Góry bez kondycji

Góry bez kondycji Góry bez pobijania rekordów. Zapraszają: korporodzic po czterdziestce i nastolatki z Gen Z.

Dziś świetny dzień na spontaniczny wypad w góry - wykorzystajcie go!
06/09/2026

Dziś świetny dzień na spontaniczny wypad w góry - wykorzystajcie go!

Nasza kolejna pętelka to tylko 10 km marszu, cisza i piękna przyroda. Tym razem odwiedzamy południowe rejony pasma Lubom...
03/09/2026

Nasza kolejna pętelka to tylko 10 km marszu, cisza i piękna przyroda. Tym razem odwiedzamy południowe rejony pasma Lubomira i Łysiny. Zapraszamy na relację ze zdobywania Kiczory.

Kiczor, czyli “zarośniętych gór”, jest w Beskidach bez liku. Ta, która nas interesuje ma 725 m n.p.m. i leży nieco poza szlakiem prowadzącym z Lubnia na Łysinę. Wędrówkę rozpoczynamy przy boisku sportowym w Lubniu, podążając za znakami żółtego szlaku relacji Targoszów - Wieliczka.

Po przekroczeniu mostu na Rabie szlak skręca w prawo i prowadzi lokalną drogą. Niedługo jednak odbija w lewo i podprowadza nas pod podejście – męczące w standardowych wyspiarskich granicach 😉 Momentami szlak jest widokowy, co uwieczniamy na zdjęciach.
Dotarcie do punktu pośredniego: wzniesienia o nazwie Kamionka (620 m n.p.m.) zajmuje nam nieco ponad godzinę od startu.

Z Kamionki można wygodnie wejść bezpośrednio na Kiczorę, my decydujemy się jednak odrobinę wydłużyć trasę i kontynuować wędrówkę żółtym szlakiem do niewybitnego wzniesienia o nazwie Łopuszne. Zdecydowanie warto – widoki stąd ucieszą każde oko wrażliwe na piękno natury.

Na Łopusznem opuszczamy szlak i rozpoczynamy podejście północnym zboczem Kiczory. Na początku korzystamy ze ścieżek, które nie są oznaczone na mapie, podchodząc po prostu ku szczytowi, zaś na końcowym etapie już według mapy. Na szczycie meldujemy się po łącznie 2 godzinach wędrówki i ochoczo wykorzystujemy wyspiarską ławeczkę na zasłużony, dłuższy odpoczynek. Nie zapominamy też oczywiście o tradycyjnym selfiku – szczyt ten wlicza się do odznaki “102 Wyspy”, gdyż pasmo Lubomira i Łysiny przynależy do Beskidu Wyspowego według klasycznej regionalizacji prof. Jerzego Kondrackiego.

W drogę powrotną udajemy się szeroką leśną ścieżką, która prowadzi południowym stokiem Kiczory. Po opuszczeniu granicy lasu łapiemy jeszcze panoramiczne widoki na Gorce, Szczebel i Zembalową, a także majaczącą w oddali miedzy tymi ostatnimi Babią Górę.

Ostatni odcinek to nieco przydługawy marsz asfaltową drogą, prowadzącą równolegle do biegu Raby. Krótką, bo zaledwie trzygodzinną, ale pełną doznań wycieczkę kończymy w miejscu startu.

Nie masz całego dnia na wyprawę w góry? Pasmo Lubomira i Łysiny się poleca i nie przyjmuje wymówek!

🗺️ Mapa: https://mapa-turystyczna.pl/route/1dg6e
📐 Długość trasy (wg mapy): 10,8 km
😰 Suma podejść (wg mapy): 448 m
🕓 Szacowany czas (wg mapy): 3 g 30 min
🚶 Nasz czas przejścia: 3 g 5 min
🏅 Pkt. GOT: 14

Obserwuj Góry Bez Kondycji aby otrzymywać więcej podobnych opisów!

Jeśli podobała Ci się nasza relacja, możesz zmotywować nas do pisania kolejnych, stawiając nam wirtualną kawę: https://buycoffee.to/gorybezkondycji lub subskrybować nas na Substacku: https://gorybezkondycji.substack.com.

W piątek, 14.08.2026, takie widoki spod... Lubogoszczy! A to dzięki calkiem niezłej, jak na lato, przejrzystości powietr...
15/08/2026

W piątek, 14.08.2026, takie widoki spod... Lubogoszczy! A to dzięki calkiem niezłej, jak na lato, przejrzystości powietrza. Ciężko tylko nam zidentyfikować te tatrzańskie (?) szczyty - ktoś pomoże?

Wakacje Anno Domini 2026 pędzą jak szalone. Śpieszymy więc dostarczyć Wam opis naszej ostatniej trasy: odwiedzamy ponown...
10/07/2026

Wakacje Anno Domini 2026 pędzą jak szalone. Śpieszymy więc dostarczyć Wam opis naszej ostatniej trasy: odwiedzamy ponownie Łopusze, tym razem w całości 🙌 Trasa zdecydowanie bezkondycyjna, idealna na rozpęd, jeśli ktoś przespał wiosnę i nie chce przesiedzieć lata 🙂

Łopusze formalnie przynależą do Beskidu Wyspowego, jednak charakter mają mało wyspowy. Zamiast pojedynczego wzniesienia z solidnymi wysokościami względnymi, mamy tu całkiem długie, stosunkowo niewysokie oraz, jak na Beskidy przystało, równoleżnikowo ułożone pasmo. Jako wyspowemu outsiderowi możemy to Łopuszom jednak wybaczyć 😉

Żeby odpowiednio do Łopuszy podejść (a w zasadzie podejść na), udajemy się do Rajbrotu. Nie wiemy skąd wzięła się nazwa tej położonej w wielkim nigdziu miejscowości, ale wjeżdżając od strony Muchówki prezentuje się ona iście rajsko, jakby była wtopiona w okoliczne wzniesienia. Zatrzymujemy się na obszernym parkingu obok kościoła, narzucamy plecak i dajemy ostro z buta.

No dobra, pohamujmy się trochę: pierwszy odcinek, niecałe 1,5 km, pokonujemy nudnawym asfaltem w kierunku Porąbki Iwkowskiej. Naszym celem jest dotrzeć do czarnego szlaku spacerowego prowadzącego z Rajbrotu na Kobyłę. Rozpoczyna się on w okolicy przystanku autobusowego Rajbrot-Tartak. Tu właśnie skręcamy w prawo i lokalną drogą idziemy lekko pod górę. To najtrudniejszy orientacyjnie odcinek: oznaczeń brak, na dodatek przebieg szlaku jest mocno nieoczywisty, nawet posługując się mapą w telefonie. Miejsce, w którym szlak powinien odchodzić w leśną ścieżkę jest nieoznaczone, a i samej ścieżki brak… GPS i dobra intuicja są nieodzowne. Po krótkim dzikim odcinku wracamy na asfalt i kontynuujemy podejście aż do granicy lasu. Tu już jest łatwiej z nawigacją: pojawiają się pierwsze znaki szlaku, a także oznaczenia prowadzące do cmentarza wojskowego. Dotarcie do miejsca, gdzie szlak skręca w las zajmuje nam łącznie 45 minut od startu.

Przez las czarny szlak prowadzi nas bardzo łagodnym, przyjemnym podejściem. Mijamy cmentarz z czasów I Wojny Światowej, na którym pochowani są głównie austro-węgierscy żołnierze. Stąd już niedaleko do grzbietu pasma - docieramy nań po skromnych 20 minutach podejścia, czyli łącznie nieco ponad godzinę od startu.

Aby zdobyć pierwszy dzisiaj szczyt – Kobyłę (611 m n.p.m.) na rozstajach odbijamy w lewo, a następnie za znakiem w prawo. Szczyt wlicza się do odznaki 102 Wyspy. Następnie wracamy do rozdroży i odtąd maszerujemy żółtym szlakiem spacerowym w kierunku zachodnim ku Łopuszom Wschodnim (taki tam górski paradoks 😁). Wędrówka jest bardzo przyjemna, a na stokach wzniesienia Kamionka okraszona pięknymi, szerokimi widokami w kierunku południowym. Obejmują one szczyty Beskidu Niskiego (Rosochatkę, Jaworze, Ubocz, Kozie Żebro) a także całość Pasma Łososińskiego, od Chełmu przez Jaworz, Sałasz, po Sarczyn, zaś kadr domykają masywy Gorca i Mogielicy.

Po niecałych 2 godzinach wędrówki docieramy do miejsca, gdzie kończy się szlak żółty. Stąd już przysłowiowy rzut beretem do Łopuszy Wschodnich (612 m n.p.m.), na które zaprowadzi nas niebieski szlak Bochnia - Tymbark. Wzniesienie to warto mieć w dossier, albowiem pomogą nam one zdobyć nie tylko odznakę 102 Wyspy, ale też są jednym z 40 szczytów w Koronie Beskidu Wyspowego. No po prostu elita! 😂 Sam szczyt dostarcza podobny zakres widoków do już opisanych, a dodatkowego uroku temu miejscu dodaje drewniany wiatrak.

Jeśli Wasze nogi mówią już pas, to w tym miejscu można zdecydować się na wcześniejszy powrót niebieskim szlakiem do Rajbrotu. My decydujemy się kontynuować wędrówkę niebieskim szlakiem ku wyższym partiom pasma Łopuszy. Po drodze mijamy stacje drogi krzyżowej oraz punkt widokowy w kierunku masywu Kamionnej, z charakterystyczną wieżą.

Wędrówkę szlakiem niebieskim kontynuujemy aż do skrzyżowania ze szlakiem zielonym, prowadzącym tu z Żegociny – wędrówkę nim opisywaliśmy już przy okazji naszej wyprawy na Kamionną. Tam też znajdziecie wskazówki jak odnaleźć tabliczkę szczytową Łopuszy Zachodnich (661 m n.p.m.). W skrócie – ze szlaku niebieskiego skręcamy w prawo, idziemy dosłownie kilka metrów zielonym szlakiem, po czym skręcamy ponownie w prawo w nieoznakowaną leśną ścieżkę. Pod tabliczką meldujemy się 2 g 40 minut od początku wędrówki. To najwyższe wzniesienie całego pasma, kolejny szczyt ku odznace 102 Wyspy oraz ukoronowanie naszej dzisiejszej wędrówki.

W drogę powrotną udajemy się początkowo bez szlaku przez najwyższy punkt wzniesienia – leśna droga jest tu doskonale widoczna i wygodna, a ostatecznie łączy się z niebieskim szlakiem. Po własnych śladach kontynuujemy wędrówkę aż do skrzyżowania szlaków w okolicach Łopuszy Wschodnich, a następnie dalej niebieskim szlakiem aż do Rajbrotu.

Łącznie całość wyprawy zajmuje nam niecałe 4 godziny, przy naprawdę niewielkim, jak na Beskid Wyspowy, wzniosie i zmęczeniu. Jeśli więc obawiacie się chodzenia po górach, to gorąco polecamy tą trasę. Cisza, piękna przyroda i cieszące oko widoki - czyż to nie wszystko, czego potrzeba górskiemu wędrowcowi?

🗺️ Mapa: https://mapa-turystyczna.pl/route/1m7oo
📐 Długość trasy (wg mapy): 15,9 km
😰 Suma podejść (wg mapy): 485 m
🕓 Szacowany czas (wg mapy): 5 g 0 min
🚶 Nasz czas przejścia: 3 g 55 min
🏅 Pkt. GOT: 17

Obserwuj Góry Bez Kondycji aby otrzymywać więcej podobnych opisów!

Jeśli podobała Ci się nasza relacja, możesz zmotywować nas do pisania kolejnych, stawiając nam wirtualną kawę: https://buycoffee.to/gorybezkondycji lub subskrybować nas na Substacku: https://gorybezkondycji.substack.com.

Luboń Wielki to jeden z najpopularniejszych szczytów Beskidu Wyspowego. Tym razem odwiedzamy go alternatywną, nieco dłuż...
22/05/2026

Luboń Wielki to jeden z najpopularniejszych szczytów Beskidu Wyspowego. Tym razem odwiedzamy go alternatywną, nieco dłuższą trasą z Rabki-Zdrój. Bez tłumów, za to w zwiewnym wiosennym anturażu 🌼

Na początek kilka informacji podstawowych: trasa nie jest trudna, lecz nieco długa – przynajmniej jak na bezkondycyjne standardy 😀 Warto więc zaplanować sobie na nią nieco więcej czasu – idealnie 6-7 godzin – tak, by rozłożyć wysiłek i uniknąć walki z własnymi mięśniami na finiszu 😅

Za początek i zarazem koniec pętelki posłuży nam parking niedaleko kościoła św. Marii Magdaleny w Rabce-Zdroju. To tędy, przez centrum Rabki przechodzi znany pewnie każdemu górskiemu turyście Główny Szlak Beskidzki, którym będziemy poruszać się na początku wędrówki. Prowadzi on nieco okrężnie, niecierpliwi mogą więc skrócić sobie drogę przechodząc wąskim chodnikiem po lewej stronie fary. Po przejściu przez mostek na Rabie skręcamy w prawo i podążamy lokalnymi drogami za oznakowaniem szlaku. Po pokonaniu pierwszego, krótkiego lecz dość intensywnego asfaltowego podejścia wychodzimy na otwartą przestrzeń na stokach Zbójeckiej Góry. Roztacza się stąd szeroki widok na pasmo Lubonia, Ćwilin, Mogielicę oraz Gorce.

Szlak prowadzi nas dalej łagodnie pod górę, aż do rozległej łąki ze wspaniałym widokiem na Babią Górę i pasmo Policy. Stąd odchodzi czarny szlak dojściowy do Krzeszowa, po którym będziemy dalej wędrować. Jego początkowy odcinek jest mocno nieoczywisty, co jednak nie ma większego znaczenia, bowiem i tak na sam szczyt Zbójeckiej Góry trzeba dostać się “na azymut” – szlak przechodzi pod szczytem. Na podejściu otwierają się nam pierwsze widoki w kierunku Tatr.

Na Zbójecką Górę (643 m n.p.m.) docieramy po około 45 minutach od startu. Szczyt wlicza się do Korony Beskidu Myślenickiego. Trzeba przyznać, że miejsce ma swój czar, zwłaszcza dzięki kwitnącym wczesną wiosną krzewom tarniny i czeremchy, które pięknie kontrastują z młodą zielenią.

Z ciężkim sercem żegnamy te widoki i kierujemy się na wschód, tak by dotrzeć do znakowanej ścieżki. Zejście w kierunku Skomielnej zawiera bardzo stromy odcinek, na którym trzeba zwiększyć czujność. Po dotarciu do DK28 skręcamy w lewo i kolejne 2 kilometry poruszamy się chodnikiem wzdłuż szosy. Jest to zdecydowanie najnudniejszy odcinek na całej trasie. Ważne, by z tej nudy nie przeoczyć rozejścia szlaków! Pomoże nam w tym przydrożny krzyż – tu właśnie odbijamy w prawo na zielony szlak spacerowy prowadzący ze Skomielnej Białej do Tenczyna. Rozpoczynamy teraz właściwe podejście na grzbiet Lubonia: do pokonania jest nieco ponad 300 m podejścia na dystansie 3 km. Początkowy odcinek wśród zabudowań jest mało ciekawy, dopiero po dotarciu do granicy lasu otwierają się nam panoramy w kierunku południowym. To dobre miejsce na krótką przerwę, by zaczerpnąć sił przed najbardziej męczącym fragmentem tego podejścia (lecz nie tego dnia, o czym niedługo 😀).

Do skrzyżowania szlaków na grzbiecie masywu docieramy po prawie 2,5-godzinnej wędrówce. Tu obieramy kierunek ku szczytowi Lubonia Wielkiego, do którego zaprowadzi nas długodystansowy szlak Brzeźnica - Kacwin. Mimo zmęczenia po podejściu, warto odłożyć odpoczynek i przejść jeszcze dosłownie 20 minut do Polany Surówki (Krzysie), która idealnie nadaje się na postój i uzupełnienie energii i płynów. Widok z tego miejsca jest swoistą nagrodą za trudy marszu 😍

Po krótkim odpoczynku żegnamy się z widokami i kontynuujemy wędrówkę niebieskim szlakiem. Mijamy miejsce katastrofy śmigłowca Mi-2. Ta przyjemna, spacerowa część trasy, bez większych przewyższeń, zajmie nam około pół godziny. Żebyśmy jednak nie zapomnieli, że jesteśmy w Beskidzie Wyspowym, ostatnie pół kilometra przed szczytem to konkretne, bardzo strome podejście, z którym walczymy już resztkami sił 😰

Ostatecznie pokonujemy finałowego bossa i z czasem 3 godzin i 20 minut zdobywamy Luboń Wielki (1022 m n.p.m.). A osiągnięcie to nie byle jakie, bo jest to najwyższy szczyt w Koronie Beskidu Myślenickiego i szósty najwyższy szczyt w Koronie Beskidu Wyspowego. Tu też rozpoczyna się (lub kończy) Mały Szlak Beskidzki. Popularności miejscu dodaje schronisko, jedno z nielicznych w Beskidzie Wyspowym, o charakterystycznym wyglądzie chatki Baby Jagi. Z tarasu widokowego rozciąga się panorama w kierunku północnym na Szczebel, ukryte za nim pasmo Lubomira i Łysiny, Ciecień oraz niemal całkowicie już zasłonięte drzewami Lubogoszcz, Śnieżnicę i Ćwilin. Niestety z roku na rok roślinność coraz bardziej ogranicza widok 🙁

Wypoczęci i zapieczątkowani wyruszamy w drogę powrotną – ta, według tabliczki, zajmie nam nieco ponad 2 godziny. Prowadzi nas zielony szlak dojściowy, który na Luboniu rozpoczyna swój bieg. Trasa przebiega całkowicie zalesionym południowym stokiem góry. Miejscami trzeba uważać, by nie zgubić znaków i nie zboczyć w jedną z leśnych odnóg. Przy dolnej granicy lasu łapiemy jeszcze ostatni widok na Gorce. Znajduje się tu też ciekawa, ludowa kapliczka ku czci Chrystusa Króla.

Kolejny etap wędrówki przebiega już wśród zabudowań Rabki-Zarytego. Drugi raz w tym dniu docieramy do DK28 i kierujemy się tym razem w prawo. Na szczęście ten odcinek przy szosie jest dużo krótszy – szlak skręca w lewo i prowadzi nas łęgiem wzdłuż doliny Raby. Po przekroczeniu mostu na rzece wchodzimy w teren miejski. Stąd do przejścia pozostaje już nieco ponad kilometr. Na skrzyżowaniu ulic Kasprowicza i Jana Pawła II żegnamy się z zielonym szlakiem i kierujemy się ku dobrze widocznej wieży kościoła, skąd rozpoczynaliśmy naszą wyprawę.

Trasa na Luboń Wielki z Rabki-Zdrój to łącznie niebagatelne 21,5 kilometra i ponad 5 godzin marszu. Ma jednak zasadnicze zalety – nie jest aż tak popularna jak znacznie krótsze podejścia z Rabki-Zarytego oraz obfituje w malownicze pejzaże i szerokie panoramy. Jeśli macie więc ochotę zmęczyć nieco nogi – zdecydowanie ją polecamy!

🗺️ Mapa: https://mapa-turystyczna.pl/route/1yy58
📐 Długość trasy (wg mapy): 21,1 km
😰 Suma podejść (wg mapy): 744 m
🕓 Szacowany czas (wg mapy): 6 g 30 min
🚶 Nasz czas przejścia: 5 g 15 min
🏅 Pkt. GOT: 28

Obserwuj Góry Bez Kondycji aby otrzymywać więcej podobnych opisów!

Jeśli podobała Ci się nasza relacja, możesz zmotywować nas do pisania kolejnych, stawiając nam wirtualną kawę: https://buycoffee.to/gorybezkondycji lub subskrybować nas na Substacku: https://gorybezkondycji.substack.com.

Jak zaczynać nowy sezon, to najlepiej z przytupem! Przedstawicielstwo Gór Bez Kondycji wybrało się i zdecydowanie poleca...
09/05/2026

Jak zaczynać nowy sezon, to najlepiej z przytupem! Przedstawicielstwo Gór Bez Kondycji wybrało się i zdecydowanie poleca trasę – klasyk z małym twistem. Zapraszamy na relację z wejścia na Turbacz z Długiej Polany.

Końcówka kwietnia to świetny moment na wyprawę i podziwianie budzącej się przyrody. A jeśli jeszcze trafi się w idealne okienko pogodowe, piękno gór potrafi naprawdę zachwycić. Czasem wychodząc na szlak wydaje się, że z widoków nici, lecz górska pogoda jest zmienna, a wtedy warto dać się ponieść magii chwili! I tak właśnie było tym razem: jadąc “Zakopianką” w kierunku Nowego Targu próżno było szukać zwyczajowych widoków na Tatry. Góry były szczelnie zasłonięte przez chmury, a okolicę okrywała mgła. Plan oryginalny zakładał więc łagodne rozpoczęcie bezkondycyjnego sezonu: 11-kilometrowy spacer zielonym szlakiem do polany Długie Młaki i zejście żółtym przez Bukowinę Miejską.

Auto zatrzymujemy na jednym z parkingów koło ośrodka narciarskiego Długa Polana w Nowym Targu – Oleksówkach. Jest to jeden z popularnych punktów startowych na Turbacz (choć czas 1 g 45 min według tabliczki to chyba dla biegaczy 😅), jeśli więc ktoś liczy na samotność na szlaku, to raczej nie w tym wypadku. Asfaltowy odcinek na wstęp jest krótki – zielony szlak skręca w prawo i prowadzi nas ku pierwszemu podejściu. Początkowo jest ono lekko strome i raczej nie warto go atakować zbyt ostro, bo przy nierozgrzanych mięśniach łatwo o szybkie zmęczenie. Po mozolnych pierwszych 100 metrach wzniosu dalsza wędrówka jest już znacznie łatwiejsza i przyjemniejsza. Pomijając milczeniem irytującą miejscami komerchę, cieszymy oczy młodą zielenią i wyłapujemy przebłyski kolorytu podhalańskiej kultury. Po około godzinie marszu docieramy do Bukowiny Waksmundzkiej – szerokiej hali, z której rozpościerają się pierwsze widoki w kierunku Tatr.

Po krótkim odpoczynku kontynuujemy wędrówkę zielonym szlakiem, do którego niedługo dołącza także czarny szlak z Ostrowska i niebieski z Łopusznej. W tym miejscu można też napotkać pierwsze oznaki górskiej wiosny – głównie krokusy, ale też zawilce czy kwitnący na żółto podbiał. Po kolejnych 30 minutach marszu docieramy do polany Długie Młaki – punktu docelowego? Lecz zachwycające widoki z tego miejsca i ten moment, gdy ustępujące mgły odsłaniają pełne piękno tatrzańskich grani sprawiają, że pada decyzja: ta wędrówka nie może się tu zakończyć!

Tym bardziej, że do Schroniska PTTK pod Turbaczem jest stąd jedynie 20 minut marszu. To oczywiście dobre miejsce na odpoczynek, regenerację oraz wbicie pamiątkowej pieczątki w książeczce GOT. Od schroniska można idąc w kierunku zachodnim szybko dotrzeć czerwonym szlakiem na Turbacz, my jednak polecamy inne rozwiązanie: gdy obejdziemy budynek z drugiej strony, mamy nie tylko okazję na podziwianie pięknych widoków w kierunku Hali Długiej (z Mogielicą, Kudłoniem i Modynią na drugim planie), ale też możemy wejść na niebieski szlak w kierunku Czoła Turbacza i malowniczej Hali Turbacz. Docieramy tam w dosłownie kilka minut, choć uwaga – po północnej stronie o tej porze roku wciąż zalega sporo śniegu! Widoki z tego miejsca usatysfakcjonują każdego łowcę panoram: wspaniale prezentują się tu szczyty Beskidu Wyspowego: Luboń Wielki, Szczebel i Ćwilin, mamy też piękny, unikatowy widok na Gorc. A wszystko to w otoczeniu łąk krokusów!

Kiedy wreszcie udaje się podnieść z ziemi opadniętą szczękę i zmusić się do opuszczenia tych pięknych przestrzeni, kierujemy się krótkim, bezszlakowym odcinkiem na zachód, by spotkać prowadzący od Starych Wierchów czerwono znakowany Główny Szlak Beskidzki. Doprowadza on nas na szczyt Turbacza (1310 m n.p.m.). Dotarcie tu zajmuje nam łącznie niecałe 3 godziny. Nieco poniżej szczytu robimy dłuższy odpoczynek przed czekającym nas powrotem, ciesząc się przy okazji kolejnymi widokami na Tatry.

Zejście można kontynuować czerwonym szlakiem przez schronisko, my jednak decydujemy się na alternatywę w postaci bezszlakowego zejścia bezpośrednio z Turbacza ku Długim Młakom. Jest tam świeżo wyglądająca przecinka, która dodatkowo daje nieograniczone, panoramiczne widoki na całe pasmo Tatr oraz w kierunku Beskidu Sądeckiego.

Z Długich Młak obieramy żółty szlak w kierunku Nowego Targu - Kowańca. Mijamy kaplicę Matki Boskiej Królowej Gorców na Rusnakowej Polanie i kierujemy się ku Bukowinie Miejskiej. Wędrówka jest przyjemna, to charakterystyczny gorczański grzbiet: długi i o niewielkiej różnicy wzniesień. Po niecałej godzinie zejścia docieramy do odejścia szlaku czarnego, skąd kontynuujemy właściwe już zejście szlakiem żółtym. Aby dotrzeć na parking bez nadkładania drogi, musimy odbić w okolicy Polany Dziubasówki w lewo na nieznakowaną ścieżkę. Doprowadza ona nas tuż nad parking, niestety już bez bezpośredniego zejścia. Ostatni odcinek to dzika wolna amerykanka, ostatecznie jednak udaje się dotrzeć do punktu wyjścia i domknąć pętelkę.

Cała wyprawa zamyka się w niecałych 16 kilometrach i 4,5 godzinach. Cóż, trochę więcej niż zakładał plan na łagodne rozpoczęcie sezonu, ale czy można było oprzeć się pokusie wykorzystania tak pięknej pogody i okoliczności do maksimum? Oczywiście zachęcamy Was do przemierzania pięknych gorczańskich szlaków i polecamy trasę całym sercem. Jeszcze bardziej jednak zachęcamy do łapania chwili i choćby niewielkiej spontaniczności (w granicach możliwości fizycznych), która potrafi dostarczyć niezapomnianych wrażeń i wspomnień!

🗺️ Mapa: https://mapa-turystyczna.pl/route/1rhxh
📐 Długość trasy (wg mapy): 15,5 km
😰 Suma podejść (wg mapy): 735 m
🕓 Szacowany czas (wg mapy): 5 g 0 min
🚶 Nasz czas przejścia: 4 g 30 min
🏅 Pkt. GOT: 23

Obserwuj Góry Bez Kondycji aby otrzymywać więcej podobnych opisów!

Jeśli podobała Ci się nasza relacja, możesz zmotywować nas do pisania kolejnych, stawiając nam wirtualną kawę: https://buycoffee.to/gorybezkondycji lub subskrybować nas na Substacku: https://gorybezkondycji.substack.com.

Pobieliło pół godzinki, i od razu zrobiło się bajkowo 😍W drodze na Łysinę z Przełęczy Suchej, Beskid Makowski, 3.01.2026...
03/01/2026

Pobieliło pół godzinki, i od razu zrobiło się bajkowo 😍
W drodze na Łysinę z Przełęczy Suchej, Beskid Makowski, 3.01.2026.

Relacja wkrótce, mamy jeszcze kilka tras wcześniejszych do opisania!

Adres

Wisniowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Góry bez kondycji umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skróty

Udostępnij