02/23/2026
Jest taka restauracja pod Amarillo, której nie omija żaden przewodnik po Drodze 66. Nie ma ona żadnych gwiazdek Michelin 🌟 ani podobnych wyróżnień, a jednak ściągają do niej tłumy. Między innymi dlatego, że można w niej zjeść za darmo. Ale o tym za chwilę.
Restaurację otworzył w 1960 roku Robert J. Lee. W tym samym roku odbył się w niej pierwszy konkurs jedzenia steków. W szranki stanęło 12 kowbojów, a zwycięzcy udało się zjeść w godzinę ⏱️ cztery i pół jednofuntowych steków 🥩 (454 g x 4,5 = ponad 2 kg!), koktajl krewetkowy 🦐, pieczonego ziemniaka 🥔, bułkę 🥖 i sałatkę 🥗. Właściciel zdecydował, że od tej pory każdy, kto powtórzy ten wyczyn, nie będzie musiał płacić 😀. Następni właściciele - potomkowie (aktualnie już trzecie pokolenie rodziny Lee zarządza interesem) podtrzymali tradycję.
Zatem i dziś wystarczy zgłosić chęć uczestnictwa, zapłacić z góry 72 dolary (na zasadzie kaucji), podpisać oświadczenie, że robisz to na własną odpowiedzialność i już można zająć jedno z honorowych miejsc na podwyższeniu na środku sali. Gdy kelner przyniesie danie, śmiałek może zjeść jeden kęs, żeby potwierdzić, że stek jest właściwie wypieczony 👍. Potem nad jego głową rusza duży, elektroniczny zegar ⏱️. Jeśli uda mu się w ciągu godziny wyczyścić talerz (trzeba zjeść wszytko, nie tylko mięso), kaucja jest zwracana, a otoczony wiwatami zwycięzca ma prawo wpisać się na "listę chwały" 🏆.
Czy godzina to dużo czasu na zjedzenie ponad 2 kg mięsa i wszystkich dodatków? I tak, i nie. Dla zwykłego śmiertelnika jest to zadanie naprawdę trudne - średnio jest mu w stanie podołać 1 na 9 ochotników. Obsługa doskonale widzi, kiedy czyjeś możliwości się kończą i trzeba dyskretnie postawić koło niego wiadro "na wszelki wypadek"🪣. Ale dla wytrawnych zawodników to nie jest specjalne wyzwanie. Rekord ustanowiła w 2015 roku drobna (ważąca ok. 55 kg) Molly Schuyler, zjadając całe danie w 4 minuty i 18 sekund 🥇. Pobiła tym samym swój własny rekord z poprzedniego roku (i to o 40 sekund). Jakby tego było mało, natychmiast zjadła drugi taki sam zestaw, a następnie trzeci. Wszystko w niecałe 20 minut 🤯
Jeśli chodzi o "zwykłych" gości, to w restauracji zmieści się ich podobno aż 650. Poza dużą, piętrową salą główną, w budynku mieści się również spory bar (oraz browar) 🍺, a za nim jest półotwarta przestrzeń na pikniki i podobne wydarzenia . Tuż obok znajduje się motel 🏨 na 54 pokoje, który poza miejscami dla samochodów posiada 28 boksów dla koni 🐴.
Liczba stolików idzie jednak w parze z liczbą gości (w dużej mierze turystów), a nawet zostaje nieco w tyle, bo zwykle jest tłoczno. Po przyjechaniu trzeba ustawić się w kolejce 🚶♀️➡️🚶➡️🚶♂️➡️, podać numer telefonu 📱 i czekać na SMS z informacją, że stolik jest już gotowy (to dość popularny system w zatłoczonych restauracjach w USA). Czekając można obejść sporych rozmiarów sklep z pamiątkami, pobawić się na strzelnicy, wypić przy barze piwo z przylegającego do knajpy browaru, albo po prostu pozwiedzać pełne niespodzianek zakamarki.
Tu nie ma być wykwintnie. Tu wszystko ma być przesadnie duże. To jest atrakcją samo w sobie. Jeśli przy okazji jest śmieszne lub kiczowate, to tym lepiej 😉. Klient ma dobrze się bawić, dużo zjeść i wypić, a potem opowiedzieć znajomym i wrócić 😃. Oczywiście, że chodzi o pieniądze 💵 i system działa znakomicie. Większym samochodem (np. kamperem...) bywa bardzo trudno gdziekolwiek się wcisnąć na parkingu.
Tylko po co przyjeżdżać na taką kolację albo piwo własnym samochodem? Czy nie lepiej taksówką? 🚕 Może lepiej, ale najlepiej... własnym transportem tejże restauracji. Big Texan aspiruje do miana "najbardziej teksańskiego miejsca w Teksasie", więc nie mógłby wozić gości busikiem. Do tego służą (równie absurdalne jak wszystko inne w tym miejscu) ikoniczne limuzyny z wielkimi rogami na masce. Wożą gości z i do hoteli w Amarillo za darmo 🤘. Zaś wysłużone egzemplarze zostały, podobnie jak Cadillaki na Cadillac Ranch, częściowo wkopane w ziemię (i wystawione do malowania farbą w sprayu) na innym, również należącym do rodziny Lee, kawałku terenu, gdzie przeniesiono Slug Bug Ranch (czyli wkopane garbusy) i w ten sposób powstało "Limo Ranch". Swoją drogą, tuż obok jest duży ośrodek imprezowy o nazwie Starlight Ranch (na 2500 osób), również będący częścią rodzinnego przedsięwzięcia. Tak samo, jak kemping, który (oczywiście) nie mógłby się nazywać inaczej, niż Big Texan RV Ranch. Poza miejscami dla kamperów, można tam spać w drewnianych chatkach lub... wozach wzorowanych na Dziki Zachód 🤠- tyle, że z klimatyzacją.