Wolny Wybieg

Wolny Wybieg Opowiadam historie Stambułu, Turcji i innych miejsc, które mają to coś. Znajdziesz tu to, o czym nie piszą przewodniki ani popularne książki.

Historyk w terenie — tropię, wygrzebuję (jak kura ziarno 🐓) wszystko, co pozwala poczuć klimat i ducha miejsca.

Za oknem słońce przypomina, że sezon na komary tuż, tuż. Nie wiem jak wy, ale ja mam zawsze duży problem. Darzą mnie ci ...
14/03/2026

Za oknem słońce przypomina, że sezon na komary tuż, tuż. Nie wiem jak wy, ale ja mam zawsze duży problem. Darzą mnie ci krwiopijcy uczuciem szczerym, żarłocznym i nieodwzajemnionym. Zastanawiałam się, jak dawno, dawno temu w epoce przed kremami i sprayami radzono sobie w tej kwestii.

Okazuje sie, że w starożytnej Antiochii „skutecznie”. Kronika Malalasa wspomina, że miasto odwiedził Apolonios z Tiany, słynny w tamtym czasie „pogański święty”, mag, wytwórca talizmanów. W swoich fachowych praktykach, wykorzystywał kolumny jako „nadajniki mocy”. Rzecz była bardzo prosta. „Specjalista od pomniejszych nieszczęść”, jakim był Apolonis, sporządzał figurkę z brązu. W zależności od zapotrzebowania, mógł to być komar, skorpion albo inny szkodnik. Figurkę następnie zakopywał a nad zakopanym talizmanem ustawiał małą kolumnę. Komary, skorpiony i inne nieszczęścia znikały i przeważnie nie dręczyły już więcej okolicznej ludności. Jednak gdyby, kolumna uległa zniszczeniu, czy to przez uderzenie pioruna, czy w pożarze, na to już Apolonios nie mógł nic poradzić. Siła wyższa, a jej wyrokom można się było tylko podporządkować.

Czekam teraz, aż nad polskim morzem na straganach pojawią się małe plastikowe zestawy do radzenia sobie z plagami komarów, dzików w mieście, a może i na niektórych polityków ta procedura by też zadziałała? Jako potencjalny producent, na wszelki wypadek przygotowałabym dwa zestawy:).

28/02/2026

Najpiękniejszy punkt widokowy w Stambule? Czy tak jak dla mnie, jest nim i dla was Pierre Loti Hill?

➡️ Dla tych, którzy jeszcze nie wiedzą, a chcą się przekonać, zajawka widoku i instrukcja dojazdu.

OPCJA Z OKOLIC MOSTU GALATA

🚇Tramwaj T5 do stacji Eyüpsultan Teleferik
tam należy się przesiać na 🚠 kolejkę linową, do której dojdziecie ulicą Babalan Yolu,
stamtąd już prosto do zachwytu na wzgorze Pierr Loti.

🚍Autobus 99A
Poczatek trasy to stacja autobusowa położona nieco dalej za Mostem Galata (Eminönü).
Należy wysiąść na przystanku Eyüpsultan, następnie przejść spacerem przez centrum starej dzielnicy Eyüp, można zahaczyć o meczet Sułtan Eyüp, i od drugiej strony, niż w poprzednim przypadku, dojść ulicą Balaban Yolu do stacji kolejki🚠

Z OKOLIC BAYOĞLU, KARAKÖY, KADIKÖY, ÜSKÜDAR, BEŞIKTAŞ
Jest to przy okazji opcja najbardziej atrakcyjna widokowo. ⛴️Promem z wyżej wymienionych stacji docieramy do stacji Eyüp Iskelesi.

Dalsza procedura jest podobna jak wcześniej, i w tym przypadku można dojść do stacji kolejki odwiedzając po drodze meczet Sułtan Eyüp.

🔥UWAGA!
Prom zatrzymuje się przy każdej ze stacji po wschodniej stronie Złotego Rogu, z wyjątkiem stacji Karaköy (Turyol). Na Karaköy, należy wsiadać na stacji po stronie Mostu Galata bliżej Bosforu.

I jeszcze nie byłabym sobą jakbym nie zostawiła ciasteczkowego śladu:). Ciastkarnia Mado, podawany tam triliçe, to po prostu niebo w gębie:).

🟥 Jak uciec z bizantyńskiego więzienia, a potem wymknąć się niemal spod nosa wołoskich strażników? Jak problemy jelitowe...
26/02/2026

🟥 Jak uciec z bizantyńskiego więzienia, a potem wymknąć się niemal spod nosa wołoskich strażników? Jak problemy jelitowe ratują życie, a brak litości… czasem działa najlepiej? Czyli czwarta, już i jeszcze nie ostatnia, część opowieści o andronikowych losach.

🟥 1164 rok. Dziewiąty rok niewoli, szósty rok oczekiwania. Na okazję, na przypadek, może na łaskę cesarskiego kuzyna – jakąkolwiek odmianę losu. Ile można czekać? Bez szkoleń, podręczników, tutoriali na YouTubie Andronik postanawia wreszcie sam stworzyć sobie okazję.

🟥 Udaje chorego. Chorobę zapewne przerabiał już w ciągu tych lat niewoli. Przydzielają mu do opieki chłopca, niemal dziecko, młodego cudzoziemca. Ponoć nie znał greki. A jednak Andronik znajduje sposób. Nakłania go do współpracy. Może coś obiecuje, a może grozi? Może używa swojego uroku? Na migi?

🟥 Czymkolwiek i jakkolwiek to było – zadziałało. Chłopak, na polecenie Andronika, robi odcisk w wosku klucza do bramy wieży. Przekazuje go Manuelowi, synowi Andronika. Ten dorabia klucz, który wraz z linkami i lnianymi sznurkami trafia do celi, przemycony w amforach z posiłkiem. „Bizantyńskie ciasteczko” z życzeniem oraz zestawem do jego spełnienia. Los znowu sprzyja Andronikowi. Na nieszczęście jego przyszłych ofiar.

🟥 Przy pomocy klucza wydostaje się z celi. Zamiast jednak uciekać, czeka, schowany dwa dni w wysokiej trawie. Następnie ze sznurków i dostępnych w okolicy szczebli – pewnie kawałków konarów, może drewna na opał – sporządza drabinę. Schodzi po murze między dwiema wieżami. Gdzie są w tym czasie strażnicy? Kroniki nie podają.

🟥 Na dole, przy morskich murach miasta, czeka już łódź. A w niej Chrysochoopolos – człowiek, który uratuje przyszłego tyrana. W okolicach Bukoleonu łódź przechwytują strażnicy. Andronik nie traci zimnej krwi. Odgrywa jeden z pierwszych udokumentowanych spektakli w swoim życiu. Udaje niewolnika, który zbiegł przed cierpieniami zadawanymi mu przez właściciela. Łamaną greką, przeplataną jakimś barbarzyńskim językiem, opowiada o karze, jaka go czeka, bo oto został złapany przez owego właściciela. Chrysochoopolos sprawnie wchodzi w tę rolę. Strażnicy kupują tę historię, pozwalają „panu” zabrać swoją „własność”. Nie zlitowali się nad Andronikiem, a jednak go uratowali.

🟥 Zanim ruszy dalej, wpada jeszcze do domu – jak wspomina kronikarz – by powitać ukochaną rodzinę. Czyżby nikomu nie przyszło do głowy, że będzie aż tak zuchwały?

🟥 Ucieka dalej. Rusza do Halicza, gdzie władzę sprawuje jego kuzyn. Po drodze łapią go jednak Wołosi i chcą odesłać do cesarza. Andronik wpada na kolejny genialny w swej prostocie pomysł. Udaje problemy jelitowe, przyzwyczaja strażników do tego, że musi się często zatrzymywać i iść za potrzebą. W trakcie jednej z takich przerw sporządza, przy pomocy kija, swojego płaszcza i kapelusza, prymitywną kukłę, która z daleka przypomina kucającego człowieka. Zanim strażnicy się zorientują, Andronik jest już poza ich zasięgiem.

🟥 Niektórzy nazwą to odysejską ucieczką Andronika. Może sam uwierzył w swoje nielimitowane szczęście i łaskę Boga? Że – jak to ujął Choniates, kronikarz tych wydarzeń – jak Syzyf raz po raz potrafi przechytrzyć śmierć?

➡️ Wy już wiecie, że do czasu.

🔴 Kto z nas nie szedł kiedyś do miasta, na miasto, jakby to miasto – Kielce, Włocławek, Kraków, Łódź, Szczecin czy Warsz...
23/02/2026

🔴 Kto z nas nie szedł kiedyś do miasta, na miasto, jakby to miasto – Kielce, Włocławek, Kraków, Łódź, Szczecin czy Warszawa – było jedynym miastem na świecie? Tak samo od wieków chodzili i Grecy. Do "tego Miasta". Pewnie jeszcze przed Konstantynem.

Greckie "eis ten polin" – fonetycznie „stinpoli” – czyli po prostu „do miasta”, padało zapewne częściej niż jego oficjalna nazwa.

Potem pod mury ściągnęli Turcy. Zrobili to, czego nie udało się nikomu przed nimi – wyłom. Wlali się do Miasta i już zostali. Zmienili bieg historii. Ale „stinpoli” zostało. Wraz z tymi Grekami, którzy mimo wszystko dalej chodzili do swojego Miasta.

Z czasem Turcy też zaczęli chodzić „do Miasta“ całkiem po grecku. Tyle, że z greckiego „stinpoli” zrobili "Stambol" a z czasem „Istanbul”. Tak jak z bizantyńskiego półksiężyca i gwiazdy narodowy symbol, z jemeńskiej kawy tę po turecku, czy z bizantyńskiego dworu, swój własny przepych. Przyjmowali cudze „dzieci“ jak swoje, nadawali im prarwa i czynili pełnoprawną częścią swojego dziedzictwa.

Konstantynopol – może i zdobyty w 1453 roku – pokonany został dopiero w 1930, kiedy zniknął z map i dokumentów. „Istanbul (not Constantinople)” – jeszcze niemal dwadzieścia lat później przypominał popularny przebój.

Nazwy nie umierają tak po prostu.

🟥 Ciepły wieczór spowijał równinę Pelagonii (dzisiejsza Macedonia). Po dniu pełnym administracyjnych obowiązków w podróż...
14/02/2026

🟥 Ciepły wieczór spowijał równinę Pelagonii (dzisiejsza Macedonia). Po dniu pełnym administracyjnych obowiązków w podróży, mobilny dwór Manuela I powoli oddawał się wieczornym przyjemnościom.

🟥 W jednym z namiotów Eudokia, młoda wdowa i bratanica cesarza, tonęła w przepastnych i ciepłych męskich ramionach. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że ramiona należały do Andronika, starszego sporo od niej kuzyna, ciotecznego brata jej ojca. Dodam — kuzyna żonatego w tym czasie. Jak na standardy Anno Domini 1155 kazirodztwo i zdrada małżeńska to mocna para w tali grzechów szczególnie przeklętych, zwłaszcza że popełniana między członkami rodziny, która miała być strażnikiem i gwarantem boskiego ładu na ziemi.

➡️ jest to trzecia część opowieści o awanturniku, cesarzu, jednej z bardziej fascynujących postaci w dziejach Bizancjum.

🟥 Andronik dobijał czterdziestki. Dorobił się już co prawda na dworze opinii awanturnika i uwodziciela. Miał jednak całe mnóstwo uroku, nieprzeciętną urodę, posturę godną cesarstwa, „mowę słodką jak miód” i zapewne spore zdolności do manipulowania otoczeniem. Czyli wszystko, co niezbędne, aby łagodzić skutki lęku, smutku i zawiści, których pokłady zalegały na samym dnie jego duszy — w dużej mierze odziedziczone po ojcu, ale już wkrótce, jak uran, wzbogacone do mocy spektakularnego wybuchu.

🟥 Były też zawsze przy nim kobiety. Kochały go nawet te, które zdradzał. Wszelkie przewinienia uchodziły mu jakoś do tej pory na sucho. Nawet fakt, że dopiero co spiskował przeciwko Manuelowi z królem Węgier. Zamiast oczu stracił jedynie tytuł. Najwyraźniej Manuel I Komnen także miał słabość do swojego kuzyna, a przy okazji kumpla od dziecięcej kołyski. Niektórzy wyliczają, że panowie urodzili się w tym samym roku (1118).

🟥 Jak mówi stara życiowa mądrość, fikać można do czasu. Co ciekawe, to nie knucie za plecami Manuela, a romans z kuzynką — 'Sodoma i Gomora", a do tego "tragedia grecka" — wyznaczyły granicę rodzinnej cierpliwości.

🟥 I tu rodzynek tego plotkarskiego odcinka: Manuel podzielał z Andronikiem te same skłonności. W tym czasie sypiał z siostrą Eudokii, a swoją bratanicą, no ale powiedzmy to wprost — co wolno cesarzowi, to nie tobie, drogi kuzynie. Jakby tego było mało, napominany przez rodzinę, Andronik wprost i bezczelnie na zarzuty odpowiadał, że bierze jedynie przykład ze swojego cesarskiego brata. Prawdziwie rodzinna atmosfera — na dworze cesarskim mogła kosztować nawet głowę.

🟥 Jak wiadomo, otoczenie, które na tak spektakularną pewność siebie nie może i nie chce sobie pozwolić, będzie próbowało pyszałka nauczyć pokory. Póki co, jak wspominał kronikarz, przewyższał Andronik swoich adwersarzy inteligencją i radził sobie z ich intrygami jak sprawna ludzka ręka z pajęczyną, czym zyskiwał coraz większą miłość Eudokii, kobiety sprytnej i „obdarzonej przenikliwością”.

🟥 Na tyle sprytnej, by w sytuacji zagrożenia najpierw skorzystać z walorów kochanka, a dopiero potem poinformować go o grożącym mu niebezpieczeństwie. Eudokia — uprzedzona zapewne przez kogoś z rodziny, już dobrze ogrzana w ciepłych ramionach — poinformowała ich właściciela o przygotowanej na niego pułapce.

🟥 Rozzłoszczeni brat Eudokii, Jan, i mąż jej siostry, Jan Kantakuzen, umówili się, że tym razem dorwą drania i ukatrupią przy wyjściu z namiotu. Eudokia proponuje Andronikowi kobiece przebranie swojej służki, inscenizuje nawet głośne polecenie, aby ta przyniosła dodatkowe lampy. Andronik, w obawie przed haniebną śmiercią w kobiecym przebraniu, chwyta po prostu za miecz, rozcina płachtę namiotu i przedziera się przez zasieki rodzinnego wkurwu.

🟥 Ratuje życie, ale nie wolność. Wkrótce zostaje pojmany i osadzony w więzieniu pod zarzutem spiskowania i kazirodztwa.

🟥 Choć, jak wspomina Choniates, zarzuty na Andronika spadały do ucha Manuela jak krople, które wydrążyły kanał w duszy cesarza i wkrótce odebrały mu gorącą sympatię, jaką miał do kuzyna. Podejrzewam, że to jej resztki uratowały Andronikowi nie tylko wzrok, ale i życie — nie pierwszy i jeszcze nie ostatni raz.

🟥 Tymczasem, przetrzymywany w wieży z wypalonej cegły, dojrzewał syn Izaaka Komnena do pierwszej spektakularnej ucieczki w swoim życiu. Trzy lata zajęło mu odnalezienie, jak to ujął Choniates, starożytnego, tajemnego przejścia. Może to był po prostu system kanalizacji prowadzący z toalety do podziemnych kanałów doprowadzających wodę? Tak czy siak, strażnicy, którzy wieczorem przynieśli mu strawę, nie znaleźli ani więźnia, ani żadnych śladów jego ucieczki. Zrozpaczeni drapali sobie twarze paznokciami — zapewne z obawy przed naganą, która w tamtych czasach pisana była raczej na plecach.

🟥 Rozesłano pościgi, wysłano zawiadomienia po całym Konstantynopolu, a nawet poinformowano prowincje. Do tej samej celi sprowadzono żonę Andronika, podejrzewając, że miała coś wspólnego z ucieczką męża. Znamy już skłonność Andronika do wypełniania wieczorów ciepłem kobiecej obecności. A że zamiast uciekać ukrył się po prostu w kanałach doprowadzających wodę do pałacu, całkiem sprytnie wpadał co wieczór przez kilka dni do małżonki z wizytą. W tych nietypowych okolicznościach spłodził kolejnego potomka.

🟥 Pomimo licznych zdrad pożycie z żoną miał ponoć całkiem udane. Kobieta ciężarna miała w Bizancjum status chroniony; są zatem i tacy, którzy widzą w działaniu Andronika próbę zadbania o bezpieczeństwo małżonki. Kto wie? Może to jeden z tych przebłysków, świetlistych zasobów andronikowej duszy? W każdym razie wszystko wskazuje na to, że wieczory spędzał w tym czasie o wiele przyjemniej niż dni.

🟥 Po opuszczeniu podziemi udało mu się przedostać w okolice Salonik, gdzie został jednak rozpoznany i ponownie uwięziony — na kolejne sześć lat.

🟥 Choniates opisuje go jako człowieka metodycznego w swoich działaniach, zdolnego wydostać się z najtrudniejszych sytuacji. I uda mu się to zaiste po raz kolejny.

Do następnego odcinka!

➡️ dla wolnowybiegowych sympatyków, chcących rzucić złotym ziarnem motywacji 😊🤩, link wsparcia w pierwszym komentarzu ⬇️

➡️ na zdjęciu rycina przedstawiająca przybycie uczestników II wyprawy krzyżowej do Konstantynopola w 1147 r.

🔴 Miał Andronik wyjątkowy talent do pakowania się w kłopoty. Całe jego życie to odgrywanie tego samego cyklu – wpadania ...
10/02/2026

🔴 Miał Andronik wyjątkowy talent do pakowania się w kłopoty. Całe jego życie to odgrywanie tego samego cyklu – wpadania w nie i wydobywania się z nich „jakimś cudem”. Wychodziło mu to zresztą znakomicie.

➡️ Czyli II część historii Andronika I Komnena. A że opowieść ta jest dość długa, poświęćcie jej nieco czasu i płynów. Najlepiej jakąś herbatkę z miodem, kardamonem i cynamonem – ponoć to smaki bliskie czasowi i dworowi, o których będziecie czytać.

W 1143 r., podczas polowania, młody Andronik zostaje porwany przez Turków. Powraca, ale tego powrotu do cudów zaliczyć jeszcze nie należy – raczej do rozgoryczenia, które zostanie z nim do końca życia. Jego kuzyn i ówcześnie panujący cesarz Manuel I (od 1143 r.) nie wpłacił za niego okupu! Czyżby Andronik był aż tak mało znaczącym członkiem rodu Komnenów? Czy człowiek, z którym spędził dzieciństwo i młodość, tak bardzo nic dla niego nie znaczył? Tego wstydu i rozczarowania miał Andronik nie wybaczyć kuzynowi już nigdy.

Tu warto zrobić mały przystanek, aby przyjrzeć się Komnenom – układom i emocjom byzującym pod oznakami rodowej władzy i statusu. Manuel i Andronik byli bardzo bliskimi kuzynami, synami rodzonych braci Jana II i Izaaka Komnenów. Ojciec Andronika, błyskotliwy i inteligentny, a do tego ambitny i szalenie przystojny, został odsunięty od tronu na rzecz starszego brata Jana. Miała w tym udział także ich matka, która oceniła starszego spośród swoich potomków jako bardziej emocjonalnie zdatnego do sprawowania władzy.

Trudno być lepszym od Kaina i – bez zadry w sercu – przyjąć takie wyroki, już nie tylko ojcowskie, lecz także wsparte mocą matczynej oceny. Szczególnie, gdy samemu nie jest się ponoć zanadto emocjonalnie zrównoważonym. Wstyd odrzucenia to trucizna, która wprowadza w emocjonalny krwioobieg potrzebę nieustannego udowadniania swojej wartości. W gorszych wariantach – chęć rewanżu i odwzajemnienia, o którego rozmiarach decyduje nie krzywda zadana, lecz to, z czym w swoim wewnętrznym świecie musi zmierzyć się sam pokrzywdzony. A to z każdym niepowodzeniem i upokorzeniem staje się trudniejsze do ogarnięcia.

Andronikowi na razie rosną odziedziczone po ojcu mleczaki zawodu. Szczególnie niebezpieczne w systemie, w którym nie było utrwalonego zwyczaju przekazywania władzy starszemu z braci, w którym każdy z nich do pewnego momentu mógł mieć nadzieję.

Co gorsza, nie było także zwyczaju potępiania prób przejęcia władzy na drodze przemocy. Uważano, że jeśli coś się komuś udaje, to taka jest wola Boża i niech wygra ten, któremu ona sprzyja. Prototyp Sądu Bożego, który Bizancjum uznawało za pełnoprawny sposób dopuszczania kolejnych kandydatów do władzy — na długo zanim inkwizycja uczyniła z niego system dowodowy w swoich procesach. Prosta droga do dynastycznych przepychanek i, kto wie, być może jedna z tych w prostej linii prowadzących Bizancjum do upadku.

Wróćmy do Izaaka Komnena. Postanowił szukać swojej szansy na przejęcie władzy, skorzystać z owej „kainowej furtki” w systemie. W 1130 roku wraz ze starszym synem Janem przeszedł na stronę Seldżuków i przez dziewięć lat gnębił Bizancjum najazdami. Wyobrażacie sobie, jak czuł się nastolatek Andronik (między ok. 12–21 lat)? Chłopak, którego ojciec zostawia w okresie dorastania i który trafia pod opiekę rodziny, przeciwko której się zbuntował?

"Zęby" niewątpliwie dobrze się zakorzeniają.

Jan II najwyraźniej nie wykorzystuje chłopaka, by naciskać brata. Może dlatego, że sam ma syna w jego wieku, Manuela, i chłopcy wychowywali się razem od urodzenia. Inna rzecz – nie wyobrażam sobie, aby w najbliższym otoczeniu Andronika nie pojawili się jacyś „życzliwi” wujkowie i ciotki, czy choćby wysoko postawieni dostojnicy, którzy od czasu do czasu nie wyładowali swoich emocji skierowanych do ojca na dziecku, które było pod ręką.

Sam Jan II najwyraźniej miał niewyczerpane pokłady cierpliwości dla brata. Kiedy Izaak wraz z synem, po dziewięciu latach nieudanych prób podgryzania panującego władcy, wraca i prosi go o wybaczenie, Jan II – zamiast, co byłoby zgodne z panującym w Bizancjum obyczajem, oslepić i uwięzić brata – spełnia jego prośbę i przyjmuje z powrotem w 1139 roku. Jego bratanek i imiennik, Jan, syn Izaaka, nie wytrzymuje jednak długo w rodzinnym układzie, który oprócz łaski niesie w pakiecie wymóg posłuszeństwa. Już dwa lata później wraca do Turków i przyjmuje islam – w poszukiwaniu życia bez komnenowych obciążeń.

I tu czas wskoczyć z powrotem w główny nurt opowieści. W czasie, gdy Andronik trafia do tureckiej niewoli, Jan jego brat jest już wśród nich ważną figurą. Można więc Manuel uznał, że kuzyn ma wystarczające wsparcie ze strony własnego rodzonego brata? Mogę nawet zrozumieć, gdyby pomyślał, że porwanie było jedynie grubymi nićmi szytą próbą wyłudzenia pieniędzy. Co w rodzie cesarskim nie było niczym wyjątkowym.

Andronik poczuł się urażony – kolejnym odrzuceniem czy zdemaskowaniem, tego się nie dowiemy. A że odziedziczył po ojcu buntowniczy charakter, urodę, inteligencję i ambicję, pójdzie już wkrótce w jego ślady. I to będzie prawdziwy początek jego kłopotów.

Gdy tylko przyjdzie odpowiedni moment, krwawo ukąsi Andronik swoimi wyhodowanymi na wstydzie, krzywdzie, niepowodzeniach i lęku zębami całe Imperium.

To be continued:)

➡️ na zdjęciu miniatura przedstawiająca Jana II Komnena polującego na dzika.

➡️ dla tych którzy oprócz chcieliby wesprzeć Wolny Wybieg złotym ziarnem motywacji link jak zwykle w komentarzu⬇️

🟥 Uwodziciel i kochanek. Bohater i tyran. Charyzmatyczny sadysta.🟥 Człowiek, którego Bizancjum nienawidziło i podziwiało...
04/02/2026

🟥 Uwodziciel i kochanek. Bohater i tyran. Charyzmatyczny sadysta.

🟥 Człowiek, którego Bizancjum nienawidziło i podziwiało zarazem. Nie potrafiło oderwać od niego wzroku. A z jego śmierci — 12 września 1185 roku — uczyniło brutalne widowisko. I choć tłum domagał się krwi, byli wśród widzów tego spektaklu także i tacy, którzy płakali.

🟥 Jedna z najbardziej intrygujących postaci bizantyńskiej historii. Niezależnie od tego, kto opisywał jego życie, robił to z niesmakiem, wielu z nich nie potrafiło jednak ukryć fascynacji. Mnie ta przypadłość również nie ominęła.

🟥 Nie tak znowu krótka historia Andronika I Komnena — jednego z najbardziej brutalnych i fascynujących awanturników w dziejach Bizancjum. Dla tych, którzy planują spacer po Stambule: historia ta to opowieść na marginesie tras przez plac Sultanahmet, Park Gülhane czy rejsy stambulskimi promami.

🟥 Zacznę tę opowieść po hollywoodzku. Jest rok 1185, parę dni przed feralnym dla Andronika 12 września. Tam, gdzie Europa styka się z Azją, przez wody Bosforu i Morza Marmara, które w tym miejscu zlewają się w jedno, płynie żałobna pieśń. W oddali majaczą zarysy obronnych murów Konstantynopola. Męski głos wyśpiewuje chwałę rodu Komnenów. To Andronik I Komnen, jeszcze wczoraj cesarz i tyran, dzisiaj więzień. Skrępowany, upokorzony, powalony na dnie jednej z dwóch płynących jedna za drugą łodzi. Wyśpiewuje żałobną pieśń sam nad sobą. Wtórują mu dwa żeńskie głosy. Jeden należy do niespełna czternastoletniej żony Andronika, drugi do znacznie od niej starszej kochanki.

🟥 Obie zabrał ze sobą, próbując wydostać się z miasta objętego gorączką buntu. I sztuczka ta, być może by mu się udała, gdyby nie zwodnicze prądy Bosforu i niekorzystne wiatry, które zamiast pchnąć łódź w stronę Morza Czarnego, zawróciły uciekinierów w kierunku Konstantynopola — wprost pod wiosła żądnych zemsty buntowników. Niektórzy twierdzili, że to sam Bosfor wymierzył surową karę za zbrodnie, których Andronik dopuścił się także na członkach własnej rodziny.

🟥 Karma, jak się okazuje, także „zawraca“.

🟥 W nieustającej rozgrywce z losem, nie po raz pierwszy, wyciągnął Andronik pechową kartę. Przez sześćdziesiąt pięć lat swojego życia stał się w tych niefortunnych rozgrywkach wytrawnym graczem. Ostatecznie zawsze spadał niczym kot na cztery łapy. Opisujący kilkadziesiąt lat później jego życie Niketas Choniates widział w nim nowego Syzyfa, kogoś, kto raz po raz potrafił przechytrzyć śmierć. Nie jestem pewna, czy lamentując nad sobą po raz kolejny odgrywał spektakl, którym próbował ograć przeznaczenie, czy może jednak czuł nieuchronność swego losu?

🟥 Podobno już wcześniej planował swój pochówek w kościele Czterdziestu Męczenników. Miała się tam znajdować szczególnie czczona przez lud Konstantynopola i samego Andronika ikona św. Pawła. Niedługo przed tragicznym końcem cesarza, z oczu ikony zaczęły spływać łzy. Nawet osuszane nie przestawały płynąć. Andronik miał odczytać to jako znak swojego rychłego końca. Czy jest to tylko część narracji Niketasa, dopisana już po fakcie, czy miejska legenda, opowieść ludu, który potrzebował znaków z nieba i sensu, czy może jednak prawda, choćby lekko przeinaczona — tego już się nie dowiemy.

➡️ kolejna odsłona losów okrutnego Andronika już wkrótce, zaglądaj, polub, zaobserwuj, aby nie przegapić 👍.

💲 dla wszystkich, którzy pragną sypnąć "wolnowybiegowym kurom" złotym ziarnem wsparcia i motywacji, link dobroczynny znajdziecie w pierwszym komentarzu ☕️.

🟥 Trafiłam właśnie z deszczu pod zaspę. A że po drodze wpadłam na imprezkę z niemieckimi przyśpiewkami o "celu", postano...
01/02/2026

🟥 Trafiłam właśnie z deszczu pod zaspę. A że po drodze wpadłam na imprezkę z niemieckimi przyśpiewkami o "celu", postanowiłam dla poprawy nastroju przetestować moje prezenciki ze Stambułu.

🟥 Na pierwsze parzenie poszła Kurukahveci. Możecie ją kupić zaraz przy stacji metra Sirkeci albo przy Beta Yeni Han. To tam młodzieńcy uwijają się jak w ukropie i pakują to cudo w małe torebeczki.

🟥 Kawa i stambulska czekolada w jednym. Teraz mogę wracać do rzeczywistości! 😶‍🌫️

🚶🚶‍♀️🚶🚶‍♀️🚶Już rozumiem te kolejki! Pycha! ☕️

30/01/2026

Jak ktoś się tak dziwi jak Kasia Bondaruk-Augustyńczyk vel Kejtbond i Anita, to znaczy, że coś w tym jest. No to zjadłam i zjem jeszcze nie raz — bo ich wakacyjne zdziwienie było tego warte 😉🔥

Ten bulgoczący talerz to kulinarne złoto. Mogę sobie saç tavę zapisać na liście odkryć tej edycji 🙂

➡️ A wy znacie saç tavę? Co w waszym rankingu wygrywa: saç tava czy kebab?

🍽 Dla tych, którzy chcą wesprzeć Wolny Wybieg, sypnąć autorce złotem na kolejne saç tavy i małe motywacyjne przyjemności — link wspierający znajdziecie jak zwykle w komentarzu 🙂

30/01/2026
Stambuł. Dawka przypominająca:).
29/01/2026

Stambuł. Dawka przypominająca:).

🟥 Małżeństwa homoseksualne w starożytnym Kościele? Czy to możliwe? Czyli przypis do zwiedzania Küçük Ayasofya Camii w St...
28/01/2026

🟥 Małżeństwa homoseksualne w starożytnym Kościele? Czy to możliwe? Czyli przypis do zwiedzania Küçük Ayasofya Camii w Stambule.

🟥 Ikoną współczesnego ruchu LGBT, wśród współczesnych chrześcijan nieheteronormatywnych, są święci Sergiusz i Bakchus. Rzymscy żołnierze znad Eufratu, służący w armii cesarza Maksymiliana lub Maksyma Dyzmy. Zamęczeni w 295 albo 305 roku za odmowę złożenia ofiary Zeusowi. Najbardziej popularni święci starożytnego Wschodu.

🟥 Jak przypuszczał John Boswell, byli oni związani ceremonią ADELPHOPOIESIS (gr. czynić braćmi). Był to rodzaj braterstwa duchowego lub duchowej adopcji. Sankcjonowany prawnie i obrzędowo związek osób tej samej płci. Boswell wysunął nawet dalej posunietą hipotezę, że był to rodzaj homoseksualnego małżeństwa. Inni utrzymują, że jedynie maskował w wielu przypadkach intymną i głęboką relację, którą można nazwać prawdziwym małżeństwem.

🟥 Istnieją hipotezy, że chodziło po prostu o rodzaj zjednoczenia duchowego zawieranego aby wspólnie podążać za nauką Chrystusa.

🟥 Jeszcze inne przypuszczenie sugeruje, że adelphopoiesis było alternatywą dla pogańskiego, zatem zakazanego przez Kościół, obrządku „braterstwa krwi”.

🟥 Sam Boswell powołuje się na współczesny opis nocy przed śmiercią Sergiusza. Miał mu się ukazać wcześniej zamęczony Bakchus i namawiać aby ten się nie poddawał, ponieważ zostaną połączeni po śmierci w niebie jako kochankowie. Zazwyczaj nagrodą za męczeńską śmierć było połączenie z Bogiem.

🟥 Nie zdziwcie się zatem, gdy w czasie parady równości ujrzycie stylizowane na bizantyńskie, wizerunki dwóch kochanków.

🟥 Ja od siebie dodam, w kwestii legalności tego typu relacji, że jednak dziwnym by było, gdyby ten sam cesarz, w tym samym roku 527 ufundował światynię, której patronem jest jawna para homoseksualna oraz skazał na kastrację i różne inne nieprzyjemne restrykcje parę biskupów, którą na takim związku przyłapano, co Justynian uczynił jako strażnik prawiowierności i porządku w kościele, za którego zwierzchnika się uważał.

➡️ Owa ufundowana przez Justyniana świątynia, której patronami byli Sergiusz i Bakhus, to obecna Küçük Ayasofya Camii w Stambule.

🫶 Dla tych, którzy mają ochotę wesprzeć Wolny Wybieg, sypnąć kurom złotym ziarnem motywacji, link wspierający jak zwykle w pierwszym komentarzu. Za wszelkie sygnały, że to co robię ma sens z góry serdecznie dziękuję🥰.

Address

Istanbul

Website

https://www.instagram.com/wolny.wybieg/profilecard/?igsh=c2I5anhwdHV5bHl0

Alerts

Be the first to know and let us send you an email when Wolny Wybieg posts news and promotions. Your email address will not be used for any other purpose, and you can unsubscribe at any time.

Share