Rowerem przez Znane i Nieznane

Rowerem przez Znane i Nieznane Codzienne wyprawy na dwóch kółkach – po trasach dobrze znanych i tych, których nie ma jeszcze na mapach.

Dzielę się trasami, zdjęciami, obserwacjami z drogi i pomysłami na to, jak odkrywać świat z perspektywy roweru.

Gdy odwiedzają Cię ludzie, od których zaczynała się rowerowa pasja wielu z nas… ❤️W dniu wczorajszym mieliśmy wyjątkowyc...
31/08/2026

Gdy odwiedzają Cię ludzie, od których zaczynała się rowerowa pasja wielu z nas… ❤️

W dniu wczorajszym mieliśmy wyjątkowych gości – odwiedzili nas Irena i Kazimierz Jankowiak, wybitni rowerzyści, z których do dziś wielu może brać przykład. 🚴‍♀️

Bardzo lubię słuchać ich opowieści o dawnych wyprawach rowerowych, przemierzonych kilometrach, przygodach na trasach, a także o organizowanych przez nich przed laty koloniach.

I powiem Wam jedno…

Kiedy zaczynają opowiadać, człowiek po kilku minutach ma wrażenie, jakby ktoś uruchomił rowerowy wehikuł czasu. 😄

Nagle współczesne ścieżki rowerowe, nawigacje w telefonach, aplikacje liczące każdy kilometr i cały dzisiejszy sprzęt przestają mieć znaczenie.

Zostają po prostu rower, droga i ludzie, którzy chcieli poznawać świat. ❤️

A najlepsze jest to, że te wszystkie historie nie istnieją tylko we wspomnieniach.

Irena i Kazimierz przez lata tworzyli i do dziś prowadzą albumy, w których znajdują się zdjęcia oraz opisy kolejnych wypraw.

I właśnie te albumy są czymś niesamowitym.

Przewracasz kolejne strony, oglądasz fotografie, czytasz opisy i nagle okazuje się, że nie słuchasz już tylko opowieści...

Ty praktycznie jedziesz razem z nimi.

Jedna strona – kolejna miejscowość.

Następna – kolejna wyprawa.

Jeszcze następna – kolejna historia.

I tak człowiek siedzi, słucha, ogląda i zaczyna się zastanawiać:

„A może ja jednak jeżdżę za mało?” 😂

Oczywiście nasi goście nie mogli przyjechać do nas samochodem.

Przecież to byłoby zbyt proste. 😄

Z Włoszakowic przyjechali oczywiście rowerami! 🚴‍♀️

Po spotkaniu pełnym wspomnień, historii i rowerowych opowieści przyszedł czas na pożegnanie.

Ale wtedy razem z żoną stwierdziliśmy:

Skoro przyjechali rowerami, to przecież nie możemy tak po prostu pomachać im z bramy. 😂

Wyciągnęliśmy więc nasze stalowe rumaki i postanowiliśmy odprowadzić naszych gości aż do Włoszakowic.

I tym sposobem spotkanie przy stole płynnie przeszło w...

spotkanie na dwóch kółkach. 🚴‍♂️

Po drodze oczywiście rozmowy się nie skończyły.

Kilometry wpadały, koła się kręciły, a tematów nadal nie brakowało.

Przy okazji mogliśmy jeszcze podziwiać stojące przy drogach dożynkowe dekoracje, które niedawno fotografowaliśmy podczas naszego dożynkowego objazdu.

Po dotarciu do Włoszakowic przyszedł czas na pożegnanie.

Irena i Kazimierz zostali na miejscu, a my z żoną rozpoczęliśmy odwrót do bazy.

Tą samą drogą?

Oczywiście, że nie. 😂

Przecież byłoby za łatwo.

Powrót wybraliśmy przez Krzycko, żeby tradycji naszych wypraw stało się zadość i nie wracać dokładnie tam, którędy przyjechaliśmy.

Pogoda do jazdy była wyśmienita. Trochę wiało, ale przecież rowerzysta bez wiatru zaczyna się zastanawiać, czy przypadkiem coś jest nie tak. 😂

A poza tym każdy rowerzysta zna tę starą zasadę:

nieważne, w którą stronę jedziesz – wiatr i tak znajdzie sposób, żeby wiać w twarz.

To nie była wyprawa pełna mączystego piachu, stromych podjazdów, powalonych drzew ani naszego słynnego pakietu POKRZYWA PREMIUM. 😂

Ale była wyjątkowa z zupełnie innego powodu.

Bo czasami największą wartością rowerowej pasji nie są kilometry na liczniku.

Są nią ludzie, których dzięki niej poznajemy, wspólne historie i doświadczenia przekazywane z pokolenia na pokolenie. ❤️

I właśnie dlatego bardzo dziękujemy Irenie i Kazimierzowi za odwiedziny, wszystkie opowieści i możliwość kolejnego wspólnego spotkania.

Słuchanie Waszych historii to dla mnie zawsze ogromna przyjemność.

A Wasze albumy są najlepszym dowodem na to, że warto nie tylko jeździć, ale również zapisywać swoje rowerowe przygody, bo po latach stają się bezcenną pamiątką.

Serdecznie dziękujemy za odwiedziny i oczywiście...

zapraszamy ponownie! ❤️

Bo coś mi mówi, że rowerowych historii macie jeszcze tyle, że jedno spotkanie zdecydowanie nie wystarczy. 😄

🚴‍♂️ Do zobaczenia na trasie!

PTTK w KościanieKazimierz JankowiakAktywne MiastaLeszno - Rowerowa Stolica PolskiOrganizacja Turystyczna Leszno - RegionGminny Ośrodek Sportu i RekreacjiGminny Ośrodek Kultury we WłoszakowicachDynamo WilkowiceŁączy nas rowerSkazani na RowerRowerowe PrzygodyRowerzysta-Podróżnik - biuro turystyki rowerowejRoweroweLoveRoweromaniacy PLWyprawy rowerowe z sakwami

CZTERECH ŚMIAŁKÓW I TAJEMNICZA GÓRA ZINECZKO! Pokrzywy, piach, góry i 51 km przygody W dniu wczorajszym zaraz po pracy n...
26/08/2026

CZTERECH ŚMIAŁKÓW I TAJEMNICZA GÓRA ZINECZKO! Pokrzywy, piach, góry i 51 km przygody

W dniu wczorajszym zaraz po pracy nadszedł czas na to, co bardzo lubię – naszą cotygodniową wyprawę rowerową z Asią! 🚴‍♂️

Tym razem cel brzmiał dość tajemniczo:

GÓRA ZINECZKO w gminie Osieczna! ⛰️

Sama nazwa już zapowiadała, że zwykła przejażdżka po równym asfalcie to raczej nie będzie. 😂

Wraz z żoną ruszyliśmy najpierw w stronę miejsca naszej zbiórki. Żeby przypadkiem od samego początku nie było zbyt normalnie, wybraliśmy skrót starą linią kolejową w kierunku ulicy Osieckiej.

Bo przecież po co jechać zwykłą drogą, skoro można zacząć wyprawę od skrótu? 😄

Na miejscu chwilę poczekaliśmy na resztę ekipy i tym razem okazało się, że nasza drużyna została mocno uszczuplona.

Do właściwej ekspedycji stanęło czterech śmiałków:

⚔️ Joanna Dembinska
⚔️ Dorota Mikolajczyk
⚔️ Tomasz B-ak
⚔️ Damian Mikolajczyk
Czterech jeźdźców.

Cztery stalowe rumaki.

Jeden cel.

ZDOBYĆ ZINECZKO! 🚴‍♂️

Początek był podejrzanie spokojny.

Ścieżką rowerową ruszyliśmy do Osiecznej, a stamtąd dalej w stronę Grodziska.

I właśnie tam trasa postanowiła sprawdzić, czy rzeczywiście chcemy jechać dalej.

Przed nami pojawił się porządny podjazd.

Łatwo nie było, ale wszyscy dali radę. 💪

Można więc było pomyśleć:

„Najgorsze za nami.”

HAHAHA...

Nie. 😂

To była dopiero rozgrzewka przed właściwą częścią programu.

Od Grodziska skończyła się cywilizacja w postaci wygodnych dróg, a rozpoczęły się polne trakty i leśne ścieżki.

I wtedy zaczęła się prawdziwa przygoda.

Na początek dostaliśmy zarośnięte leśne drogi.

Momentami człowiek zastanawiał się, czy nadal jedziemy istniejącym szlakiem, czy właśnie wyznaczamy nową trasę, która za kilka lat pojawi się na mapach. 😂

Oczywiście las nie mógł nas przyjąć bez naszego stałego pakietu powitalnego.

Pojawiły się ONE.

POKRZYWY! 🌿😂

Najwyraźniej nasz abonament „POKRZYWA PREMIUM” nadal obowiązuje i automatycznie przedłużył się na kolejną wyprawę.

Darmowa terapia nóg zaliczona!

Ale pokrzywy to przecież za mało.

Do gry wkroczył więc również nasz kolejny stary znajomy:

MĄCZYSTY PIAAAAAACH! 😂

Czyli coś, co z pozoru wygląda jak droga, ale po wjechaniu okazuje się bardziej urządzeniem treningowym.

Tylne koło mieli.

Przednie wybiera własny kierunek.

Rowerzysta pedałuje.

Prędkość...

prawie zero. 😂

Do tego doszły kolejne górki.

Niektóre dało się zdobyć na stalowych rumakach.

Inne powiedziały nam wyraźnie:

„Nie tym razem.”

I wtedy następowała dobrze znana zamiana ról.

Normalnie rower wozi człowieka.

Tutaj człowiek prowadził albo wciągał rower pod górę. 😂🚴‍♂️

Ale czterech śmiałków nie zamierzało się poddawać.

Przedzieraliśmy się przez las, pokonywaliśmy piachy, zarośnięte ścieżki i kolejne podjazdy, aż w końcu...

ZINECZKO ZDOBYTE!

I wtedy okazało się, że cały wysiłek był tego wart.

Widok z góry na Świerczynę i Grodzisko był po prostu przepiękny. ❤️

Cisza, przestrzeń, lasy i okolica rozciągająca się przed nami.

Po wszystkich podjazdach, piachach i pokrzywach człowiek stanął na górze i pomyślał:

„No dobra... dla tego widoku można było trochę pocierpieć.” 😂

Aż nie chciało się stamtąd ruszać.

Niestety jest jeden problem z końcem sierpnia.

Dni robią się zdecydowanie za krótkie! 🌅

A do domu przecież nikt nas teleportować nie zamierzał.

Trzeba więc było rozpocząć odwrót ze zdobytego szczytu.

Ponownie leśnymi ścieżkami ruszyliśmy w stronę jeziora w Górznie.

Tam zrobiliśmy chwilę przerwy.

Po całej tej leśno-górskiej przeprawie widok spokojnej tafli jeziora działał zdecydowanie lepiej niż niejeden fotel przed telewizorem. 😄

Ale zegar nie miał dla nas litości.

Trzeba było ruszać dalej.

Kierunek Frankowo, następnie Dobramyśl, później Pawłowice i w końcu powrót do Leszna.

Na liczniku pojawiło się ponad 51 kilometrów.

Niby nie jest to ogromny dystans...

Ale po tych wszystkich górkach mogę powiedzieć jedno:

WRESZCIE NOGI DOSTAŁY MOC! 😂💪🚴‍♂️

I co najlepsze – mimo podjazdów, piachu, pokrzyw i prowadzenia rowerów pod niektóre górki...

aż nie chciało mi się wracać do domu.

To chyba najlepszy dowód na to, jak bardzo człowiek potrafi odpocząć podczas takich wypraw.

Fizycznie nogi dostają swoje.

Ale głowa?

Pełny reset. ❤️

I właśnie za to uwielbiam nasze cotygodniowe wyprawy.

Dziękuję Asi, Dorocie i Tomkowi za świetne towarzystwo, rozmowy, śmiech i wspólne pokonywanie wszystkiego, co tym razem przygotowała dla nas trasa.

A szczególne podziękowania za zaplanowanie kolejnej wyprawy, po której można powiedzieć:

🌲 las zdobyty,
🌿 pakiet POKRZYWA PREMIUM wykorzystany,
🏖️ mączysty piach pokonany,
⛰️ górki zaliczone – niektóre pieszo 😂,
⚔️ Zineczko zdobyte,
🌊 odpoczynek nad jeziorem zaliczony,
🚴‍♂️ ponad 51 km na liczniku.

Czterech śmiałków wyruszyło. Czterech wróciło. Stalowe rumaki przeżyły. Czyli wyprawę oficjalnie można uznać za UDANĄ! 😂

A teraz tradycyjne pytanie do całej ekipy:

Asiu, Dorota i Tomek – wszyscy zadowoleni i gotowi na następną przygodę? 😄

Bo znając nas...

następny spokojny asfaltowy wyjazd znowu może się jakoś przypadkiem zamienić w ekspedycję przez las. 😂

🚴‍♂️ Do zobaczenia na trasie!

MiastaLeszno - Rowerowa Stolica PolskiOrganizacja Turystyczna Leszno - RegionGminny Ośrodek Sportu i RekreacjiRowerowe PrzygodyRowerzysta-Podróżnik - biuro turystyki rowerowejŁączy nas rowerSkazani na RowerRoweromaniacy PLRoweroweLoveWyprawy rowerowe z sakwamiOddział PTTK w KościanieDynamo Wilkowice

MISJA DOŻYNKI! Odrodzony stalowy rumak, pomysłowość mieszkańców i ucieczka przed deszczem 😂🌧️Wczoraj wraz z żoną ruszyli...
22/08/2026

MISJA DOŻYNKI! Odrodzony stalowy rumak, pomysłowość mieszkańców i ucieczka przed deszczem 😂🌧️

Wczoraj wraz z żoną ruszyliśmy na trochę inną niż zwykle wyprawę. Tym razem nie było zdobywania wąwozów, przenoszenia rowerów przez powalone drzewa ani – ku wielkiemu zaskoczeniu – darmowego biczowania pokrzywami w pakiecie PREMIUM. 😂

Tym razem nasza misja brzmiała:

OBJAZD DOŻYNKOWY! 🚴‍♂️

Ruszyliśmy przez Jezierzyce Kościelne w stronę Włoszakowic, a po drodze aż miło było patrzeć na pomysłowość mieszkańców przygotowujących swoje miejscowości do dożynek.

I naprawdę trzeba przyznać – fantazji ludziom nie brakuje! 😄

Przy drogach pojawiają się najróżniejsze dekoracje, postacie i całe scenki informujące o dożynkach w danym sołectwie. Człowiek jedzie rowerem i co chwilę zwalnia, bo za następnym zakrętem czeka kolejny pomysł, który aż prosi się o zdjęcie.

Ale ta wyprawa miała jeszcze jeden bardzo ważny cel.

WIELKI TEST MOJEGO STALOWEGO RUMAKA PO TOTALNYM REMONCIE!

Po czerwcowej rywalizacji Aktywne Miasta mój rower miał już pełne prawo powiedzieć:

„Szefie... ja naprawdę mam dosyć.” 😂

Przez cały czerwiec dostał porządnie w kość. Kilometry leciały jeden za drugim, a sprzęt coraz wyraźniej dawał znać, że potrzebuje poważnego leczenia.

Problem był jeden.

Portfel też potrzebował leczenia. 😂

Dlatego trzeba było dotrwać do pierwszej wypłaty i dopiero wtedy rozpoczęła się operacja:

„REANIMACJA STALOWEGO RUMAKA”

Stopniowo zgromadziłem potrzebne, niestety kosztowne części. Ostatecznie wydałem na nie ponad połowę wartości nowego roweru, ale skoro ten rumak tyle ze mną przejechał, to zasłużył na porządne drugie życie. 😄

I tym razem nie było półśrodków.

Dostał części z górnej półki, więc teraz powinien być gotowy na kolejne tysiące kilometrów i moje pomysły w rodzaju:

„To tylko krótka przejażdżka...” 😂

Tutaj muszę bardzo podziękować mojemu serwisowi rowerowemu Michał Michałowski. ❤️🔧

Naprawa była naprawdę ekspresowa. Rower zaprowadziłem po południu, a jeszcze przed godziną 20 był gotowy do odbioru!

Serwisant nigdy mnie nie zawiódł. Zawsze trafnie diagnozował problemy i doskonale wiedział, co zrobić, żeby mój rumak wrócił na trasę.

W czerwcu, podczas rywalizacji, nie było ani czasu, ani możliwości finansowych, żeby przeprowadzić pełną kurację. Wtedy za każdym razem robił wszystko, żeby rower jeszcze trochę wytrzymał.

I wytrzymywał!

Dzięki temu mogłem przejechać cały ten intensywny miesiąc i wykręcić wynik, z którego jestem naprawdę dumny.

Dlatego jeszcze raz WIELKIE DZIĘKUJĘ!

Z całego serca polecam ten serwis, bo kiedy mój stalowy rumak zaczyna chorować, wiem już dokładnie, do którego „lekarza” go zaprowadzić. 😂

Ale wracamy do naszej wyprawy!

Ruszając z domu, co chwilę spoglądaliśmy w niebo.

A tam...

ciemne chmury.

Plan był więc niezwykle precyzyjny:

jechać jak najdalej, oglądać dożynkowe dekoracje i wrócić, zanim nas zmoczy.

Co mogło pójść nie tak?

Przez Jezierzyce Kościelne dotarliśmy aż do Włoszakowic, po drodze zatrzymując się przy kolejnych dożynkowych dekoracjach.

I powiem szczerze – efekt tej pomysłowości najlepiej widać na zdjęciach. A przecież to dopiero dwa sołectwa!

Sołectwo Jezierzyce Kościelne
Sołectwo Włoszakowice

We Włoszakowicach spojrzeliśmy ponownie na niebo.

Chmury były coraz ciemniejsze.

Pojawiły się pierwsze krople.

Zapadła więc strategiczna decyzja:

ODWRÓT DO BAZY!

Ruszyliśmy w stronę domu z nadzieją, że może uda się przechytrzyć deszcz.

I prawie się udało.

PRAWIE. 😂

W Krzycku deszcz powiedział:

„A dokąd to?” 😂

No i nas dopadł.

Do domu pozostawał jeszcze kawałek, więc wyboru nie było – trzeba było jechać dalej.

Co ciekawe, im bliżej Leszna, tym padało coraz mniej.

A kiedy dotarliśmy do samego Leszna...

SUCHO!

Czyli najpierw natura zrobiła nam pranie, a kilka kilometrów później uruchomiła program suszenia.

Zmokliśmy i praktycznie zaraz wyschliśmy. Pełna usługa w cenie wyprawy.

Na liczniku pojawiło się nieco ponad 41 km.

Może niewiele jak na nasze wyprawy, ale tym razem kilometrów nie kolekcjonowaliśmy.

Misja była inna:

- zobaczyć dożynkowe dekoracje,
- uwiecznić pomysłowość mieszkańców,
- przetestować odrodzonego stalowego rumaka,
- trochę zmoknąć, skoro pogoda tak bardzo nalegała.

I najważniejsze:

RUMAK PO REMONCIE SPISAŁ SIĘ NA MEDAL! 💪

Teraz pozostaje mieć nadzieję, że nowe części długo wytrzymają moje pomysły na „krótkie przejażdżki”. 😂

A nasza Misja Dożynki zdecydowanie jeszcze się nie zakończyła.

To były dopiero dwa sołectwa, więc jeśli pogoda pozwoli, ruszymy dalej w poszukiwaniu kolejnych dożynkowych dekoracji.

Patrząc na to, co zobaczyliśmy do tej pory, jestem bardzo ciekawy, czym zaskoczą nas kolejne miejscowości!

🚴‍♂️ Do zobaczenia na trasie!

Wąsowicz - Wójt Gminy WłoszakowiceLeszno - Rowerowa Stolica PolskiGminny Ośrodek Sportu i RekreacjiGmina WłoszakowiceOddział PTTK w KościanieDynamo WilkowiceOrganizacja Turystyczna Leszno - RegionŁączy nas rowerSkazani na RowerRowerowe PrzygodyRoweroweLoveRowerem w oko cyklonuRoweromaniacy PLWyprawy rowerowe z sakwami

PIĘCIU JEŹDŹCÓW POWRACA! Wąwozy, powalone drzewa, pokrzywy i stary wróg – mączysty piach! No i stało się! Plan, który na...
19/08/2026

PIĘCIU JEŹDŹCÓW POWRACA! Wąwozy, powalone drzewa, pokrzywy i stary wróg – mączysty piach!

No i stało się!

Plan, który narodził się już podczas naszej poprzedniej wyprawy, nie pozostał tylko planem. Tydzień minął, stalowe rumaki ponownie zostały osiodłane i ruszyliśmy po kolejną przygodę!

Cel tym razem był konkretny – wąwóz w Boguszynie.

Na starcie ponownie pojawiło się pięciu jeźdźców, chociaż skład naszej ekspedycji trochę się zmienił. Tym razem do walki z kilometrami, lasem i wszystkim, co przygotowała dla nas natura, ruszyli:

- Joanna Dembinska
- Dorota Mikolajczyk
- Basia
- Tomasz B-ak
- Damian Mikolajczyk

Pięciu jeźdźców, pięć stalowych rumaków i jeden cel.

BOGUSZYN! 😂🚴‍♂️🌲

Ale przecież nie mogliśmy po prostu pojechać najkrótszą i najłatwiejszą drogą. To zupełnie nie w naszym stylu.

Po drodze odwiedziliśmy więc jeszcze Mórkowski Jar, a później coraz bardziej zagłębialiśmy się w leśne ostępy.

I właśnie tam rozpoczęła się właściwa część wyprawy. 😄

Znaczna część naszej trasy prowadziła przez las, więc od miejskiego hałasu można było naprawdę odpocząć. Cisza, drzewa, leśne ścieżki...

Brzmi sielankowo?

No to tylko brzmi. 😂

Bo nasze leśne drogi postanowiły przygotować dla nas pełen pakiet atrakcji.

Na początek pojawiły się dobrze nam już znane POKRZYWY. 🌿😂

I oczywiście nie rosły sobie grzecznie gdzieś przy drodze.

Nie.

One postanowiły przejąć drogę.

Miejscami ścieżki były tak zarośnięte, że nasze nogi ponownie otrzymały dobrze znany z poprzednich wypraw darmowy zabieg pokrzywowy.

Najwyraźniej wykupiliśmy jakiś abonament, o którym nikt z nas nie pamięta. 😂

Lewe udo – PLASK!
Prawe udo – PLASK!
Łydka – PLASK!

Pełna terapia naturalna bez wcześniejszej rezerwacji.

Po ostatniej wyprawie myśleliśmy, że pakiet POKRZYWA PREMIUM został już wykorzystany.

Nic bardziej mylnego.

Abonament najwyraźniej obowiązuje przez cały sezon. 😂😂😂

Ale skoro przygoda, to przecież atrakcje muszą być!

Po przedarciu się przez zielone zasieki dotarliśmy w końcu do wąwozu w Boguszynie.

I wtedy natura powiedziała:

„Pokrzywy pokonali? No dobrze... uruchamiamy poziom drugi.” 😂

Na drodze pojawiły się POWALONE DRZEWA.

I nie takie, które można elegancko ominąć pół metra z boku.

Niektóre leżały w poprzek drogi tak skutecznie, jakby ktoś specjalnie ustawił je tam przed naszym przyjazdem i powiedział:

„No dobrze, rowerzyści... zobaczymy, co teraz zrobicie.”

A że odwrotu nie braliśmy pod uwagę, rozpoczęła się operacja:

„PRZERZUCIĆ STALOWE RUMAKI PRZEZ WĄWÓZ”

W niektórych miejscach trzeba było rowery dosłownie wciągać pod strome podejścia, żeby ominąć powalone drzewa.

I wtedy następuje ciekawa zamiana ról.

Przez większość wyprawy rower wiezie człowieka.

Tutaj...

człowiek woził rower. 😂

Ale cała piątka dzielnie pokonała przeszkody i można było ruszyć dalej.

Pokrzywy za nami.

Drzewa za nami.

Czyli najgorsze minęło?

HAHAHA...

Oczywiście, że nie! 😂

Bo wtedy pojawił się ON.

Nasz stary znajomy.

Przeciwnik, który ostatnio występuje w niemal każdej naszej wyprawie.

MĄCZYSTY PIAAAAAACH! 😂

I żeby przypadkiem nie było za łatwo, piach pojawił się oczywiście na stromych podjazdach.

Czyli kombinacja idealna.

Tylne koło mieli.

Przednie wybiera własny kierunek.

Nogi pracują.

Rower praktycznie stoi.

A człowiek patrzy przed siebie i zastanawia się:

„Kto normalny tędy jeździ?”

Po czym przypomina sobie:

„Aaaa... my.” 😂😂😂

Tutaj jednak należą się wielkie brawa dla całej ekipy.

Nikt nie marudził, nikt nie zawrócił i wszyscy dzielnie pokonywali kolejne przeszkody. 💪🚴‍♀️🚴‍♂️

Bo z nami już tak jest.

Jeżeli droga jest prosta – jedziemy.

Jeżeli jest dziurawa – jedziemy.

Jeżeli są pokrzywy – jedziemy.

Jeżeli jest piach – próbujemy jechać.

Jeżeli leży drzewo – przenosimy rowery.

A jeżeli drogi nagle zabraknie...

to zapewne Asia albo ja stwierdzimy, że gdzieś dalej na pewno znowu się pojawi. 😂

Po całej tej leśnej kampanii rozpoczęliśmy powrót.

Po drodze w Wilkowicach odwiedziliśmy jeszcze Renata Jaraczewska i Karol Jaraczewski. Chwila odpoczynku, rozmowy i można było ruszać dalej w stronę domu.

Kilometrów tym razem może nie nazbieraliśmy ogromnej liczby, ale zdecydowanie nie o kilometry tutaj chodziło.

W lesie naprawdę można odpocząć od całego miejskiego hałasu.

Co prawda nasze pojęcie odpoczynku jest trochę specyficzne...

Bo człowiek wraca z nogami potraktowanymi pokrzywami, wcześniej ciągnął rower pod stromą skarpę, walczył z piachem i omijał powalone drzewa...
..a później mówi:

„Ale sobie odpocząłem!” 😂🚴‍♂️

I właśnie dlatego tak bardzo lubię nasze cotygodniowe wyprawy. ❤️

Zawsze jest wesoło, zawsze mamy o czym rozmawiać i panuje naprawdę rodzinna atmosfera. Nikt nie patrzy na wynik, nikt się nie ściga. Jedziemy razem, rozmawiamy, śmiejemy się i odkrywamy kolejne miejsca.

No dobrze...

Czasami ścigamy się tylko z zachodzącym słońcem.

Mam nadzieję, że Asi, Dorocie, Basi i Tomkowi wyprawa się podobała i mimo całego pakietu atrakcji nadal pojawią się na następnej. 😄

Bo pewien kierunek już zaczyna kiełkować w głowie...

Ale niczego jeszcze nie zdradzam.

Zresztą w przypadku naszej ekipy nawet ustalony wcześniej cel jest tylko wersją roboczą do momentu ruszenia z miejsca zbiórki. 😂

Dziękuję Wam za kolejną świetną wyprawę, rozmowy, śmiech i wspólnie spędzony czas.

Pięciu jeźdźców wyruszyło.
Pięciu jeźdźców wróciło.
Stalowe rumaki przeżyły.
Pokrzywy zaatakowały.
Drzewa próbowały nas zatrzymać.
Mączysty piach zrobił swoje.
Wąwóz został zdobyty.

Czyli wyprawę można oficjalnie uznać za...

UDANĄ! 😂🚴‍♂️

A teraz najważniejsze pytanie do całej naszej dzielnej ekipy:

Asiu, Dorota, Basia i Tomek – wszyscy zadowoleni i gotowi na następną przygodę? 😄

Tylko uprzedzam...

pakiet POKRZYWA PREMIUM najwyraźniej mamy wykupiony do końca sezonu. 😂

🚴‍♂️ Do zobaczenia na trasie!

MiastaLeszno - Rowerowa Stolica PolskiRowerowe PrzygodyRowerzysta-Podróżnik - biuro turystyki rowerowejOrganizacja Turystyczna Leszno - RegionGminny Ośrodek Sportu i RekreacjiOddział PTTK w KościanieDynamo WilkowiceŁączy nas rowerSkazani na RowerRoweroweLoveRoweromaniacy PLRowerem w oko cyklonu

Reszta wybrała jezioro, ja wybrałem las… każdy odpoczywa po swojemu! 😄Wczoraj, korzystając z chwili wolnego, spojrzałem ...
16/08/2026

Reszta wybrała jezioro, ja wybrałem las… każdy odpoczywa po swojemu! 😄

Wczoraj, korzystając z chwili wolnego, spojrzałem na rower i długo zastanawiać się nie musiałem. Stalowy rumak został wyprowadzony ze stajni i ruszyliśmy na szybką rundkę po dawno nieodwiedzanym lesie.

Miałem oczywiście alternatywę.

Reszta domowników wybrała zdecydowanie bardziej wakacyjny wariant – samochód, Nowy Dębiec i kąpiel w jeziorze. Przy temperaturze, jaka panowała wczoraj, muszę przyznać, że plan całkiem rozsądny.

Ale ja jak zwykle wybrałem odpoczynek po swojemu.

Bo jedni regenerują się leżąc nad wodą, inni na kanapie, a ja najlepiej odpoczywam wtedy, kiedy nogi kręcą, kilometry wpadają, a głowa przestaje myśleć o wszystkim innym.

Ruszyłem więc w stronę lasu, którego już dawno nie odwiedzałem.

I to był strzał w dziesiątkę.

Po całym upalnym dniu wjazd między drzewa działał prawie jak naturalna klimatyzacja. Tylko bez pilota, rachunku za prąd i możliwości ustawienia temperatury na 21 stopni.

Kilometrów tym razem nie zamierzałem kolekcjonować hurtowo. Nie było żadnego zdobywania pałaców, walki z pokrzywami w wersji PREMIUM ani przepraw przez mączyste piachy.

Był za to las, cisza, cień i święty spokój.

Czyli czasem dokładnie to, czego człowiek potrzebuje najbardziej.

Nie powiem – kiedy pomyślałem, że reszta w tym czasie moczy się w jeziorze, przez chwilę pojawiło się pytanie, czy aby na pewno wybrałem właściwą formę odpoczynku.

Ale cóż…

nie można mieć wszystkiego.

Ja miałem swój rower, leśne drogi i przepiękne światło zachodzącego słońca przebijające się pomiędzy drzewami.

A kiedy słońce całkowicie schowało się za horyzontem, wydarzyło się coś absolutnie niespodziewanego…

zrobiło się ciemno. 😂

Czyli wszystko zgodnie z tradycją.

Bo ostatnio moje wyprawy rowerowe mają chyba jeden stały punkt programu:

wyjazd za dnia – powrót przy światłach.

Kilometrów może tym razem nie było dużo, ale przecież nie zawsze licznik jest najważniejszy.

Najważniejsze, że głowa odpoczęła, człowiek odetchnął w cieniu drzew, nacieszył oczy zachodem słońca i wrócił do domu z naładowanymi akumulatorami.

Czasami właśnie taka krótka, samotna rundka daje więcej niż niejeden cały dzień odpoczynku.

A jezioro?

Nie ucieknie. Następnym razem może uda się połączyć jedno z drugim.

🚴‍♂️ Do zobaczenia na trasie!

Ośrodek Sportu i RekreacjiOddział PTTK w KościanieDynamo WilkowiceAktywne MiastaOrganizacja Turystyczna Leszno - RegionLeszno - Rowerowa Stolica PolskiŁączy nas rowerSkazani na RowerRowerowe PrzygodyRoweromaniacy PL

PIĘCIU JEŹDŹCÓW, KRÓLESTWO POKRZYW I WYPRAWA PO ZAĆMIENIE SŁOŃCA! W dniu wczorajszym pięciu jeźdźców – Joanna Dembinska,...
13/08/2026

PIĘCIU JEŹDŹCÓW, KRÓLESTWO POKRZYW I WYPRAWA PO ZAĆMIENIE SŁOŃCA!

W dniu wczorajszym pięciu jeźdźców – Joanna Dembinska, Dorota Mikolajczyk, Klaudia Mikołajczyk, Oliwer Błaszak i Damian Mikolajczyk – dosiadło swoich stalowych rumaków i ruszyło w trasę po kolejną przygodę.

Pierwotny plan zakładał Pawłowice.

Ale każdy, kto choć raz jechał na wyprawę z naszą ekipą, doskonale wie, że plan ustalony przed wyjazdem jest tylko... luźną sugestią. 😂

Już na miejscu zbiórki nastąpiła narada wojenna, po której Pawłowice zniknęły z mapy naszych zainteresowań, a pięć rumaków skierowało się w stronę Osiecznej.

I właśnie tam zaczęła się prawdziwa przygoda.

Niektórzy z naszej piątki nigdy wcześniej nie jechali drogą, którą wspólnie z Asią doskonale znaliśmy.

My wiedzieliśmy, co może nas tam czekać.

Oni jeszcze nie. 😂

Dlatego razem z Asią ruszyliśmy przodem. Oczywiście wyłącznie po to, żeby przecierać szlak...
..a absolutnie nie dlatego, żeby nie słyszeć dochodzących z tyłu komentarzy w rodzaju:

„KTO NORMALNY WYBIERA TAKIE DROGI?!” 😂😂😂

Muszę jednak uczciwie przyznać, że nawet ja nie spodziewałem się tego, co przygotowała dla nas natura.

Pamiętacie nasze wcześniejsze darmowe biczowanie pokrzywami?

Najwyraźniej pakiet podstawowy został rozszerzony do wersji PREMIUM. 😂

Pokrzywy były WSZĘDZIE.

I to nie jakieś tam niewinne pokrzywki po kostki.

MEGA POKRZYWY!

Asia miała najgorzej, bo jako dowódca wyprawy jechała pierwsza i własnym ciałem przecinała zieloną dżunglę. Ja ruszyłem jako drugi, więc również przyjąłem sporą część ostrzału.

Reszta ekipy miała już częściowo przetarty szlak.

Nie musicie dziękować. Taka służba. 😂

Jakby samych pokrzyw było mało, na drodze pojawił się jeszcze nasz dobry znajomy – mączysty piach.

Czyli nawierzchnia, na której rower teoretycznie powinien jechać, ale praktyka ma na ten temat zupełnie inne zdanie. 😄

Koło w lewo, koło w prawo, noga na ziemię, ale jakoś przejechaliśmy bez prowadzenia rowerów...

Ale skoro przygoda, to przecież atrakcje muszą być!

Po zwycięskim przedarciu się przez leśne zasieki na Nowy Dębiec wjechaliśmy prosto z lasu niczym oddział wracający z ciężkiej kampanii. 😂

Spojrzałem na ekipę i zrozumiałem, że za tę trasę należy im się jakieś zadośćuczynienie.

Ogłosiłem więc:

– DZIŚ JA STAWIAM LODY! 🍦

Ruszyliśmy do Tajskiego Misia, gdzie powiedziałem, że w ramach nagrody za przeżycie mojej trasy każdy może składać zamówienie. 😂

I chyba właśnie wtedy dotarło do nich, że jednak zrozumiałem, iż przeprawa była... odrobinę wymagająca. 😄

Przy lodach zrobiło się tak przyjemnie, że trochę się zasiedzieliśmy.

A przecież przed nami był jeszcze główny punkt całej wyprawy!

🌒 ZAĆMIENIE SŁOŃCA!

I to nie byle gdzie.

Naszym punktem obserwacyjnym miała być wieża „Jagoda II” w Osiecznej.

Trzeba więc było opuścić lodową bazę regeneracyjną, ponownie dosiąść rumaków i ruszyć w stronę wieży.

Kiedy dotarliśmy na miejsce, szybko okazało się, że nie tylko my wpadliśmy na pomysł oglądania zaćmienia z wysokości. 😄

Już z dołu było słychać, że na wieży trwa prawdziwe astronomiczne pospolite ruszenie.

Zostawiliśmy rowery i rozpoczęliśmy zdobywanie Jagody II.

Na kolejnych podestach stali obserwatorzy wyposażeni w najróżniejszy sprzęt.

Jedni mieli maski spawalnicze.

Inni odpowiednie szkiełka.

My również byliśmy uzbrojeni w szkła od masek spawalniczych.

Ale znaleźli się również śmiałkowie wyposażeni w klisze ze zdjęć rentgenowskich kończyn. 😂

Krótko mówiąc – wyglądało to trochę tak, jakby na wieży spotkali się astronomowie, spawacze, radiolodzy i pięciu rowerzystów po terapii pokrzywowej. 😂

Na samej górze, ku naszemu zaskoczeniu, ludzi było mniej niż na niższych podestach, więc mogliśmy spokojnie znaleźć miejsce i rozpocząć obserwację.

Zdjęcia telefonami?

No cóż...

Słońce zdecydowanie odmówiło współpracy. 😂

Za to przez nasze szkła widok był idealny.

I właśnie wtedy człowiek zapomina o piachu, pokrzywach, kilometrach i całej wcześniejszej przeprawie.

Staliśmy wysoko nad okolicą i patrzyliśmy, jak Księżyc powoli zasłania fragment tarczy Słońca.

Dla takich chwil naprawdę warto czasem przedzierać się przez pół lasu. 🌒

Po godzinie 20 rozpoczęliśmy odwrót z punktu obserwacyjnego.

Najpierw zejście z wieży, później odnalezienie naszych stalowych rumaków i szybki rzut oka na niebo.

Słońce nie zamierzało na nas czekać.

Zaczynało zachodzić coraz szybciej.

A to oznaczało tylko jedno...

TRADYCJA MUSI ZOSTAĆ PODTRZYMANA!

Czyli powrót do domu oczywiście po ciemku.

Mam już wrażenie, że gdybyśmy kiedyś wrócili z wyprawy przed zachodem Słońca, trzeba byłoby sprawdzić, czy przypadkiem nie pomyliliśmy trasy. 😄

Na liczniku ostatecznie pojawiło się ponad 60 kilometrów.

Ale tym razem kilometry były tylko dodatkiem.

Było wszystko, czego potrzeba do porządnej wyprawy:

⚔️ pięciu jeźdźców na stalowych rumakach,
🗺️ plan zmieniony jeszcze przed właściwym startem,
🌿 pokrzywy w pakiecie PREMIUM,
🏖️ mączysty piach próbujący zatrzymać ekspedycję,
🍦 lody jako oficjalne odszkodowanie za wybór trasy,
🗼 zdobycie Jagody II,
🌒 zaćmienie Słońca,
🌙 i oczywiście obowiązkowy powrót po ciemku.

Asiu, ogromne dzięki za kolejną wspólną przygodę! ❤️ Z Tobą zawsze jest wesoło, a najbardziej podziwiam Cię za to, że niezależnie od tego, czy pod kołami jest asfalt, piach, błoto czy pokrzywowa dżungla – Ty po prostu jedziesz dalej i nigdy nie narzekasz. 💪🚴‍♀️

Dziękuję również Dorocie, Klaudii i Oliwerowi za wspólnie spędzony czas i dzielne przetrwanie wszystkiego, co przygotowała dla nas ta trasa. 😂

Najważniejsze jednak wydarzyło się gdzieś pomiędzy pokrzywami, lodami a zaćmieniem...

narodził się już plan kolejnej wyprawy na przyszły tydzień.

Czyli chyba aż tak źle nie było. 😂

A teraz pozostaje mi zadać najważniejsze pytanie do całej naszej dzielnej ekipy:

Asiu, Dorota, Klaudia, Oliwer – czy wszyscy byli zadowoleni z wyprawy? 🚴‍♀️

Bo jeśli odpowiedź brzmi TAK, to znaczy, że następnym razem możemy podnieść poziom trudności. 😈😂

A skoro pomysł już jest, to znając naszą ekipę pozostaje tylko jedno pytanie:

Co tym razem może pójść niezgodnie z planem? 😂

🚴‍♂️ Do zobaczenia na trasie!

Ośrodek Sportu i RekreacjiAktywne MiastaLeszno - Rowerowa Stolica PolskiOrganizacja Turystyczna Leszno - RegionRowerowe PrzygodyRowerzysta-Podróżnik - biuro turystyki rowerowejOddział PTTK w KościanieDynamo WilkowiceŁączy nas rowerSkazani na RowerRoweroweLoveRoweromaniacy PLROWEROWE WYPRAWY

Adres

Leszno
64-100

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Rowerem przez Znane i Nieznane umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skróty

Udostępnij