Maja on the bike

Maja on the bike Cześć jestem Maja, mała cyklistka. Zapraszam do śledzenia moich rowerowych podróży!

Alpy Wapienne i trasa wzdłuż rzeki Enns - R7 Radweg 🚵🚵‍♀️🚵⛰️🇦🇹➡️ Dzień 5Grossraming - Enns 71kmOstatni dzień na szlaku R...
07/08/2026

Alpy Wapienne i trasa wzdłuż rzeki Enns - R7 Radweg 🚵🚵‍♀️🚵⛰️🇦🇹

➡️ Dzień 5
Grossraming - Enns 71km

Ostatni dzień na szlaku R7 - Ennsradweg to trasa podzielona na dwa bardzo zróżnicowane etapy.

Pierwszy z nich to górzysta droga do Trenberg wiodąca jak dnia poprzedniego lewym, skalistym brzegiem rzeki Enns. Na odcinku 12km zaliczyliśmy 8 stromych podjazdów, a co za tym idzie i zjazdów z czego jeden to było wdrapywanie się z 380m.n.p.m na 460m.n.p.m na odcinku zaledwie 1,3km. Jednym słowem stromo.

Warto wspomnieć, że trasa na tym odcinku było częściowo zamknięta i sugerowała jazdę drogą wojewódzką. Powodem miała być „wycinka drzew w lesie”. Oczywiście po wycince drzew ani śladu, a nam decyzja o kontynuowaniu jazdy prawilnym szlakiem R7 co prawda dostarczyła wrażeń wysokogórskich, ale też zapewniła bezpieczną jazdę z dala od ruchu samochodowego. O pięknych widokach w tym rejonie wspominać nie trzeba. Są niejako wpisane w krajobraz regionu. Najpierw wąwóz z drzewostanem przypominającym polską jesień, a następnie charakter bardziej Podhalański czyli łąki i pastwiska położone na górskich zboczach oddzielone regularnie oddalonymi od siebie urokliwymi mieścinami, gdzie zwykle najpiękniejszymi elementami są widoczne z oddali wieże kościołów.

Drugi etap to praktycznie zjazd z Trenberg do samego Enns. Tutaj pojawił się już krajobraz przypominający nizinny, a jedynymi widokami potrafiącymi nacieszyć oko, były przepiękne starówki miast takich jak Steyer czy Enns.

Starówka w Steyr, do którego dotarliśmy po przejechaniu 36km to jedna z najlepiej zachowanych i najpiękniejszych gotycko-renesansowych starówek w całej Austrii, wyróżniająca się unikalnym położeniem na tarasach skalnych bezpośrednio u zbiegu dwóch alpejskich rzek: Enns i Steyr.
Serce historycznego centrum stanowi wydłużony rynek, otoczony pastelowymi, bogato zdobionymi kamienicami mieszczańskimi z okresu średniowiecza i renesansu. Miasto ma ponad 1000 lat historii, a jego dawna potęga opierała się na handlu i obróbce żelaza.

Do najważniejszych zabytków miasta należą:

🔹Bummerlhaus - czyli to najlepiej zachowana późnogotycka kamienica w Austrii, datowana na XIII wiek, charakteryzująca się charakterystycznym, wysuniętym piętrem

🔹Ratusz – imponujący budynek z przepiękną, rokokową fasadą oraz strzelistą wieżą zegarową, wybudowany w latach 1765–1778

🔹Zamek Lamberg – czyli dawna rezydencja obronna górująca nad miejscem.

🔹Kościoły - Gotycki Farny oraz barokowy Św. Michała stojący tuż nad brzegiem rzeki

Ujście rzek i kamienista plaża gdzie schodząc schodkami w dół przy kościele św. Michała, można dotrzeć do małej plaży rzecznej, gdzie w pogodne dni można podziwiać łączące się, różnobarwne nurty rzek Enns i Steyr.

My kąpiel z rzece odpuściliśmy, a to ze względu na goniące nas tego dnia chmury burzowe, które najpierw miały pojawić się nad regionem około godziny 13:00 kolejnie 15:00 a finalnie prognozy wskazywały deszcze od godziny 18:00. Jakby nie było te przesunięcia to dla nas dobre wieści. Mieliśmy dzięki temu więcej czasu na zwiedzanie i spokój głowy patrząc pod kątem bezpieczeństwa.

Czas na Enns. Ostatnie km przed miastem będącym celem naszej podróży, to naturalnie jazda wzdłuż rzeki, ale już bez pięknych krajobrazów. Były to raczej położone wysoko nad nurtem rzeki pola uprawne. Wjeżdżając do Enns kierowaliśmy się w stronę punktu widokowego na stare miasto, a następnie na most, z którego nie widać co prawda jeszcze ujścia rzeki Enns do Dunaju, ale stanowił od dla nas punkt końcowy. Dalsza droga nie ma sensu, gdyż rejon gdzie wody Enns wpadają do Dunaju, czyli pogranicze miast Enns i Mathausen, jest nazwijmy to obszarem bardzo przemysłowym.

Będąc więc na 245m.n.p.m i patrząc na wody rzeki, wzdłuż której przemierzyliśmy 254km robimy pamiątkową fotę. Na zakończenie odwiedziliśmy jeszcze piękną starówkę Enns l, czyli serce najstarszego miasta w Austrii, które oficjalnie otrzymało prawa miejskie w 1212 roku. To urokliwe, historyczne centrum w Górnej Austrii charakteryzuje się świetnie zachowaną, średniowieczną i renesansową architekturą, kolorowymi fasadami kamienic oraz sielankowymi dziedzińcami.

Do najważniejszych zabytków należą:

🔹Wieża Miejska czyli 60-metrowa renesansowa, wolnostojąca wieża znajdująca się w centralnym punkcie Starówki

🔹Muzeum Lauriacum prezentujące bogatą historię regionu od czasów rzymskich obozów legionowych

🔹Mury Miejskie czyli dobrze zachowane fragmenty średniowiecznych fortyfikacji obronnych

🔹Zamek Ennsegg czyli Historyczny pałac z okazałym dziedzińcem arkadowym i przylegającym do niego parkiem zamkowym.

Z Enns udaliśmy się podmiejskim pociągiem do Linz, skąd przesiedliśmy się w wieczorny pociąg, który dowiózł nas całych, zdrowych i napełnionych wspomnieniami z pięknych krajobrazów z ostatnich dni do Salzburga. Miasto to stanowiło bowiem punkt startowy naszej przygody.

Na podsumowanie trasy przyjedzie czas w osobnym poście. Jest tego warta.

W pięć dni przejechaliśmy kraje związkowe Austrii jak Salzburg, Styria oraz Górna Austria pokonując 332km. Kilometry bardzo zróżnicowane patrząc pod kątem krajobrazu jaki i rzeźby terenu co dostarczało pięknych widoków, oraz było niezłym wyciskaczem potu. Cieszymy się, że sprzęt dał radę, ponieważ była to pierwsza nasza górska podróż z nowym wózkiem Merry. Przykuwał on widok i powodował uśmiech na twarzy osób jadących z naprzeciwka. Co najważniejsze, musimy przyznać, że bez wspomagania małych nóżek Marysi, nie dalibyśmy rady pokonać tej trasy. Była to realna pomoc i teamworking. Szczególnie na podjazdach. Maja jak to Maja torpeda w nodze, pocisk na podjazdach - istny rowerowy terminator, potrafiący bez problemu zawstydzić dorosłych (tych na elektrykach też). Sportowo i rekreacyjnie był to super czas - połączenie gór i jezior przecudne.

Dziękujemy, że byliście z nami. My tymczasem przenosimy się w kolejny rejon Austrii w poszukiwaniu kolejnych przygód i pięknych krajobrazów.

Pozdrawiamy
Maja on the bike

Alpy Wapienne i trasa wzdłuż rzeki Enns - R7 RadwegDzień 4Mooslandl - Grossraming 52kmCzwarty dzień naszej podróży rozpo...
06/08/2026

Alpy Wapienne i trasa wzdłuż rzeki Enns - R7 Radweg

Dzień 4
Mooslandl - Grossraming 52km

Czwarty dzień naszej podróży rozpoczęliśmy od pełnego chillu. Camping Mosswit ze sztucznie przygotowanymi jeziorkami to istny raj dla amatorów wody, a w naszej załodze takich nie brakuje.

Po trzech godzinach wojaży wodnych zaczęliśmy pakować nasz majdan. Upał nie do zniesienia więc cała akcja miała miejsce pod drzewami. Na polu porozmawialiśmy jeszcze chwilę ze starszym niemieckim małżeństwem, którzy siedząc w kamperze dyskutowali na temat naszego rowerowego teamu, wyjaśniając między sobą kto z nas jedzie na jakim sprzęcie. Nie mogli wyjść z podziwu z dokonań Majeczki.

O godzinie 13:00 wyruszyliśmy w drogę. Po dwóch kilometrach zajechaliśmy do sklepu, żeby zjeść drugie śniadanie i zaopatrzyć się w zapas wody. Przed nami było wyzwanie dnia. Przynajmniej wtedy tak nam się wydawało. 5-kilometrowy podjazd z wysokości 490m.n.p.m na 650m.n.p.m. miał być największym górskim wyzwaniem podczas szlaku wzdłuż rzeki Enns.

Pierwsze metry pokazały nam, że hmm chyba damy radę podjechać na sam szczyt bez wpychania dyliżansu Taty i Merry. Maja super instruowała nas na temat postępów podjazdu, tego w jakim segmencie się znajdujemy i co przed nami. Na szczyt wjechałby z dwoma krótkimi przerwami na pitku. Na samym szczycie mieliśmy okazję podziwiać zamek położony w miejscowości Sankt Gallen w Styrii. Średniowieczne ruiny zamku Gallenstein, wzniesione zostały w 1278 roku na polecenie Rudolfa I Habsburga.

Sankt Gallen przejechaliśmy bez zatrzymania i wjechaliśmy na drogę B117 a następnie B115 gdzie w ruchu samochodowym przyszło koniec nam 8 morderczych podjazdów. Miały przyznać, że była to wyjątkowo wątpliwa przyjemność. Od miejscowości Kleinreifling jechaliśmy już górzystymi ścieżkami położonym na lewym brzegu rzeki Enns. Po 6km dojechaliśmy do upragnionego Weyer gdzie w Spar zjedliśmy posiłek i zaopatrzyliśmy się na dalszą drogę i kolację, pamiętając o wczesnych godzinach zamknięć austriackich sklepów.

Opuszczając Weyer strzeliliśmy kilka fotek na zabytkowym starym młynie wodnym i wracając na lewy przez rzeki Enns rozpoczęliśmy mega urokliwy 12-sto kilometrowy etap, który miał doprowadzić na do zaplanowanego na dziś kempingu w Grossraming. Drzewa na tym odcinku mają już kolory jesieni co o tej porze roku i zachodzącym słońcu daje mega radość dla oka.

Po dotarciu na kamping obserwowaliśmy ludzi w pośpiechu zwijających parasole. Spojrzeliśmy na góry i sprawa wyjaśniła się. Raczej zaciemniła. Zza skalistych szczytów wyłoniły się cząber chmury. Radar pogodowy potwierdził przypuszczenia. Nadciąga burza. Podjęliśmy więc decyzję o nie rozkładaniu namiotu. Nasz dopytał zabezpieczyliśmy pod wiatą nieznanego nam dotychczas majsterkowicza, a wieczór burzowy wieczór spędziliśmy w koneserze z prysznicem. Rozgościliśmy się tu na dobre. Tata przyniósł trzy krzesła i po wzięciu prysznica zjedliśmy kolacyjkę i spędziliśmy wieczór na zgadywankach, wygłupach.

Sam prysznic też był challengem. Jesteśmy przyzwyczajeni do tego, za w Austrii na kempingach są automaty gdzie żeby wziąć prysznic należy wrzuci 1euro. Tu automat był skłonny przyjąć jedynie 0,5 euro. W portfelu mieliśmy jedną sztukę. 4-minutowy prysznic wzięliśmy w trójkę realizując zmiany hokejowe. Maja nawet załapała się na drugie wejście, zerując licznik automatu. Taka przygoda, której nie zapomnimy do końca życia.

O 23:00 rozłożyliśmy namiot i poszliśmy bezpiecznie spać.

A sam dzień? Pełen podjazdów, upałów i co najważniejsze kąpieli w jeziorku od rana.

Pozdrawiamy!

Alpy Wapienne i trasa wzdłuż rzeki Enns - R7 RadwegDzień 3Aigen im Ennstal - Mooslandl 71kmTrzeci już dzień naszej podró...
05/08/2026

Alpy Wapienne i trasa wzdłuż rzeki Enns - R7 Radweg

Dzień 3
Aigen im Ennstal - Mooslandl 71km

Trzeci już dzień naszej podróży wzdłuż rzeki Enns rozpoczęliśmy od schłodzenia się w należącym do Campingu Puttersee jeziorku. W 35 stopniowym upale ciężko było mentalnie skierować myśli na tematykę rowerową. Po godzinie 12:00 pożegnaliśmy naszych świeżo poznanych Fahrrad daddys i wsiedliśmy na koń.

Pierwsze kilometry to wioski jak Woerschach, które swoją zabudową stanowią swoistą ozdobę znajdujących się w tle alpejskich dwutysięczników.

Droga dalej wiodła przy samym korycie rzeki Enns, gdzie korona drzew dawała nam chwilowe schronienie przed promieniami słońca.

Przemierzając drogę wzdłuż ciągnących się pól kukurydzy dotarliśmy do jednego z większych miast regionu, jakim jest Liezen, gdzie zaliczyliśmy przerwę na lody z Maca.
Tu mieliśmy okazję zaobserwować jak firma Knauf wykorzystuje surowiec jakim są skały wapienne do produkcji materiałów budowlanych.

W Admont zrobiliśmy szybki przelot dronem celem nakręcenia pięknego Klasztoru Opactwa Benedyktynów i zrobiliśmy ostatnie tego dnia zakupy. W Austrii sklepy otwarte są wyłącznie do godziny 18:30.

Na wysokości Ardning zaliczyliśmy serię czterech stromych podjazdów by finalnie zjechać w dół do rzeki Enns i rozpocząć przygodę pod nazwą Park Narodowy Gesaeuse. Jest to najmłodszy park narodowy w Austrii (utworzony w 2002 roku), położony w regionie Górnej Styrii, słynący z surowych, wapiennych szczytów Alp Ennstalskich oraz dzikiej, rwącej rzeki Enns. Obszar ten niedawno bo w marcu tego roku, oficjalnie otrzymał prestiżowy certyfikat Dark Sky Reserve, co potwierdza, że jest to jedno z najlepszych miejsc w Europie do obserwacji gwiazd ze względu na minimalne zanieczyszczenie światłem.

Na moście nad rzeką Enns spotkaliśmy bardzo sympatycznego Pana mieszkającego na tym rejonie od lat i trudniącego się dawniej organizacją rowerowych tripów. Podsunął nam kilka pomysłów na przyszłe rowerowe wyprawy. Nie mógł wyjść ze zdziwienia, że my w tym rejonie w takim składzie i to na rowerach bez wspomagania. Ciekawostka jest, że 70-letni Pan, miał rok wcześniej wymieniane serce, a dziś śmiga po górach na rowerze elektrycznym. Miło jest spotykać takich ludzi. Miło jest podróżować, żeby stwarzać ku temu okazję.

Ostatnie 24km jakie pozostały do naszego kempingu w Moosland to głównie zjazd w dół u boku dwutysięczników jak Großer Odstein (2335), Hochtor (2369), Hochzinoedl (2191). Jak to w tym rejonie bywa pod hasłem zjazd mamy na myśli rollercoaster ze stopniowym zejściem w kierunku poziomu morza.

Po pokonaniu kilku tuneli dojechaliśmy do kampingu w Moosland, gdzie po rozstawieniu namiotu spędziliśmy czas na kąpieli w świetnie przygotowanym sztucznym jeziorze, przy świetle zachodzącego słońca. Wspaniały czas na koniec słonecznego dnia.

Pięknego dnia!

Alpy Wapienne i trasa wzdłuż rzeki Enns - R7 Radweg 🚵🚵🚵‍♀️⛺️⛰️☀️Dzień 2Sankt Johann im Pongau - Aigen im Ennstal 76kmDru...
04/08/2026

Alpy Wapienne i trasa wzdłuż rzeki Enns - R7 Radweg 🚵🚵🚵‍♀️⛺️⛰️☀️

Dzień 2
Sankt Johann im Pongau - Aigen im Ennstal 76km

Drugi dzień rozpoczęliśmy od dojazdu do Bischofshofen skąd pociągiem dojechaliśmy do Radstadt. Pozwoliło to nam ominąć morderczy 13-sto kilometrowy podjazd, a raczej podejście.

W Radstadt dojechaliśmy do rzeki Enns i pomknęliśmy wzdłuż jej koryta. Pierwsze kilometry to jazda przez las co w połączeniu z bliskością wody dawało przyjemny chłodek. Dziś w naszym rejonie temperatury sięgały 35 stopni.

Od miejscowości Schladming rozpoczął się prawdziwy, alpejski krajobraz. Co chwilę pokonywaliśmy podjazd żeby wdrapać się do wiosek z pięknymi domami, ozdobionymi kwiatami.

Tuż za miejscowością Freisacher Au postanowiliśmy zażyć kąpieli w krystalicznej wodzie rzeki Enns. Przy upałach sięgających 35 stopni ciężko było wyciągnąć dziewczynki z wody. Zmobilizowała nas nadchodzącą burza.

Po przejechaniu 2km schowaliśmy się pod wiatą jedne ze stodół. Szybko okazało się, że była to prawdziwa wyspa skarbów. Rozpoczęło się od skromnego przejeść przez stodołę a skończyło na skakaniu na siano i wejściu na strych. Niestety burza zabrała nam 2 godziny z życia. A może dała
2 godziny małego szczęścia w stodole. Tak uczy siak o 19 ruszyliśmy na ostatnie 26km tego dnia.

Naszym celem był kamping Puttersee, który jak sama nazwa wskazuje położony jest nad jeziorem. Podziwiając piękne, mieniące się tuż po burzy niebo, mijaliśmy kolejne alpejskie wioski. Około 20:30 dostaliśmy na miejsce. Wieczorna logistyka, prysznice, kolacja i spaniu.

Poranek dnia trzeciego to niestety mała awaria. Maja zauważyła na twarzy Merry czarna kropkę, która była czymś dziwnym. Za mała na kleszcza. Takie w sumie nie wiadomo co. Podjechaliśmy jednak do lekarza sprawdzić temat. Niby żaden kleszcz, więc jedziemy dalej. Przed opuszczeniem kempingu zaliczyliśmy kąpiel w jeziorze. Dzis dziewczynek szła ciał. Skoki z pomostu itd. Raj na ziemi.

Pięknego dnia!
U nas słońca nie brakuje

Alpy Wapienne i trasa wzdłuż rzeki Enns - R7 Radweg 🚵🚵‍♀️🚵‍♂️☀️☀️⛺️Dzień 1Salzburg - Sankt Johann im Pongau 68KMJadąc w ...
03/08/2026

Alpy Wapienne i trasa wzdłuż rzeki Enns - R7 Radweg 🚵🚵‍♀️🚵‍♂️☀️☀️⛺️

Dzień 1
Salzburg - Sankt Johann im Pongau 68KM

Jadąc w 2025 roku na Szlak Alpe-Adria, zaciekawiło nas pasmo Alp znajdujące się na wschód od Salzburga. Po przejrzeniu czeluści internetu, okazało się, że ten obszar to coś znacznie więcej niż skaliste dwutysięczniki. To piękny rejon zwany Pojezierzem Alpejskim (z niemieckiego Salzkammergut). Słynie on z górskich jezior o krystalicznie czystej wodzie oraz zapierających dech w piersiach górskich widokach. Jezior w rejonie Salzburga jest około 80, co oczywiście nie ułatwia sprawy podczas planowania trasy. Na któreś trzeba się zdecydować, a tych pięknych jest więcej niż mniej.

Za miejsce startu obraliśmy jak rok temu Salzburg Aigen gdzie dojechaliśmy około 3:00 w nocy. Szybki sen i poranna logistyka. Nie mylić gimnastyką, chociaż kombinacje żeby spakować się mądrze, mają z gimnastyką wiele wspólnego.

Tuż po 10:00 ruszyliśmy na szlak, pokonując pierwsze kilometry wzdłuż rzeki Salzach. Szlak ten znamy z ubiegłorocznej podróży, aczkolwiek nie stoi nic na przeszkodzie, żeby poznać go lepiej. W związku z tym, że tata zapomniał z auta jednej sakiewki z zestawem małego majsterkowicza, musiał karnie pokonać 22km cofając się do auta po sprzęt niezbędny w razie problemów technicznych. Taki karniaczek dla roztargnionych na początek dnia.

Trasa za miejscowością Hallein to delikatne wzniesienia dające w kość, szczególnie gdy ma się z tyłu pasażerkę w postaci Merry. Trud rekompensowały Alpejskie wioski i jawiące się oddali piękne górzyste krajobrazy.

W Golling an der Salzach odwodziliśmy wodospady. I tutaj sprawa jest kontrowersyjna. Okazało się, że wstęp jest biletowany. 15 euro na naszą trójkę, nie jest źle. Problem pojawił się jednak pod wodospadem. Poziom zatoczenia gorzej niż w autobusie wiozącym wyborców na więc wyborczy. Wyścig turystów różnej maści kto zajmie pole position czyli skalę najbliżej wodospadu celem zrobienia selfjaczka. Ta atrakcje w sezonie wakacyjnym odradzamy.

Tuż za Golling, zaczęła się przełęcz, gdzie z lewej i prawej mijaliśmy potężne skaliste zbocza, których szczyty sięgałby blisko 2000m.n.p.m. Płaskiego tam nie było, a wisienką na torcie był podjazd po Zamek Hohenwerfen.

Kolejny odcinek to chwila wytchnienia od upałów czyli trasa do Bischofshofen prowadząca bardzo blisko koryta rzeki. Tam zjedliśmy obiadek i udaliśmy się do Sankt Johann im Pongau. Naszym celem dnia było podjazd do Radstsdt czyli wspięcie się z 540m.n.p.m na 860m.n.p.m. Droga numer B166, okazała się mega tłoczna. Podjęliśmy decyzję o noclegu w Sank Johann i pokonaniu podjazdu kolejnego dnia pociągiem, który bezpośrednio do Radstadt jedzie z Bischofshofen.

Rankiem ten cel udało nam się zrealizować. Siedzimy właśnie na ławeczce w Radstadt. Z przygodami. Na campingu ktoś bezwstydnie przywłaszczył sobie nasz power bank. Posiadamy alternatywny, ale drugi kupiliśmy w Bischofshofen tuż obok dworca, także zasób energii przynajmniej w power banku mamy zacny. Gorzej z tą energią w naszych organizmach. Dojazdy skutecznie zerują stan 😜, ale próbujemy włączyć z tym zjawiskiem.

Dziś lecimy wzdłuż rzeki Enns w kierunku Liezen i podejmiemy decyzję co dalej. Tam czeka nas podjazd pod Przełęcz z wysokości 640 na 880 m.n.p.m. Alternatywnie możemy jechać dalej wzdłuż rzeki Enns, ale czas i energię pokaże na jaki wariant trasy zdecydujemy się.

Tymczasem na koń i lecimy.

Pozdrowienia

Wyprawa Południe - Północ Dzień 3 Lubień Kujawski - Gdańsk 278kmTrzeci, ostatni dzień rowerowej przygody rozpocząłem od ...
20/07/2026

Wyprawa Południe - Północ
Dzień 3
Lubień Kujawski - Gdańsk 278km

Trzeci, ostatni dzień rowerowej przygody rozpocząłem od dojazdu do Włocławka - naszego rodzinnego miasta. Przejazd przez Bulwary z panoramą na Zawiśle i charakterystyczny zielony most.

Kolejny odcinek do trasa do Torunia. Piekielnie wiał wiatr. Praktycznie cały odcinek to pozycja leżąca na lemondce, żeby zminimalizować opory. Tradycyjnie fotka z lewego brzegu Wisły na panoramę z Zamkiem Krzyżackim w tle i ruszyłem w dalszą drogę.

Toruń opuściłem ścieżką rowerową, która do złudzenia przypomina trasę poprowadzoną po nasypie kolejowym i prowadzi aż do samego Chełmna. Oznaczona jest ona kolorem czerwonym. Co chwilę na szlaku mijałem piękne połacie słoneczników. Niestety wiejący lekko z czoła wiatr, dawał się we znaki. Kosztowało mnie to sporo energii, a za cel miałem uciec przed goniącymi mnie chmurami deszczem.

W Chełmnie zamiast nad Wisłę, pojechałem przez pomyłkę na szczyt stromego wzniesienia, prowadzącego na sam rynek. Stety niestety. Na kilka metrów przez końcem podjazdu, złapałem kapcia. Szybka akcja serwisowa i dwa światy rowerowego wsparcia/antywsparcia w odstępie 30 sekund. Postanowiłem rozłożyć moje rowerowe klamoty w bramie jednej z posesji. Najpierw dostałem reprymendę od pewnej pani, że mam uważać i nie ubrudzić jej pięknej, żółto bladej elewacji, po czym chwilę później „napatoczył” się przesympatyczny pan, z którym uciąłem sobie miłą pogawędkę. Wspierał moje serwisowe czyny komentarzami prawie każdej mojej czynności. Dwie skrajności w krótkim odstępie czasu. Ciekawe czy byli małżeństwem hehe. Samo Chełmno posiada piękny rynek, a kluczową rolę stanowi wzniesiony w końcu XIII wieku renesansowy ratusz. Dziś jest on siedzibą Muzeum Ziemii Chełmińskiej.

Chełmno opuściłem wraz z pierwszymi kroplami deszczu. Do Grudziądza, który stanowił kolejny punkt na mapie trasy, jechałem z wiatrem. Tam wjechał w lokalnym Macu posiłek, który dał mi sił na dalszą drogę. Była godzina 19:00, a przede mną jeszcze 110km do pokonania. To oznaczało jedno. Jazdę nocną.

Pierwszy kilometry, to trasa wzdłuż wałów przeciwpowodziowych, którą znam z wyprawy jaką zrealizowaliśmy z Majusią na Pomorskim Odcinku Wisły. Podjazd w Nowym i wskoczyłem na dawna krajową jedynkę a obecnie drogę numer 91. Co chwilę padał deszcz, wiec była to dobra opcja na szybkie i bezpieczne pokonywanie kilometrów, a to z uwagi na wydzielone pobocze. Odcinek między miejscowościami Nowe i Gniew jest pagórkowaty. Byłem tego świadomy pamiętając czasy dzieciństwa i wyjazdy nad morze. Parking przy Zajeździe Gniew i kanapeczki. Swoista retrospektywa. Fajnie było odwodzić dawne miejsca, tym razem z pozycji roweru.

Gdańsk nie przywitał mnie hucznie jak Fatwoganga. Przy tablicy z nazwą tego pięknego portowego miasta nie było rac. Była duma, jaką w sobie nosiłem. Na Oruni, odkryłem ścieżkę malowniczo poprowadzoną wzdłuż Kanału Raduni i kameralną ulicę Na Skarpie. Odwiedziłem Długi Targ, zrobiłem pamiątkową fotkę z Neptunem, wieńcząca koniec wyprawy i ruszyłem na pociąg do domu.

3 dni i pokonane 740km. Lekko nie było. Celem było przecież wyłącznie sprawdzenie nowego roweru, na obszarze większym niż lokalne podwórko. Przy okazji odkryłem kolejne zakamarki Polski, czesto zaskakujące swoim urokiem. Totalny sztos i odkrycie wyprawy to Ojcowski Park Krajobrazowy. Na pewno pojedziemy tam z Mają pokręcić wokół wapiennych powstańców skalnych. Przeżyłem kilka zaskakujących sytuacji, które pozostaną w mojej pamięci. Jak zwykle bez awarii się nie obyło. Czy taka wyprawa to już ultra? Jeden wyjazd solo wystarczy. Kolejna wyprawa to już wyjazd z dziewczynkami. A gdzie, dowiecie się niebawem.

Wyprawa Południe-PółnocDzień 2Podlesice - Lubień Kukawski 254kmDrugi dzień podróży rozpocząłem od pożegnania z Podlesica...
19/07/2026

Wyprawa Południe-Północ
Dzień 2
Podlesice - Lubień Kukawski 254km

Drugi dzień podróży rozpocząłem od pożegnania z Podlesicami. Ze względu na ograniczenie czasowe nie zdecydowałem się wejść na Górę Zborow. Po pokonaniu kilku wzięciem, sunąc pięknymi asfaltowymi ścieżkami, odwiedziłem zamki Bobolice i Mirów. Za cel na śniadaniową pauzę, obrałem Złoty Potok. Jeszcze pamiątkowa fota z zespołem skalnym Diabelskie Mosty i ruszyłem w dalszą drogę. A ta nie była łatwa. Wiejący z zachodu wiatr skutecznie utrudniał połykanie kilometrów. Za punkty na uzupełnienie kalorii, obierałem większe miejsca jak Radomsko, Bełchatów czy Zgierz. Trasa nie należała do szczególnie widokowych. Praktycznie od Zamku Mirów do Łodzi, widokowo było średnio. Sam do siebie śmiałem się, że jedynymi atrakcjami były przydrożne krzyże lub kapliczki stojące w tle zbożowych pól, bociany w gniazdach albo pole słoneczników.

Za Bełchatowem porozmawiałem z otrzymując solidną dawkę informacji z obozu co sprawiło, że nabrałem nowych sił. Może jednak to dzięki lodom z kfc hehe. Już się nie dowiemy. Kolejnie pocisnąłem na raz sporą dawkę km, która doprowadziła mnie do Łodzi, gdzie zaskoczyła mnie dobrej jakości, a co za tym idzie szybka ścieżka rowerowa. Przez dzielnicę Retkinia, Zdrowie, Teofilów, przemknąłem raz dwa, żeby w Zgierzu zrobić ostatnią pauzę.

Dalej to już jazda nocna. Lokalnymi drogami dojechałem. Do Łęczycy żeby wskoczyć na dawną krajową jedynkę z wydzielonym poboczem. Znam tą drogę dobrze, więc wiedziałem, że pozwoli mi połykać kilometry, a i będzie bezpiecznie ponieważ cały tranzyt przerzucił się na autostradę A1. W Krośniewicach przejechałem przez słynne w Polsce skrzyżowanie, gdzie w jej centralnym punkcie dawna droga nr 1 (północ-południe) przecina się z drogą nr 2 (zachód-wschód). Kilka mocniejszych naciśnięć na pedal i minąłem tablicę Województwa Kujawsko-Pomorskiego. Dla mnie to już dom. Do rodzinnego Włocławka pozostało jedyne 30km czyli około godzinkach. Była już 23:30 wiec postanowiłem zregenerować się przydrożnym zajeździe w Lubieniu Kujawskim kończąc tam owocny w pokonane kilometry dzień.

Pięknego dnia!

Wyprawa Południe - Północ 😉Dzień 1Zakopane - Podlesice 206kmGdzie los poniesie czy jakoś tak to było. Maja jest aktualni...
18/07/2026

Wyprawa Południe - Północ 😉
Dzień 1
Zakopane - Podlesice 206km

Gdzie los poniesie czy jakoś tak to było. Maja jest aktualnie na obozie więc kilometry trzeba kręcić za dwoje. Los niniejszym poniósł tatę do Zakopanego. W zasadzie to dowiózł nocny pociąg. A cel? Cel jest prosty. Ku północy, a jakże trudny do zrealizowania okazało się na trasie.

Zakopane jak to Zakopane. Jednych zachwyca, inni nienawidzą. Mnie zachwyca. Także opuszczenie tego miasteczka poprzedzone było rundkami po uliczkach znajdujących się w rejonie centrum. Pieniądze kilometry, Poronin, Biały Dunajec to typowe lokalna zabudowa. To też zjazd w dół.

Zabawa zaczęła się od Nowego Targu, a to ze względu na pasmo Karpat, które trzeba było przejechać. Górczanski Park Narodowy, Rabka-Zdrój, Myślenice i słynne Długość Dźwięku Samotności. Dało w kość. Podjazd zjazd, pozyskasz zjazd i tak w kółko. Praktycznie do samego Krakowa.

W Krakowie obiadek, Wawel, drobne problemy z nawi i to czego jeszcze nie znałem czyli Dolina prądnika i Ojcowski Park Krajobrazowy w rejonie maczugi Herkulesa. Trasa inna niż ta, którą jechaliśmy z Majusią pokonując Szlak Orlich Gniazd. Rejon przecudowny. Formacje skalne. Zresztą zobaczcie sami na zdjęciach.

Na deser dnia czekał mnie właśnie Szlak Orlich Gniazd z celem na bazę noclegową w Podlesicach. Zaskoczyła mnie liczba podjazdów. Teraz przypomniało mi się, dlaczego z Majusią jechaliśmy z Częstochowy do Krakowa. Właśnie ze względu na przewyższenia, których większa liczba jest na tym odcinku jadąc na północ.

W rejonie Olkusza zboczyłem ze szlaku gdyż zainspirowała mnie „piękna wiejska ścieżka”. W rzeczywistości była to gimela usypana z Jurajskich kamieni na której zaliczyłem wywrotkę. Także tego. Nowy rower cały, za to ja zaliczyłem spektakularny szlif prawej strony. Po drodze na domiar tego zgubiłem tylną lampkę, a zapasowa…ah od ilości klamotów w plecaku musiała zostać przypadkowo włączona i poziom baterii zero. Tak więc czołówka zabezpieczała mnie od tyłu żółtym światłem a do celu pozostało jeszcze 40km.

Po jeździe nocnej i ucieczce przed burzą osiągnąłem plan minimum. Chwilę po 23:00 dojechałem do Podlesic ze stanem licznika 206km.

A dziś. Dziś smuteczek od rana, ponieważ być w Podlesicah i nie wejść na Górę Zborów. Ze względu na czas odpuszczam to cieszące oczy przedsięwzięcie. Majusia będzie tu w sierpniu na obozie więc podeślę tacie kilka filmów. A ja czym prędzej na koń. Teraz świeci piękne słońce, ptaszki śpiewają, ale prognozy od godziny 10:00 pokazują deszcz, a to jest dobra motywacja żeby wyjechać w miarę wcześnie.

Pięknego dnia!

Velo Baltica R10 Babie Doły- Gdańsk 56kmKolejny  dzień na R10 to przejazd przez Trójmiasto z celem, żeby oprócz rekonesa...
29/06/2026

Velo Baltica R10 Babie Doły- Gdańsk 56km

Kolejny dzień na R10 to przejazd przez Trójmiasto z celem, żeby oprócz rekonesansu trasy, odwiedzić również ciekawe zabytki, a przy tym skorzystać z morskich kąpieli. To ostatnie ważne, zwłaszcza ze względu na zapowiadane wysokie temperatury.

Pierwszym punktem dnia jest zjazd do punktu widokowego na położoną w Babich Dołach Torpedownię. Charakterystyczne ruiny na stałe wpisały się w krajobraz Gdyni i są znakiem rozpoznawczym tej dzielnicy miasta.

Następnie rozpoczęliśmy wspinaczkę w kierunku miasta by udać się na położony na malowniczym klifie Kępy Oksywskiej cmentarz z charakterystycznym krzyżem. Ten dominujący, wysoki na 21m element, góruje nad Zatoką Gdańską. Pełni funkcję duchowej latarni morskiej, która symbolicznie „wskazuje drogę do domu” i wieczny port marynarzom, którzy zginęli na morzu lub zostali pochowani w bezimiennych mogiłach. Rozłamany kadłub imitują burtę lub rozłamaną na pół konstrukcję okrętu wojennego. To nawiązanie do tragicznego losu Marynarki Wojennej oraz brutalnie „rozbitego” życia dowódców, którzy zostali zamordowani lub poddani represjom przez reżim komunistyczny.

Za kolejny cel obraliśmy Skwer Kościuszki jako symboliczne miejsce na mapie miasta, a to ze względu na stojące przy nadmorskim nabrzeżu muzea jak dawny statek szkoleniowy Dar Pomorza czy ORP Błyskawica, który jest obecnie najstarszym zachowanym niszczycielem na świecie.

Że względu na upał sięgający 36 stopni przejechaliśmy na plażę w Orłowie, żeby z Klifem w tle, ochłodzić się w wodach Zatoki. Nie spieszyło nam się do dalszej drogi, ale mieliśmy w głowie, że przed nami jest jeszcze kilka fajnych miejsc. Szczególnie ciekawił nas odcinek drogi rowerowej między Gdynią, a Sopotem gdyż był przez nas nieodkryty. Okazało się, że jest to leśna ścieżka o dość wymagającym charakterze, wiedzie bowiem szczytami Klifów. W Sopocie zjechaliśmy do Molo i praktycznie bez zatrzymania udaliśmy się w dalszą drogę jadąc w cieniu drzew, które dawały nam możliwość ochłodzenia organizmów.

Kolejny odcinek to promenada nadmorska, którą dojechaliśmy do falochronu zachodniego w ujściu Wisły. W Nowym Porcie udaliśmy się do latarni morskiej, z której rozpościera się widok na Westerplatte. Jadąc wzdłuż bloków tzw. Falowców, opuściliśmy Nowy Port i przez Letnicę udaliśmy się do centrum miasta. Pamiątkowa fotka z Bramą Stoczniową w tle, obiad w montowni i ostatnie kilometry do Długiego Targu. Potwierdzamy, Neptun nadal stoi, woda w Motławie płynie…wszystko na swoim miejscu. Jak było pięknie tak jest. I dla takich widoków jak Gdańska Starówka warto podróżować. Drugi dzień, mimo upałów sięgających 36 stopni pozwolił nam odkryć kilka nieznanym nam uroczych miejsc. Dzielimy się z Wami zatem w fotorelacji.

Z rowerowym pozdrowieniem 🚴‍♀️🚴🚴‍♀️☀️
Maja on the bike

Velo Baltica R10 Hel-Gdynia 92kmJeśli inaugurację wakacji to jak co roku morze. Tym razem jednak rowerowe morze jako nag...
28/06/2026

Velo Baltica R10 Hel-Gdynia 92km

Jeśli inaugurację wakacji to jak co roku morze. Tym razem jednak rowerowe morze jako nagroda za piękne wyniki w nauce.

W piątek wsiedliśmy w auto i pojechaliśmy do Gdyni, żeby stamtąd wczesnym sobotnim porankiem .pl

Na Helu zameldowaliśmy się około godziny 9:00 i od razu skierowaliśmy się w stronę Kopca Kaszubów. Ten kamienny obelisk, który symbolizuje początek Rzeczypospolitej oraz podkreśla jedność i tożsamość społeczności kaszubskiej. Elementem obrazującym tę wspólnotę jest Gryf Kaszubski, umieszczony w centralnym miejscu pomnika. Na cyplu dziewczynki wykąpały się w morze Nr1.

W dalszą drogę ruszyliśmy wybudowaną w 2013 roku Promenadą wśród Wydm. Ta część trasy mierzącej 527 metrów, biegnie nad poziomem wydm, oferując niesamowite widoki na morze i okoliczne krajobrazy. Promenada jest nie tylko atrakcją turystyczną, ale także ważnym elementem ochrony środowiska.

Kolejnym naszym celem był zbudowany w kształcie „kręgosłupa i ości” Szlak Fortyfikacji Morskich, czyli Zabytkowe bunkry, schrony, wieże kierowania ogniem, niemieckie stanowiska artyleryjskie. Wszystko to ukryte w helskich lasach. Główna ścieżka, oznakowana kolorem niebieskim tworzy pętlę o długości ok. 10 km. Od niej zaś, odchodzą krótsze trasy – „ości”. Trasa prowadziła drogami gruntownymi i leśnymi. Im bardziej w las, tym teren cięższy. Jak na rower z wózkiem łatwo nie było, ale w rejonie oddalonej od cywilizacji 32 Baterii Artylerii Nadbrzeżnej widoki są przepiękne. Opłacało się niejednokrotnie pchać rowery po nadmorskim piachu. Północną część Helu zdecydowanie polecamy.

Kolejnie „przeprawiliśmy” na południową, część Helu w rejon znanej z internetu huśtawki. Nas jednak bardziej interesowała „Zatoka Wraków”, czyli pozostałości dwóch powojennych niszczycieli: ORP Wicher II oraz ORP Grom II. W 1977 roku zostały one celowo osadzone na mieliźnie w pobliżu portu wojennego, aby stworzyć stalowy falochron chroniący brzeg Półwyspu Helskiego przed niszczącym działaniem fal. Tam odbyło się kąpiel w morzu Nr2 😜.

Była już godzina 12:30, a my jeszcze nie wyruszyliśmy w Helu. Więc na koń. Zaczęliśmy robić szybkie kilometry w kierunku lądu. Na początek leśny roallercoaster w stronę Juraty. Przejechaliśmy promenadą i bez zatrzymania udaliśmy się w kierunku Jastarni, żeby tam zrobić przerwę od ekspozycji na słońce. Konkretnie rzecz ujmując, strzeliliśmy sobie terapię chłodzenia w markecie z logiem czerwono-czarnego zwierzątka. Uzupełniliśmy płyny i za cel obraliśmy Kuźnicę, jako przystanek na kąpiel w morzu Nr3. W Kuźnicy warto podkreślić ekspozycję kutrów rybackich, które nadają miejscowości fajny klimat. Woda cieplutka, zrobiliśmy więc sobie tam dłuższa przerwę.

Odcinek do Władka to rowery szybki przejazd porównywalny z pędzącym konwojem prezydenckim. Jak na początek wakacji trasa rowerowa z Helu była totalnie pusta. Poszło więc sprawnie. W poszukiwaniu klimy zajechaliśmy na obiad do MC Donalda. Nie, rybki nie było…

I teraz wyjazd w nieznane. Odcinek od Władka do Gdyni znamy wyłącznie z jazdy autem. Tak więc po kolei.

Tuż za Władkiem jechaliśmy wzdłuż zatoki co dawało i fajne widoki i świeże, wilgotne powietrze. Po kilku kilometrach i zaliczonych podjazdach, dojechaliśmy do Pucka. I tutaj szok. To jest prawdziwa turystyczna miejscowość z chyba największym zatłoczeniem na plaży,które tego dnia obserwowaliśmy.

Celowaliśmy w Rewę, jako kolejny punkt na zanurzenie nóg w zatoce. Wjeżdżając jedną do miejscowości w jednej z bocznych dróg, natrafiliśmy na wrak kutra, którego zdjęcie widzieliśmy w Internecie. Nie mieliśmy w planie go szukać. Sam się znalazł. A jak Rewa to jego główna atrakcja czyli Cypel Rewski. Poszliśmy na sam jego koniec żeby jak za Komuny stanąć w kolejce…tym razem po zdjęcie.

We wsi znajduje się Aleja Zasłużonych Ludzi Morza. Jej geneza sięga 2004 r., kiedy to na Cyplu Rewskim odsłonięto Krzyż Morski oraz tablice upamiętniające gen. Józefa Hallera, Klemensa Długiego - rewskiego armatora rybackiego oraz Jana Leszczyńskiego - wybitnego wychowawcę kadr morskich. Od tamtej pory każdego roku umieszcza się tu kolejne trzy tablice upamiętniające osoby związane z morzem. Sam krzyż stał się natomiast ważnym znakiem nawigacyjnym.

Ostatni odcinek zaplanowanej na 1 dzień drogi to jazda w kierunku Gdyni, a konkretniej rzecz ujmując Kępy Oksywskiej.

Po drodze, minęliśmy Mosty i Kossakowo, żeby koło 21:00 zameldować się w Gdynia Babie Doły na ostatniej tego dnia kąpieli w morzu. Zarówno ze skarpy jak i plaży widać robiącą niesamowite wrażenie poniemiecką torpedownię. Hala montażowa torped wraz z urządzeniami do próbnych strzelań, wybudowana została na dnie akwenu w odległości kilkuset metrów od brzegu. Połączona była z brzegiem za pomocą molo, którym przy użyciu kolei wąskotorowej transportowano do niej podzespoły torped. Nam udało się uchwycić ją w świetle zachodzącego słońca.

W Babich Dolach śpimy na niewielkim kempingu ⛺️, także pierwsze w sezonie spanie w namiocie zaliczone.

A co drugiego dnia? Drogi dzień zaczniemy od zwiedzania Kępy Oksywskiej, skąd przez Sopot udamy się do Gdańska żeby tam ponownie odwiedzić rejon stoczni, Długi Targ i Motławę jako charakterystyczne punkty miasta. Oby tylko upał nas nie pokonał.

Kto dotrwał do końca to łapka w górę, a my życzymy pięknego dnia. Słoneczny będzie napewno ☀️☀️☀️🏖️🚴‍♀️🚴‍♀️🚴

Adres

Kostrzyn Gmina

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Maja on the bike umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skróty

Udostępnij