po kilometrze. 🚗✨

„Dzień dobry...”Tak zaczęli kolejny dzień w drodze.Bez wielkich fajerwerków.Bez spektakularnych widoków.„Przerwa na śnia...
27/02/2026

„Dzień dobry...”

Tak zaczęli kolejny dzień w drodze.
Bez wielkich fajerwerków.
Bez spektakularnych widoków.

„Przerwa na śniadanie 😘”
Kawa gdzieś przy trasie.
Subaru mruczy równo.
Kilometry uciekają.

A za oknem?
„Tu nie ma widoków 😘”
Ostatnie 200 km wyglądało dokładnie tak samo.
Może za Madrytem coś się zmieni?

Nie zmieniło się.
Za Madrytem tak samo.
Aż do Saragossa.
Prosta droga. Suchy krajobraz. Horyzont bez niespodzianek.

Czasem podróż to nie pocztówka z gór.
Czasem to monotonia, która usypia myśli
i daje przestrzeń na rozmowy ojca z synem.

A potem zrobiło się ciemno.
Przełęcz w Pireneje przywitała ich nocą.
Zakręty. Chłód. Cisza.

I po drugiej stronie — Francja.

Skorzystali z zaproszenia Filipa — człowieka poznanego teraz na rajdzie.
Tak po prostu.
Bo w podróży ludzie wracają do siebie niespodziewanie.

Śpią dziś w jurcie.
Ciepło. Drewniany zapach.
Zmęczenie po całym dniu jazdy.

To nie hotel.
Nie port.
Nie pustynia.

To czyjaś gościnność.
I poczucie, że świat jednak jest mały.

„Dobranoc...”

Ojciec i syn.
Kolejny kraj.
Kolejne kilometry za nimi.

A przed nimi już tylko droga do domu.

Kilometr po kilometrze. 🚗💫

Jeszcze kilka dni ciszy.Jeszcze kilka dni poza tempem świata.Dotarli do Karma Guen.Buddyjski ośrodek wysoko nad morzem.B...
25/02/2026

Jeszcze kilka dni ciszy.
Jeszcze kilka dni poza tempem świata.

Dotarli do Karma Guen.
Buddyjski ośrodek wysoko nad morzem.
Biała stupa na wzgórzu, wiatr, przestrzeń.

„Teraz jestem w małej gompie i robię medytację.”
Dwa razy dziennie pod stupą.
Bez pośpiechu.
Bez zdjęć.
„Zdjęć nie robię, medytuję i cieszę się chwilą w KG 😘”

Bo nie wszystko trzeba dokumentować.
Niektóre momenty są tylko do przeżycia.

Ojciec i syn.
Po tysiącach kilometrów — wreszcie kilka dni zatrzymania.
Moczenie się w morzu.
Chłodna woda, około 15 stopni w powietrzu.
Zakupy w Eroskach.
Najprostsza codzienność, która po miesiącu w drodze smakuje jak luksus.

Była też wyprawa do Nerja.
Do knajpki, którą Piotr chciał odwiedzić od dawna.
Smażony bakłażan.
Frytki.
Kalamary.
Krewetki w ziołowym sosie.
Na koniec — grillowana sardynka „od szefa”, dorzucona do rachunku.
Tak po prostu.

Zasięg bywa różny.
„Halo? Halo? Ja cię słyszę…”
Rozmowy z górki w Górkach.
Wieczorem światło w dużym budynku, cisza wokół.
Kurs się skończył, ośrodek żyje swoim rytmem.
Bez ciśnienia. Bez planu na siłę.

„Nie ma co tworzyć sztywnych planów. Lepiej wykorzystać możliwości, które się pojawią.”

Zmęczenie dopiero teraz wychodzi.
„Spałem prawie 12 godzin.”
Organizm odpuszcza, kiedy już może.

Powoli pakują się dalej.
Rano wyjazd.
Chcą dolecieć do Francji, dzień odpocząć,
a potem dwa dni i Polska.
Zobaczymy, jak pójdzie.

„My już mamy ochotę wrócić szybciutko… ale to daleko, daleko, daleko.”

Ta podróż była intensywna.
Pustynia, góry, porty, mandaty, prom.
Teraz cisza.
Medytacja.
Morze.

Ojciec i syn uczą się też zatrzymywać.
Nie tylko jechać.

„Dobranoc Kochanie 😚”

Jeszcze chwila w Spain.
Jeszcze kilka kilometrów przed nimi.

Ale coś już się uspokoiło.
W głowie.
W ciele.
W sercu.

Kilometr po kilometrze. 🕊️🚗


-------------------------------------- 💧❄⚡🌬🌒🌫🌪🌩🌨🌧🌦🌥🌤⛈⛅☁🌋💨🌍🚗

A few more days of quiet.
A few more days outside the rhythm of the world.

They reached Karma Guen.
A Buddhist center high above the sea.
A white stupa on the hill. Wind. Space.

“Right now I’m in a small gompa, meditating.”
Twice a day beneath the stupa.
No rush.
No photos.
“I’m not taking pictures. I’m meditating and enjoying the moment in KG 😘”

Because not everything needs to be documented.
Some moments are meant only to be lived.

A father and a son.
After thousands of kilometers — finally a few days of stillness.
Soaking in the sea.
Cool air — maybe 15 degrees at most.
Quick grocery runs to Eroski.
Simple everyday things that, after a month on the road, feel like luxury.

There was also a trip to Nerja —
to a little place Piotr had wanted to visit for a long time.
Fried eggplant.
Fries.
Calamari.
Herbed shrimp in sauce.
And at the end — a grilled sardine “from the chef,” added to the bill just like that.

Signal comes and goes.
“Hello? Hello? Can you hear me?”
Phone calls from the hilltop.
A light on in the big building at night. Silence all around.
The course is over, the center moves in its own rhythm now.
No pressure. No forcing plans.

“There’s no point in making rigid plans. Better to use the opportunities that appear.”

The tiredness is only now surfacing.
“I slept almost 12 hours.”
The body lets go when it finally can.

Slowly, they’re packing again.
Early morning departure.
They want to reach France, rest a day,
then two more days and Poland.
We’ll see how it goes.

“We already feel like coming back quickly… but it’s far, far, far.”

This journey has been intense.
Desert. Mountains. Ports. Fines. A ferry.
Now — silence.
Meditation.
The sea.

A father and a son learning not only how to drive forward —
but also how to stop.

“Good night, my Love 😚”

A little more time in Spain.
A few more miles ahead.

But something has already softened.
In the mind.
In the body.
In the heart.

Mile by mile. 🕊️🚗

Kolejny dzień w drodze.Już Europa — ale wciąż w rytmie podróży.Wczoraj dojechali do Ronda.I zostali.Bo jak tu nie zostać...
25/02/2026

Kolejny dzień w drodze.
Już Europa — ale wciąż w rytmie podróży.

Wczoraj dojechali do Ronda.
I zostali.
Bo jak tu nie zostać, gdy droga przez góry sama prowadzi wolniej,
a widoki co chwilę każą zjechać na pobocze i po prostu popatrzeć.

Zakole za zakolem.
Przestrzeń. Cisza.
Ta cisza, w której ojciec i syn nie muszą nic mówić, żeby być razem.

Na koniec dnia — małe szaleństwo.
„Kupiłem największe lody w życiu 🤦”
Takie decyzje zapadają tylko w podróży.
I tylko wtedy smakują naprawdę.

Hotel.
I coś, czego na co dzień się nie docenia:
gorąca kąpiel w wannie.
Cisza.
Ciepło.
Zmęczenie, które nie boli — tylko uspokaja.
„Odpłynąłem spać.”

Za nimi Afryka, prom, porty, mandaty i zielone góry Maroka.
Przed nimi Spain, kolejne kilometry i powrót, który już czuć w kościach.

Ale jeszcze nie dziś.
Dziś jest Ronda.
Góry.
Lody większe niż rozsądek.
I noc, po której budzi się spokojniej.

Bo ta droga — choć długa i momentami niewygodna —
jest ich.

Kilometr po kilometrze. 💨🚗

„Dzień dobry..... ❤”Jeszcze Maroko.Jeszcze port.Jeszcze Afryka pod stopami.„Widok z okna nie najgorszy 😘”Było spoko.Osta...
24/02/2026

„Dzień dobry..... ❤”

Jeszcze Maroko.
Jeszcze port.
Jeszcze Afryka pod stopami.

„Widok z okna nie najgorszy 😘”
Było spoko.
Ostatni poranek po tej stronie.

Powoli przeprawiają się przez port.
Skaner. Kontrola. Papierki.
Tym razem wszystko idzie szybciej niż ktokolwiek się spodziewał.

Ramadan w praktyce?
W dzień ani kawy, ani śniadania.
Więc… robią własne.

„Olać ramadan. Robimy portowe śniadanie 😜”
Kawa. Herbata. Guacamole.
Godzina mija w słońcu, jakby byli na wakacjach, nie w drodze powrotnej przez pół świata.

„Tęsknię 🥰”
„Już chcemy do Europy 😘”

Na horyzoncie widać już Hiszpę.
A oni wciąż jeszcze w porcie.
Jeszcze trochę.

Temperatura około 20 stopni.
Jak wczesne lato w Polsce.
Słońce. Wiatr od morza.
Subaru odpoczywa, jakby też wiedziało, że za chwilę zmieni się kontynent.

Afryka żegna ich zielenią.
Od Marrakesz aż po północ – wszystko wybuchło wiosną.
Trawa na błocie naniesionym przez deszcze.
Miliony maleńkich kwiatów na pustyni.
Taka Afryka, jakiej nawet oni się nie spodziewali.

„Jeszcze 3 tysiące do domu… 😛”

Zdrowie?
„Gut.”
Czasem jelita przypominały, że to jednak inny kontynent.

Auto?
Sprawdziło się.
Choć uszczelniacz wału puścił i skrzynia podcieka, to dalej jedzie.
Setka oleju na tysiąc kilometrów.
Nie dramat.
„Pojechałbym raz jeszcze :)”

Mandaty?
Cztery dni – cztery mandaty.
Radarowcy w mundurkach pilnowali, żeby Maroko zapamiętali na długo.
Teraz już tylko śmiech i:
„W Europie przynajmniej brak popapranych radarowców.”

Prom odbija.
Kontynent zostaje za rufą.

Ojciec i syn.
Miesiąc w drodze.
Tysiące kilometrów rozmów, ciszy, widoków.
Tysiące chwil, których nikt im nie odbierze.

Po drugiej stronie jeszcze Ronda, analiza planu, korekty trasy.
5 marca.
Może 6.
Dom.

„Dobranoc....”

Jeszcze 3 tysiące kilometrów.
Jeszcze Europa przed nimi.
Ale coś się już domknęło.

Afryka została za plecami.

Kilometr po kilometrze. 💨🚗

Kolejny poranek w drodze.Jeszcze Maroko,ale myślami już bliżej Europy.„Karma Guen… Grenada?”Granice na mapie to jedno.Lu...
22/02/2026

Kolejny poranek w drodze.
Jeszcze Maroko,
ale myślami już bliżej Europy.

„Karma Guen… Grenada?”
Granice na mapie to jedno.
Ludzie spotkani po drodze — to coś zupełnie innego.

Bo ta podróż to nie tylko kilometry i kolejne punkty na trasie.
To rozmowy. Wiadomości wysyłane z gór.
Kontakty, które zostają na dłużej niż ślad opon na piasku.

W międzyczasie — logistyka domowa z drugiego końca świata:
— Dzbanuszek i marokańskie szklaneczki kupione?
— To jeszcze herbata marokańska…!
— I naczynie do tajine! 😅
„Ale użyjemy jeden raz 😘”

I nagle w tym żarcie jest coś więcej.

Bo ta podróż też nie jest „praktyczna”.
Nie jest najłatwiejsza.
Nie jest najbardziej rozsądna.

Ale jest ich.

Na pustyni — drobne kwiaty.
„Cała pustynia zakwitła takimi kwiatkami 😘”

Wiosna?
Tak.
Wiosna w górach poraża zielenią w dziesiątkach odcieni.

Ojciec i syn jadą przez malownicze dolinki.
Czasem rozmawiają.
Czasem milczą.
Czasem po prostu patrzą przed siebie.

Są widoki, których nie da się zamknąć w kadrze.
Są chwile, których nie da się opisać.

Wieczorem zjeżdżają na autostradę — chcą zrobić jeszcze trochę kilometrów,
żeby jutro przeprawić się do Hiszpania.

Powrót nabiera tempa.

I wtedy — rondo.
67 przy 60.
Radar w kaktusach.
Mandat.
Już trzeci.

Bo ta droga nie rozpieszcza.
Ale uczy pokory.

„Więcej zdjęć nie ma, bo to nie oddaje klimatu.”

I może rzeczywiście nie oddaje.

Bo jak pokazać na zdjęciu ojca i syna,
którzy wracają przez góry,
z bagażnikiem pełnym herbaty, oliwy i wspomnień,
których nikt im nie odbierze?

Jeszcze kilka kilometrów.,,,
Jeszcze jedna noc.
Jutro prom.

A dziś —
wiosna w górach,
trzeci mandat,
i wspólna droga.

Kilometr po kilometrze. 💨🚗


-------------------------------------- 💧❄⚡🌬🌒🌫🌪🌩🌨🌧🌦🌥🌤⛈⛅☁🌋💨🌍🚗

Another morning on the road.
Still in Morocco,
but our thoughts are already drifting closer to Europe.

“Karma Guen… Granada?”
Borders on a map are one thing.
The people you meet along the way — that’s something entirely different.

Because this journey isn’t only about miles and destinations.
It’s about conversations. Messages sent from the mountains.
Connections that last longer than tire tracks in the sand.

Meanwhile, home logistics from the other side of the world:
— Did you buy the Moroccan teapot and little glasses?
— Don’t forget the Moroccan tea…!
— And a tajine pot! 😅
“We’ll use it only once 😘”

And suddenly there’s something deeper hidden in that joke.

Because this journey isn’t “practical” either.
It’s not the easiest.
It’s not the most reasonable.

But it’s theirs.

On the desert — tiny flowers.
“The whole desert has bloomed with these little blossoms 😘”

Spring?
Yes.
Spring in the mountains explodes in dozens of shades of green.

A father and a son driving through winding valleys.
Sometimes talking.
Sometimes silent.
Sometimes just watching the road ahead.

There are views you simply cannot capture in a photo.
There are moments you cannot truly describe.

In the evening they merge onto the highway — wanting to cover a few more miles
so tomorrow they can cross to Spain.

The return journey is gaining momentum.

And then — a roundabout.
67 in a 60 zone.
A radar hidden among cacti.
A fine.
The third one already.

This road doesn’t spoil them.
But it teaches humility.

“There are no more photos — they just wouldn’t capture the atmosphere.”

And maybe that’s true.

Because how do you photograph a father and son
driving back through the mountains
with a trunk full of tea, olive oil, and stories
no one can ever take away from them?

A few more miles.
One more night.
Tomorrow — the ferry.

And today —
spring in the mountains,
a third ticket,
and a shared road.

Kilometers by kilometers 💨🚗

„Dzień dobry.... wracamy, wracamy 😚”I nagle droga brzmi inaczej.Bo kiedy jedziesz „tam” — niesie Cię ciekawość.Kiedy wra...
21/02/2026

„Dzień dobry.... wracamy, wracamy 😚”

I nagle droga brzmi inaczej.
Bo kiedy jedziesz „tam” — niesie Cię ciekawość.
Kiedy wracasz — niesie Cię tęsknota.

6,5 stopnia przed wschodem słońca.
Chłód wciska się pod kurtkę.
Silnik budzi ciszę.
Ojciec i syn w aucie — jeszcze półprzytomni, jeszcze zaspani,
a jednak gotowi na kolejny odcinek wspólnej historii.

Plan na dziś: ominąć Marrakesz
i dojechać jak najdalej w stronę Casablanca.

Bez wielkich słów.
Po prostu — wracamy.

2250 m n.p.m.
Droga wspina się wysoko, jakby chciała jeszcze na chwilę zatrzymać ich w górach.
Widoki szerokie.
Powietrze rześkie.
Cisza między jednym zakrętem a drugim.

W takich momentach ta podróż naprawdę pokazuje, czym jest.
Nie tylko rajdem.
Nie tylko wyzwaniem.

To ojciec pokazujący synowi świat.
Syn, który uczy się drogi, odpowiedzialności, cierpliwości.
Wspólne decyzje. Wspólne zmęczenie.
Wspólne „dasz radę”.

Po drodze kupują oliwę prosto z tłoczni.
Bagietka maczana w świeżej oliwie na lunch.
Najprostsze rzeczy smakują najlepiej, kiedy jesz je na masce auta, patrząc w góry.

Marokański dzbanuszek.
Herbatka.
Dziecko szczęśliwe.
Ojciec — pewnie jeszcze bardziej.

Wieczorem wracają w znajome miejsce pod Marrakeszem.
Śpią tam, gdzie spali jadąc na południe.
Ten sam kawałek ziemi.
Ten sam horyzont.
Tylko kierunek już północny.

Na kolację tajine.
Ciepły, pachnący przyprawami.
Smak drogi.

„Halo halo gdzie Ty 😚”
A potem już tylko:
„Ja padam. Dobranoc....”

Zmęczenie ma dziś wysokość 2250 metrów i setki kilometrów w nogach.
Ale w tej podróży nie chodzi tylko o dystans.

Chodzi o to, że kiedyś — za kilka, kilkanaście lat —
syn będzie pamiętał nie konkretne liczby,
ale poranki przy 6,5 stopnia,
oliwę z tłoczni,
gwiazdy nad górami
i to, że jechał obok taty.

Wracają.
Razem.

Kilometr po kilometrze. 💨🚗


-------------------------------------- 💧❄⚡🌬🌒🌫🌪🌩🌨🌧🌦🌥🌤⛈⛅☁🌋💨🌍🚗

“Good morning.... we’re coming back, coming back 😚”

And suddenly the road sounds different.
When you’re going there — curiosity carries you forward.
When you’re coming back — it’s longing that drives you.

6.5°C before sunrise.
Cold air slipping under their jackets.
The engine breaking the mountain silence.

Father and son in the car — still sleepy,
still quiet,
but ready for another chapter of their shared story.

Today’s plan: bypass Marrakesh
and get as far as possible toward Casablanca.

No big speeches.
Just — we’re on our way home.

2,250 meters above sea level.
The road climbs high, as if it wants to hold them in the mountains just a little longer.
Wide horizons.
Crisp air.
Silence between one curve and the next.

This is when the journey reveals what it truly is.
Not just a rally.
Not just a challenge.

It’s a father showing his son the world.
A son learning the road, responsibility, patience.
Shared decisions. Shared fatigue.
Shared “we’ve got this.”

Along the way, they buy olive oil straight from a local press.
Fresh baguettes dipped in golden oil for lunch.
The simplest things taste best when eaten on the hood of a car, with mountains in front of you.

A Moroccan teapot.
Sweet mint tea.
A happy kid.
And probably an even happier father.

By evening, they return to the same wild spot near Marrakesh where they slept on the way south.
The same ground.
The same horizon.
Only the direction has changed.

Dinner: tajine.
Warm, fragrant with spices.
The taste of the road.

“Hey, hey, where are you? 😚”
And later:
“I’m exhausted. Goodnight, my love 😚”

Tonight, exhaustion carries the weight of altitude and hundreds of kilometers.
But this journey has never been only about distance.

One day — years from now —
the son may not remember exact numbers.
But he’ll remember mornings at 6.5 degrees,
olive oil from a roadside press,
mountain passes,
and that he was sitting right next to his dad.

They’re heading back.
Together.

Kilometer after kilometer. 💨🚗

Adres

Gorzow Slaski

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Marzeniem przez Afrykę umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skróty

Udostępnij