31/08/2026
NICEA 2026
To w jaki sposób odbieramy zwiedzany kraj lub miasto, paradoksalnie, najmniej zależy od obiektywnej liczby zabytków i atrakcji tego miejsca. Na nasz odbiór wpływ mają przede wszystkim problemy z transportem, spotkani oszuści, jakość i cena hoteli, pogoda… Właśnie dlatego spodobał mi się np. Luksemburg, a Nicea – nie. W Luksemburgu bowiem pogoda dopisała, mieszkałem w dobrym hotelu, a w Nicei płaciłem za wszystko sam, mieszkałem w dosyć obskurnym i cholernie drogim (118 euro za noc!) hoteliku „Trocadero” przy dworcu kolejowym, w dzielnicy zdominowanej przez Arabów i Chińczyków, gdy ruszyłem zwiedzać miasto rozszalała się burza, a dodatkowo, jak już miałem lecieć do Paryża, okazało się, że nigdzie nie polecę.
Najpierw EasyJet powiadomił, że zmienił samolot na mniejszy i szuka ochotników, którzy za 300 euro zrezygnują z lotu. Nawet się zastanawiałem, żeby wziąć tę ofertę, ale postanowiłem, że bardziej mi zależy na szybkim spotkaniu z rodziną (z tego m.in. powodu wybrałem lot do Paryża, a nie pociąg TGV; zresztą ceny biletów były identyczne). Gdy już dojechałem na lotnisko, EasyJet przysłał SMSa, że lot… odwołano. Dowiedziałem się też, że mam radzić sobie sam, bo nie mają żadnych wolnych miejsc na innych swoich lotach do Paryża ani dziś, ani jutro, ani pojutrze.
Biję się w pierś – niepotrzebnie spanikowałem i kupiłem lot kolejnymi tanimi liniami Transavia, który miał się odbyć za trzy godziny. Już nie za 80 tylko 300 euro! Gdy jednak spróbowałem odprawić się online, okazało się, że na pokładzie nie ma wolnych miejsc. Moje nastroje jeszcze bardziej się pogorszyły, ale postanowiłem czekać na odprawę lotniskową i spróbować być pierwszym przy okienku (a nuż znajdzie się dla mnie wolny fotel!). Po godzinie jednak terminal 2, na którym czekałem, ewakuowano… z powodu alarmu bombowego! Gdy już wszystko wróciłem do normy, stałem w kolejce do okienka jako… przedostatni. Long story shortly – kartę pokładową dostałem, ale Transavia ogłosiła, że z przyczyn technicznych lot się opóźnia o godzinę. Po godzinie - że się opóźnia o kolejną godzinę. Ostatecznie do Paryża trafiłem, ale nie, Nicea mi się nie spodobała, choć ją zwiedziłem dosyć pobieżnie 😊
Prognoza pogody zapowiadała deszcz i burze, więc ruszyłem na miasto wcześnie rano, przed ósmą jeszcze. Szeroką Avenue Jean Medecin do pięknego Placu Massena. Po zwiedzeniu tego miejsca - na wschód Promenadą Paillon, pod którą płynie rzeka o tej samej nazwie. Po lewej piękny park z fontannami, po prawej rząd kamienic szczelnie zasłaniających Stare Miasto. Tą drogą miałem zamiar dojść do Placu Garibaldiego, kolejnego ważnego miejsca na mapie miasta. Jednak zaczął padać coraz bardziej upierdliwy deszcz, więc w połowie drogi skręciłem w prawo i wszedłem na Stare Miasto, główny punkt mojej wycieczki.
W Starej Nicei można łatwo zabłądzić w gąszczu wąskich uliczek wypełnionych restauracjami, kwiaciarniami, sklepikami i galeriami lokalnych artystów, ale tylko idąc tam, gdzie „nogi niosą” czujesz klimat tego miejsca. Trafiłem pod Katedrę, następnie na plac Sprawiedliwości, minąłem Operę i kilka zabytkowych kościołów. Lało już jak z wiadra (lub cebra; kto jak woli😊). Przemoczony do ostatniej suchej nitki, z wodą chlupiącą w butach, musiałem zdecydować, czy teraz iść na Wzgórze Zamkowe w Nicei (na którym nie ma zamku!) czy jednak od razu się udać na spacer słynną Promenadą Anglików. Sił już raczej mało, więc idę na promenadę. I deszcz się kończy! Znów jest ciepło i słonecznie, promenada błyszczy w Słońcu. Docieram przed Pomnik Stulecia z rzeźbą Nike na wysokim cokole i idę nabrzeżem aż do hotelu le Negresco. Zauważam, że na horyzoncie znów się kłębią czarne deszczowe chmury, więc wracam na plac Massena. Robią ostatnie fotki i biegnę do hotelu, żeby wysuszyć ubrania i buty suszarka do włosów, za nim się skończy doba hotelowa 😊