A macie zdjęcia?

A macie zdjęcia? Zdjęcia i relacje z naszych podróży.

04/25/2026

Przegapiliśmy! 😂
A macie zdjęcia wczoraj skończyło rok 🎂 Dziękujemy wszystkim, którzy są z nami w tej podróży!❤️

Jest taka restauracja pod Amarillo, której nie omija żaden przewodnik po Drodze 66. Nie ma ona żadnych gwiazdek Michelin...
02/23/2026

Jest taka restauracja pod Amarillo, której nie omija żaden przewodnik po Drodze 66. Nie ma ona żadnych gwiazdek Michelin 🌟 ani podobnych wyróżnień, a jednak ściągają do niej tłumy. Między innymi dlatego, że można w niej zjeść za darmo. Ale o tym za chwilę.

Restaurację otworzył w 1960 roku Robert J. Lee. W tym samym roku odbył się w niej pierwszy konkurs jedzenia steków. W szranki stanęło 12 kowbojów, a zwycięzcy udało się zjeść w godzinę ⏱️ cztery i pół jednofuntowych steków 🥩 (454 g x 4,5 = ponad 2 kg!), koktajl krewetkowy 🦐, pieczonego ziemniaka 🥔, bułkę 🥖 i sałatkę 🥗. Właściciel zdecydował, że od tej pory każdy, kto powtórzy ten wyczyn, nie będzie musiał płacić 😀. Następni właściciele - potomkowie (aktualnie już trzecie pokolenie rodziny Lee zarządza interesem) podtrzymali tradycję.

Zatem i dziś wystarczy zgłosić chęć uczestnictwa, zapłacić z góry 72 dolary (na zasadzie kaucji), podpisać oświadczenie, że robisz to na własną odpowiedzialność i już można zająć jedno z honorowych miejsc na podwyższeniu na środku sali. Gdy kelner przyniesie danie, śmiałek może zjeść jeden kęs, żeby potwierdzić, że stek jest właściwie wypieczony 👍. Potem nad jego głową rusza duży, elektroniczny zegar ⏱️. Jeśli uda mu się w ciągu godziny wyczyścić talerz (trzeba zjeść wszytko, nie tylko mięso), kaucja jest zwracana, a otoczony wiwatami zwycięzca ma prawo wpisać się na "listę chwały" 🏆.

Czy godzina to dużo czasu na zjedzenie ponad 2 kg mięsa i wszystkich dodatków? I tak, i nie. Dla zwykłego śmiertelnika jest to zadanie naprawdę trudne - średnio jest mu w stanie podołać 1 na 9 ochotników. Obsługa doskonale widzi, kiedy czyjeś możliwości się kończą i trzeba dyskretnie postawić koło niego wiadro "na wszelki wypadek"🪣. Ale dla wytrawnych zawodników to nie jest specjalne wyzwanie. Rekord ustanowiła w 2015 roku drobna (ważąca ok. 55 kg) Molly Schuyler, zjadając całe danie w 4 minuty i 18 sekund 🥇. Pobiła tym samym swój własny rekord z poprzedniego roku (i to o 40 sekund). Jakby tego było mało, natychmiast zjadła drugi taki sam zestaw, a następnie trzeci. Wszystko w niecałe 20 minut 🤯

Jeśli chodzi o "zwykłych" gości, to w restauracji zmieści się ich podobno aż 650. Poza dużą, piętrową salą główną, w budynku mieści się również spory bar (oraz browar) 🍺, a za nim jest półotwarta przestrzeń na pikniki i podobne wydarzenia . Tuż obok znajduje się motel 🏨 na 54 pokoje, który poza miejscami dla samochodów posiada 28 boksów dla koni 🐴.

Liczba stolików idzie jednak w parze z liczbą gości (w dużej mierze turystów), a nawet zostaje nieco w tyle, bo zwykle jest tłoczno. Po przyjechaniu trzeba ustawić się w kolejce 🚶‍♀️‍➡️🚶‍➡️🚶‍♂️‍➡️, podać numer telefonu 📱 i czekać na SMS z informacją, że stolik jest już gotowy (to dość popularny system w zatłoczonych restauracjach w USA). Czekając można obejść sporych rozmiarów sklep z pamiątkami, pobawić się na strzelnicy, wypić przy barze piwo z przylegającego do knajpy browaru, albo po prostu pozwiedzać pełne niespodzianek zakamarki.

Tu nie ma być wykwintnie. Tu wszystko ma być przesadnie duże. To jest atrakcją samo w sobie. Jeśli przy okazji jest śmieszne lub kiczowate, to tym lepiej 😉. Klient ma dobrze się bawić, dużo zjeść i wypić, a potem opowiedzieć znajomym i wrócić 😃. Oczywiście, że chodzi o pieniądze 💵 i system działa znakomicie. Większym samochodem (np. kamperem...) bywa bardzo trudno gdziekolwiek się wcisnąć na parkingu.

Tylko po co przyjeżdżać na taką kolację albo piwo własnym samochodem? Czy nie lepiej taksówką? 🚕 Może lepiej, ale najlepiej... własnym transportem tejże restauracji. Big Texan aspiruje do miana "najbardziej teksańskiego miejsca w Teksasie", więc nie mógłby wozić gości busikiem. Do tego służą (równie absurdalne jak wszystko inne w tym miejscu) ikoniczne limuzyny z wielkimi rogami na masce. Wożą gości z i do hoteli w Amarillo za darmo 🤘. Zaś wysłużone egzemplarze zostały, podobnie jak Cadillaki na Cadillac Ranch, częściowo wkopane w ziemię (i wystawione do malowania farbą w sprayu) na innym, również należącym do rodziny Lee, kawałku terenu, gdzie przeniesiono Slug Bug Ranch (czyli wkopane garbusy) i w ten sposób powstało "Limo Ranch". Swoją drogą, tuż obok jest duży ośrodek imprezowy o nazwie Starlight Ranch (na 2500 osób), również będący częścią rodzinnego przedsięwzięcia. Tak samo, jak kemping, który (oczywiście) nie mógłby się nazywać inaczej, niż Big Texan RV Ranch. Poza miejscami dla kamperów, można tam spać w drewnianych chatkach lub... wozach wzorowanych na Dziki Zachód 🤠- tyle, że z klimatyzacją.

A co jest największą turystyczną atrakcją Amarillo? - zapytacie. Gdzie kierują swoje kroki ludzie przyjeżdżający z całeg...
02/07/2026

A co jest największą turystyczną atrakcją Amarillo? - zapytacie. Gdzie kierują swoje kroki ludzie przyjeżdżający z całego świata do tego, niedużego w sumie, miasta, które pod względem populacji możemy porównać do Kielc? Niektórzy z pewnością odwiedzają wspomniany już fragment Route 66, ale chyba najbardziej znaną atrakcją jest coś innego... A mianowicie 10 wbitych w ziemię Cadillaców 😀

Cadillac Ranch, o którym mowa, to instalacja, która powstała w 1974 roku za sprawą grupy artystycznej Ant Farm. O sfinansowanie swojego pomysłu autorzy zwrócili się do biznesmena i artysty z Amarillo - Stanleya Marsha 3. To na jego polu wkopano maskami w dół (pod kątem) dziesięć kolejnych generacji tych kultowych samochodów, tworząc tym samym swoisty przegląd ewolucji ich tylnych "skrzydeł" w modelach od 1949 do 1963 roku. W 1997 roku po cichu 🤫 przeniesiono dzieło w nieco inne miejsce (oddalone o ok. 3 km), aby znajdowało się dalej od rozwijającego się miasta. I tak znalazło się w miejscu w którym jest do dziś - na pastwisku nieopodal autostrady międzystanowej nr 40 🛣️

Ranczo, choć znajduje się na terenie prywatnym, można bez przeszkód odwiedzać o każdej porze. Artyści od początku zakładali, że będzie to instalacja otwarta, podatna na zmiany, a nawet niszczenie. W praktyce oznaczało to, że ludzie zaczęli robić to, co robią ludzie - zostawiać ślady. Pierwsze napisy sprayem zaczęły pojawiać się wkrótce po otwarciu. Początkowo były to pojedyncze "wpisy", ale szybko odwiedzający zaczęli traktować Cadillaki jak publiczną tablicę do graffiti 🫟. Obecnie malowanie sprayem jest tradycją i praktycznie każdy przybywa tu z puszką farby. Podobno czasem można ją nawet kupić na miejscu na straganie, a na pewno niedaleko znajduje się Cadillac Ranch Gift Shop & RV Park (jakżeby inaczej!😀), oferujący, jako główny rodzaj pamiątek, lakiery pod ciśnieniem. Zwykle jednak zabawa nudzi się szybciej niż zapas farby i niedokończone puszki zostawiane są obok Cadillaców, by mogły szybko znaleźć następnego domorosłego artysty 🧑‍🎨, który je wykorzysta.

W efekcie samochody pokryte są grubą warstwą farby, tworzącą kilkucentymetrową skorupę. Instalacja dzięki temu cały czas się zmienia (można powiedzieć, że wręcz w oczach 😀) i jest pełna kolorów 🎨. Jedynym minusem jest to, że niektórzy goście nie ograniczają się jedynie do malowania Cadillaców - ślady sprayu są również na fragmencie pobocza przy Ranchu, ziemi wokół, a nawet okolicznej trawie. Trzeba jednak przyznać, że panuje tu mimo wszystko porządek - zużyte puszki w zdecydowanej większości trafiają do przygotowanych koszy (a w zasadzie beczek🛢), a te, które się jeszcze nadają, znajdują szybko nowych właścicieli ♻️.

W duchu kultywowania tradycji i my postanowiliśmy sprawdzić nasze graficiarskie umiejętności 😀 Teraz już z pełnym przekonaniem możemy stwierdzić, że drygu do tego nie mamy 😂, ale nie pozwoliliśmy farbom się marnować, więc na jednym ze słynnych Cadillaców z Amarillo choć przez chwilę można było podziwiać napis "A macie zdjęcia?" 😊

Fundator instalacji, Stanley Marsh 3, nalegał, by zapisywać jego nazwisko z arabską trójką, a nie rzymską III. Uważał, że to zbyt pretensjonalne. Wymawiać to należało "Stanley Marsh Three" ("Stanley Marsh Trzy"), a nie "Stanley Marsh the Third" ("Stanley Marsh Trzeci").

Pobliski sklep z pamiątkami i pole kempingowe przywita nas... w dwójnasób. Po pierwsze, wyeksponowanymi Cadillacami, ale tym razem kompletnymi i nawet z "kierowcami" - manekinami Johna Wayne'a, Elvisa Presleya i Williego Nelsona. A po drugie, olbrzymią figurą Kowboja Drugiej Poprawki 🤠, u którego stóp stoją dwa, mające kształt rewolwerów, grille do BBQ 😀

Address

11450 Park Road 5
Canyon, TX
79015

Website

Alerts

Be the first to know and let us send you an email when A macie zdjęcia? posts news and promotions. Your email address will not be used for any other purpose, and you can unsubscribe at any time.

Shortcuts

Share